Archive | Maj, 2010

Tags: , , ,

Po siódme – nie kradnij

Posted on 31 maja 2010 by Ioannes Oculus

Do rozważań na ten temat zainspirował mnie artykuł „Kto jeszcze kradnie” Michała Wojciechowskiego. Zazwyczaj nie zastanawiamy się nad tym, że pozbawienie kogoś jego własności wbrew jego woli jest kradzieżą, nie tylko wtedy kiedy jest to banknot wyciągnięty z kieszeni. Kradzieżą jest niepłacenie czynszu, niszczenie cudzej własności, także kradzież intelektualna, gdy kopiuje się jako swoje teksty innych autorów, gdy posiada się programy, filmy, muzykę bez uiszczenia należnej opłaty. Wreszcie niejednokrotnie jesteśmy okradani w majestacie prawa, bo prawo w Polsce nie jest doskonałe (delikatnie mówiąc). Tym ostatnim przypadkiem nie chcę się zajmować, natomiast pozostałe powinny dać nam do myślenia. Na ile tkwi w nas mentalność „mi się należy”, która jest de facto okradaniem tych, którzy zamiast rościć mnóstwo pretensji, pracują i zarabiają. Nie chodzi mi tu jednak o tych, którzy nie z własnej winy nie są w stanie się utrzymać (sieroty, osoby upośledzone, itd.). Tym osobom należy się pomoc społeczeństwa. Jednak pytanie jest na ile możemy sobie ciągle rościć pretensje, że wszystko mi się należy. Przykład? „Dostać mieszkanie”, dostać, ale od kogo? Od miasta? To skąd miasto ma to mieszkanie? Może z moich podatków? To dlaczego ja go nie mogę dostać? Dlatego, że zapracowałem, wziąłem kredyt i kupiłem je sobie sam? System uczy nas takiej pseudo-zaradności, kombinowania co można dostać. Gdyby ta energia poszła w poszukiwanie pracy, zarobku, może nawet rozkręcanie własnego biznesu, to byłoby to właściwsze? Może dlatego Polacy w Anglii tak łatwo znajdują pracę i zarabiają. Bo tam nam się nic nie „należy”. Problem jest złożony, bo widać tu ogromną potrzebę właściwej edukacji. Możliwości jest sporo, narzędzia do zarabiania prawie na każdym kroku. Kwestia tylko wykorzystania. Czy więc zamiast „należy mi się” (= okradnę innych) nie dałoby się wprowadzić „zarobiłem, wypracowałem”?

Comments (3)

Św. Patryk

Tags: , , , , ,

Jeden? Trzech? Koniczyna :)

Posted on 29 maja 2010 by Ioannes Oculus

KoniczynaAch! Uroczystość Trójcy Świętej jest dla mnie wyjątkowa od dwóch lat. To w ten dzień bowiem odprawiłem pierwszą Mszę św. Ach, co to był za dzień. Na chwałę Trójjedynego Boga złożyłem Ofiarę Chrystusa na ołtarzu! Trójca święta, tajemnica Boga, nieprzenikniona dla nas, nie do odkrycia ludzkim rozumem, została nam objawiona przez Chrystusa. Bóg jeden, ale trzy Osoby. Jakże to możliwe?

Św. Patryk na początku każdej misji mówił o koniczynie. Koniczyna jest jedna, a przecież ma trzy liście. W ten sposób pokazywał, kim jest Trójca, jednością trzech osób. Trzy osoby boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Co łączy ich w jedno? Odpowiedzią są słowa św. Jana: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Tym więc, co nierozerwalnie łączy Osoby Boskie, jest miłość.

Bóg powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26). Skoro tak, to w nas też jest coś z Trójcy. „Bóg jest miłością, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16). Jesteśmy więc powołani do tworzenia jedności miłością. My, wyznawcy Chrystusa, zgromadzeni w Jego świętym Kościele katolickim, mamy za zadanie miłością łączyć ludzi ze sobą niosąc pokój i zgodę. Mamy przyprowadzić ich do Chrystusa, który wyzwala nas z grzechów, czyli tego co nas dzieli.

