Chrześcijaństwo wśród hobbitów

Jest to mój artykuł z ostatniego numeru „Magnificatu”, gazetki parafialnej w Wodzisławiu Śląskim.

„Znaleźć Boga wśród hobbitów”? Gdzie? W książce jakiegoś Tolkiena, który pisał o magii i czarach? Czy wśród elfów, krasnoludów, hobbitów, czy też Gandalfa i innych czarodziejów możemy znaleźć Boga? A jednak…

John Ronald Reuel Tolkien tak napisał o jednej ze swoich książek: „Władca Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w poprawkach świadomie”. Wynika to z tego, że był osobą głęboko wierzącą. W czasach, gdy w anglikańskiej Wielkiej Brytanii katolicyzm był szykanowany (tak było jeszcze w połowie XX w.!), Tolkien zdecydowanie trwał przy wierze, na którą nawróciła się jego matka. Tę wiarę zawarł także w swojej twórczości. Jednak na próżno szukać tam alegorii. Katolicyzm tak Władcy Pierścieni, jak i innych jego dzieł nie na tym polega.

Przyjrzyjmy się najbardziej znanej książce Tolkiena, która doczekała się kilku adaptacji filmowych, a mianowicie Władcy Pierścieni. Osią akcji jest wojna, która toczy się w związku z odnalezieniem Jedynego Pierścienia, dzieła Saurona. Opowiedziana z rozmachem historia opowiada o klasycznej walce dobra ze złem. Interesujący jest fakt, że największe narzędzie zła, Pierścień, znajduje się w rękach osób, która chcą pokonać Saurona. Czy może on posłużyć jako narzędzie, aby zwyciężyć zło? Absolutnie nie! Choć nieraz takie rozwiązanie jest kuszące. Ustami swoich bohaterów Tolkien zauważa, że ten, komu udało by się obalić Czarnego Władcę przy użyciu zła, ten sam zająłby jego miejsce. Cel nie uświęca środków, nie można zła zniszczyć złem. Dzisiejsze czasy często pokazują nam coś innego, złem jest bowiem tylko to co nazwiemy złem, a nie to co jest złem rzeczywiście. W takiej filozofii wszystko to, z czym ja się nie zgadzam, co jest ode mnie inne, różne może być złe i może być zwalczane. Powieści Tolkiena pokazują, że zło nie jest zależne od subiektywnego osądu. Dobro i zło istnieją niezależnie od naszych mniemań. Jest to jedna z funkcji, jaką pełni mit (rozumiany przez Tolkiena). Ukazuje on pewne elementy świata takimi jakimi są, w tym wypadku co jest dobrem, a co złem. W ten sposób mit (bo tak Tolkien pojmował swoją twórczość) pozwala nam lepiej zrozumieć samych siebie, naszą rzeczywistość.

Co więcej, idąc po linii augustyńskiej, Tolkien ukazuje zło jako siłę niekreatywną, niezdolną do stwarzania. Zarówno Morgoth, jak i Sauron, czyli przywódcy złych sił, nie potrafią powołać niczego do życia. Mogą jedynie wypaczać i wynaturzać to, co jest. Istoty dobre zdeprawowane przez zło stają się karykaturą samych siebie. Najwyraźniejszym tego przykładem zdają się być orkowie. Pochodzą oni według jednej z koncepcji od elfów, którzy zostali schwytani przez Morgotha, i przez wieki wynaturzone, wypaczone.

„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mk 8,34). Władca Pierścieni jest też opowieścią o ofierze. Bowiem walka ze złem, czy to zewnętrznym, czy też wewnętrznym jest związana z ofiarą. Dobro kosztuje wiele wysiłek, nie jest za darmo. Zniszczenie Pierścienia jest możliwe dzięki ofierze Froda, który zanosi go na Górę Przeznaczenia. Ofiara ta jednak rozbudza w sercu coś, co jest specyficzne dla człowieka. W Silmarilionie znajdujemy taki fragment opisu stworzenia człowieka przez Eru, Jedynego: „Tchnął więc w serce człowiecze tęsknotę przekraczającą granice świata i nie dającą się zaspokoić tym, co na nim można znaleźć”1. Poniesiona ofiara rozbudza tę tęsknotę. Poniesione przypominają, że świat doczesny nie jest domem człowieka. Do istoty człowieczeństwa należy pielgrzymowanie przez ten świat, aby potem dojść do domu.

Można by wskazać jeszcze wiele innych elementów chrześcijańskich obecnych w twórczości Tolkiena. To co tutaj zostało przedstawione, to jest jedynie wierzchołek góry lodowej. Daleki jestem jednak od wskazywania prostych alegorii typu: „Frodo to obraz Chrystusa”. Nie lubił ich sam Tolkien. Wszystkie takie porównania nie są trafne, bo zawsze będą pewne różnice między obrazem z książki, a rzeczywistością Biblii. Frodo to nie jakiś lokalny Chrystus, on jest sobą, małym hobbitem, człowiekiem słabym jak ja i Ty, drogi czytelniku. Fakt, że jego postać wskazuje w pewien sposób na Chrystusa, ale moim zdaniem zupełnie inaczej niż widzi to wielu miłośników alegorii. Jest to jednak temat na inny artykuł…

One Response

  1. fuksja 19/01/2010

Dodaj komentarz