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.

(J 17,20-23)

Ut unum sint, aby wszyscy stanowili jedno. Odkrywać Boży obraz i podobieństwo w nas samych, rozwijać tą miłość, która łączy nas z Bogiem od chrztu świętego i przyprowadzić innych, by odnowić w nich to Boże podobieństwo. Niech zapanuje radość między nami, niech zapanuje miłość do Chrystusa i między nami. To jest zadanie Kościoła, aby ludzie widząc nas, aby widząc miłość, która nas łączy, odkrywali obecnego między nami Boga.

Trójca Święta – jakże wielka i jakże wspaniała tajemnica. Jakże wspaniały dar, że Bóg zechciał tą tajemnicę nam ukazać. Może dlatego też najważniejszym przykazaniem jest to:

Św. Patryk

Św. Patryk

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

(Mt 22,34-40)

Comments (0)

Tags:

Bierzmować czy nie?

Posted on 28 maja 2010 by Ioannes Oculus

W ciężkiej sytuacji zostałem dzisiaj postawiony. Przygotowując młodzież do bierzmowania można nieraz załamać ręce, ale to co się dzisiaj działo, tego nie byłbym sobie w stanie wyobrazić. Duch Święty, który umarł i zmartwychwstał, Jezus rozmawiający z palącym się krzakiem w Ogrójcu. Do tego nauka jak zrobić znak krzyża albo jak się przyklęka. Jakby trzeba było cofnąć się do podstawówki… Co najgorsze, to często nie jest ich wina!

Dlaczego nie? Młodzież w trzeciej gimnazjum cierpi na chroniczny brak wzorców, szczególnie tych najważniejszych – płynących od rodziców. Tu się pojawia problem. Rodzice daleko od Kościoła, ale bierzmowanie musi być i pretensje, jeżeli „robi się problemy”. Dalej chore wzorce płynące z telewizji i internetu, które uczą, że wszystko się należy, szybko i łatwo. Kultura popularna spłycająca człowieka do wymiaru cielesnego, negująca ducha i wszelkie Boże życie.

Bierzmować więc czy nie? Liczyć na działanie sakramentu czy uchronić świętość przed profanacją? Szczerze mówiąc, nie wiem, który kierunek jest najlepszy. Na szczęści, mimo wszystko, ta młodzież jest kochana. Choć narozrabiają, poknocą co się da, to jednak potrafią się zebrać. Jak choćby klasa 3, którą uczę. Rozrabiaki nieziemskie, ale w sumie to kochani bardzo są.

Comments (3)

Tags: , , ,

Kościół polityczny?

Posted on 28 maja 2010 by Ioannes Oculus

Ostatnia dyskusja wokół in-vitro pokazuje dość dziwaczną doktrynę pt. „Kościół ma się nie mieszać do polityki”. Dlaczego dziwaczną? Dziwaczną, bo mocno nie precyzyjną, a przez to każdy kto tego chce, może pod to podczepić wszystko. Nie zdefiniowane są tu pojęcia „Kościół”, „polityka”, no i samo „mieszanie się”. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym pojęciom.

Kościół

Kościół może być rozumiany bardzo różnie. Kościół to wspólnota wierzących z Chrystusem jako głową. Wierzący to natomiast są ludzie ochrzczeni żyjący na ziemi oraz ci, którzy przebywają w chwale nieba. Biskupi, księża to tylko niektórzy z nich. Tak więc Kościół obejmuje bardzo szeroką grupę osób, ponad miliard osób żyjących na ziemi. W tym kontekście można się zapytać, dlaczego ten miliard ma nie mieszać się do polityki?

Polityka

Tu się zaczyna większy problem. Dlatego warto wrócić do źródeł. Jak podaje Wikipedia, Arystoteles twierdził, że jest to rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Jeżeli więc jest to „rządzenie państwem” to przecież Kościół ma do tego prawo, a niejeden polityk jest przecież osobą wierzącą, katolikiem. Natomiast duchowni nie sprawują urzędów państwowych.

Miesza się

Co to znaczy mieszać się do czegoś? Wtrącać się, angażować, a do tego ma to słowo pewne negatywne nacechowanie. Wolałbym pozostać więc na pytaniu, czy Kościół ma prawo wpływać na politykę?

A więc?

Problem tkwi w tym, że Kościół to nie tylko świeczki na ołtarzu i odmawianie Różańca świętego. Kościół to cała rzeczywistość, którą się żyje. Nie można na serio być katolikiem i żyć niezgodnie w zasadami Ewangelii. Dlatego Kościół przypomina to, co głosił Chrystus, bo to jest jego podstawowym zadaniem, czy to się komuś podoba czy nie. Tym bardziej, że celem Kościoła jest także dobro wspólne! Wszak to Kościół od wieków dba o najsłabszych i bezbronnych, jak właśnie w dzisiejszych czasach, kiedy broni nienarodzonych przed zbrodnią aborcji, kiedy nie chce, aby doprowadzano do zapłodnienia kilku komórek jajowych, tworzeniu kilku ludzi, aby jednego z nich oddać matce, a resztę uśmiercić, nazywając cały zbrodniczy proceder in-vitro. Te tematy to nie tylko tematy polityczne, ale przede wszystkim społeczne, więc tym bardziej Kościół nie musi podlegać zasadom, wymyślonym de facto, przez jego wrogów i niczym za słusznie minionych czasów komunizmu, być spychanym „do zakrystii”. Kościół ma prawo być obecny w polityce przez swoich członków, ma prawo głosić naukę Chrystusa zawsze, także w czasie kampanii wyborczej. Ma prawo przypominać co jest, a co nie jest grzechem. Choćby w imię tak popularnej, a tak nierespektowanej przez lewicujące ideologie, zasady wolności słowa.

Comments (14)

Tags: , , , ,

Duchu Święty, przyjdź!

Posted on 23 maja 2010 by Ioannes Oculus

Dzisiejsza uroczystość Zesłania Duch Świętego powinna nam uzmysłowić bardzo ważną rzecz. Najpierw spójrzmy na fragment z Dziejów Apostolskich:

Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. [...] Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: «Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów!

Dz 2,1-6.11

Apostołowie po zesłaniu Ducha Świętego zaraz zaczęli głosić. Owocem Ducha Świętego jest świadectwo, jest energia i siła, która nieraz niesie nas w nieznane. Niesamowita siła i moc, której nikt inny nie zna, tylko ten kto pochodzi od Ducha, kto jest nim napełniony. Moc, która pozwala pokonywać strach, własną słabość i samego siebie. Dzięki niej apostołowie poszli na cały świat, dzięki niej ich następcy do dziś głoszą orędzie Chrystusa. Co więcej, ten Duch Święty jest ciągle w Kościele obecny poprzez dzieje. Mimo więc większej bądź mniejszej grzeszności poszczególnych jego członków nauka Chrystusa jest w nim zachowana wiernie. W ten sposób wypełniają się słowa Jezusa: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Być świadkiem na całym świecie, być świadkiem przez wszystkie dzieje.

Dzisiaj to my jesteśmy tymi świadkami. To do nas jest skierowana łaska Ducha Świętego. To na nas On się wylewa. W świecie, gdzie Kościół spycha się z pola widzenia, musimy bronić prawdy. Białe jest białe, a czarne jest czarne, nieważne jak je nazwiemy. Dziś musimy bronić życia człowieka od samego początku, do naturalnej śmierci. Stąd nie możemy milczeć, gdy zabijane są niewinne dzieci czy to przez aborcję, tabletki antykoncepcyjne (wiele a nich nie blokuje zapłodnienia, a jedynie zagnieżdżenie w ściance macicy) czy in-vitro. Trzeba bronić godności człowieka, która jest deptana na wielu płaszczyznach, gdzie człowiek jest sprowadzany do zbioru instynktów, którym powinien ulegać. Kościół stoi na zadaniu obrony cywilizacji, kultury, obrony człowieka i tego, co on dotychczas osiągnął. Bez otwarcia na Ducha Świętego nie będzie to możliwe. A więc: Duchu Święty, przyjdź!

Comments (0)

Tags: , , ,

Tak już było w Rzymie…

Posted on 23 maja 2010 by Ioannes Oculus

Prześladowania chrześcijan istnieją od samego początku. Pierwsze są opisane w Dziejach Apostolskich, najnowsze choćby w zeszłotygodniowym Gościu Niedzielnym (raport o sytuacji Kościoła w Wietnamie). Prześladowania trwają i dziś na każdym kroku. Tak popularna dziś tolerancja, wbrew temu, co się potocznie przez nią rozumie, też jest elementem opresyjnym. Bo należy tolerować gejów i ich parady, nawet jeżeli dopuszczają się bezczeszczenia świątyń katolickich. Należy tolerować aborcję, eutanazję. Tolerować in-vitro, antykoncepcję oraz wiele innych. Jednak katolickiego ciemnogrodu – nigdy. Co więcej! „Postępowe” środowiska w swojej łaskawości dla katolickiego „ciemnogrodu” tolerancję wymyśliły. Bo one same nie muszą tolerować, one kochają, wspierają i są całym sercem za, nienawidząc wręcz chorobliwie myślących inaczej niż oni. Dla „katoli” natomiast wymyślili „tolerancję”, czyli sposób na wyjście z „ciemnogrodu”, jakiś stopień przejściowy. Jest więc owa „tolerancja” wartością od „postępowych” dla „ciemnogrodu” po to, aby się z „ciemnogrodu” wyzwolił. W ten sposób już u podstaw z tolerancją nie ma to nic wspólnego. Jest to gra, którą Szatan gra już od początku, kiedy w Raju kusił Adama i Ewę. Delikatne przesunięcie znaczeń, kłamstwo tak delikatne, że prawie nieuchwytne, prawie „nie-kłamstwo”, a budujące zupełnie fałszywy obraz rzeczywistości.

Co więc robić? Tak jak w starożytnym Rzymie, umacniać się w wierze na przekór światu. Nie poddawać się pod dyktat „postępowych”, ale postępować w wierze i miłości. Trudno, najwyżej przyjdzie oddać życie, pieniądze czy dobre imię. Czym to jednak jest wobec Boga samego?

Comments (0)

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Tags:

Kolejne karty z historii Kościoła

Posted on 16 maja 2010 by Ioannes Oculus

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Ciekawie dobrane są dzisiejsze czytania mszalne. Pierwsze czytanie opowiadając o wniebowstąpieniu Chrystusa jest jednocześnie początkiem Dziejów Apostolskich. Czytanie z Ewangelii jest natomiast zakończeniem Ewangelii wg św. Łukasza. Ponieważ jedna i druga księga mają tego samego autora tworzy się nam ciekawa klamra. Oto Ewangelia opisuje dzieje, czyny i nauczanie Jezusa Chrystusa. Opisuje od czasów narodzin do wniebowstąpienia. Wraz z wniebowstąpieniem zaczyna się nowa karta, karta historii Kościoła. Oto aniołowie pytają uczniów: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Zaczyna się bowiem nowy etap, czas Kościoła. Ten etap u swoich początków będzie miał „uzbrojenie mocą z wysoka” (por. Łk 24,49), czyli zesłanie Ducha Świętego. Uzbrojeni, bo być prawdziwym wyznawcą, to być wojownikiem, być rycerzem, który walczy w szeregach Chrystusa. Walka ta nie jest zwyczajną walką. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). W tej walce Kościół odnosi od dwóch tysięcy lat duchowe zwycięstwo nie poddając się prześladowaniom, trwając wiernie przy Chrystusie, mimo pokus i mimo grup wiernych, którzy niejednokrotnie odchodzili od wspólnoty założonej przez Chrystusa na fundamencie Apostołów. Kościół, który na kartach swojej historii ma tak wiele wspaniałych działań, od obrony mieszkańców miast starożytnych przed barbarzyńską nawałą, przez budowanie cywilizowanego świata wśród królestw barbarzyńskich, rozpowszechnianie literatury, techniki, czy w ogóle wiedzy, przez działalność klasztorów i uniwersytetów, przez rozwijanie sprawiedliwych i coraz bardziej zbliżonych procesów sądowych, przez obronę człowieka wobec nieludzkich systemów totalitarnych. Jest wiele wspaniałych kart w historii Kościoła. Dziś piszą się kolejne. Pozostaje tylko zapytać, jaką my będziemy kartą?

Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i cia³u, lecz przeciw Zwierzchnoœciom, przeciw W³adzom, przeciw rz¹dcom œwiata tych ciemnoœci, przeciw pierwiastkom duchowym z³a na wy¿ynach niebieskich.

Comments (2)

Tags: , , ,

To gimnazjum or not to gimnazjum?

Posted on 13 maja 2010 by Ioannes Oculus

Pogoda dzisiaj średnia. Szaro, pada co jakiś czas. Do tego trzeba iść do szkoły i to do gimnazjum. Uczniowie uczyć się, ja uczyć ich. Od przestąpienia progu szkoły miałem wrażenie, że jest strasznie głośno, jakby poddani procesowi edukacji potrzebowali dziś w sposób szczególny coś wykrzyczeć. W takiej atmosferze przystąpiłem do niesienia kaganka oświaty między lud. Co z tego wyszło? Raczej niewiele. Może jestem słabym nauczycielem? Jeżeli tak, to nie tylko ja, ale większość jest słaba albo bardzo słaba. Uczniowie nie są źli, za to rozsadza ich energia, nie potrafią się skoncentrować na czymś dłużej niż kilka minut (może maksymalnie pięć). Na sugestie, aby byli spokojniejsi nie reagują, bo i po co. Co ja mogę im zrobić? Uwaga do dziennika ich generalnie nie wzrusza, a zachowanie, za które ja wyleciałbym ze szkoły, traktują jako normalne. Można więc denerwować się na nich, wyzywać od najgorszych. Można, ale co to da? Poza tym czy jest to zasadne? Pojawia się pytanie, gdzie tkwi problem.

Ojciec dydaktyki, Jan Amos Komeński, podzielił czas edukacji na cztery sześcioletnie etapy. Do szóstego roku życia trwał etap przedszkolny, potem następował drugi etap, gdzie obowiązkowa była 6-klasowa szkoła elementarna dla wszystkich. Po tej szkole następował etap szkoły średniej, czyli łacińskiej. Ta była przeznaczona dla chłopców zdolniejszych (Komeński żył w XVII wieku, stąd tylko chłopcy). Ostatni etap kształcenia stanowiły studia uniwersyteckie. Tu bym widział pierwszy problem edukacji gimnazjalnej. Uczniowie są w tej szkole po prostu za krótko. Niejeden nauczyciel zauważa, że zanim zdąży się uczniów poznać, zanim uda się nawiązać z nimi współpracę, oni idą do nowej szkoły. Pierwszy rok to wzajemne poznanie się, drugi to docieranie się, początki kiełkowania czegoś. Dopiero w trzecim dochodzi do większej współpracy, z której mogą powstać większe owoce. Owoce, których jednak nie widać, gdyż uczniów już w szkole nie ma.`

Drugim problemem jest fakt, który określa się powiedzeniem, że „gimnazjum to wylęgarnia bandytów”. Może i ostre, ale coś w tym jest. Nie ma pomysłu co zrobić z uczniem, który się nie uczy, olewa system szkolny, stanowi zły przykład dla innych wręcz demoralizując kolegów i koleżanki. Wałęsają się między pozostałymi i często sprowadzają innych na złą drogę. Do tego rozbijają tok prowadzonych lekcji, przeszkadzają pozostałym i, delikatnie to ujmując, wyprowadzają nauczycieli z równowagi. Gdyby jakoś tych uczniów wyizolować? Osobne klasy dla nich? A najgorszy „element” usuwać ze szkoły. Dla nich oczywiście należałoby stworzyć jakiś system edukacji, przystosowującej do zawodu, ale w szkole o wojskowym drylu.

Rozwiązaniem idealnym (moim zdaniem) byłaby likwidacja gimnazjów i powrót do modelu 8+4. Wtedy dzieci w podstawówce dłużej są pod kontrolą rodziców i nauczycieli. Nie zmieniają szkoły w najgłupszym wieku. Gdy będą zmieniać szkołę, będą już trochę starsze, będą też trafiać do grona dojrzalszych osób, które będą miały na nich lepszy wpływ. Przynajmniej można wyrazić taką nadzieję. Faktem natomiast jest, że młodzież ma coraz więcej problemów, ale to już inny temat…

Comments (12)

Tags:

Uroczystość pierwszego laptopa?

Posted on 10 maja 2010 by Ioannes Oculus

„Sezon komunijny” trwa w najlepsze. Media donoszą o obecnych trendach komunijnych: laptopy, quady, operacje poprawiania uszu, suknie lepsze niż ślubne. Jak zwykle rodzi się pytanie po co to wszystko. Na szczęście, gdy ja zapytałem dzieci wczoraj: „Co dzisiaj jest najważniejsze?” odpowiedziały, że spotkanie z Jezusem. Jednak trend jest zatrważający nie tylko ze względu na dzieci, ale na rodziców, a jest to trend, który widać nie tylko podczas I Komunii Świętej, ale i na ślubach a także innych uroczystościach. Trend traktowania Kościoła jako instytucji obrzędowo-rozrywkowej.

Instytucja obrzędowa. Nie wierzy, nie chodzi do Kościoła, ale „ta zabawa przecież przynależy do dzieciństwa i nie można jej dziecku odmawiać”. Tak tłumaczył się jeden rodzic, dlaczego dziecko powinno pójść do I Komunii Świętej. W człowieku istnieje głęboka potrzeba spotkania ze swoim Stwórcą. Niestety spłycona w dzisiejszych czasach została do prymitywnej potrzeby obrzędu wynikającego ze zwyczaju. Żadnego przeżycia duchowego u rodziców, ale chęć pokazania się, a może tylko uspokojenia swojego sumienia? W tym kontekście jest też kwestia ślubu osób, które z Kościołem nie mają nic wspólnego, jednak „w kościele to jest przecież tak romantycznie”. Najlepiej drewnianym czy zabytkowym. Wracając do I Komunii Świętej. Rodzice pokazują tym samym swoją pustkę duchową, a co najgorsze przekazują ją swoim dzieciom. Ksiądz czy katechetka uczy dzieci, że to jest coś więcej, że spotyka się kogoś bardzo ważnego. Uczą także miłości i tego, że to nie ziemia jest naszą ojczyzną, naszym celem. Tymczasem jednak rodzice w praktyce dają silny przekaz o zupełnie przeciwnej treści. Nie ma modlitwy, nie ma chodzenia na nabożeństwa czy Msze św. po I Komunii św., za to w centrum stoi przyjęcie, strój, prezenty. Jasny i wyraźny przekaz dla dziecka: najważniejsze jest to co materialne. Co więcej przekaz ten sugeruje wręcz, że tam nie ma nic więcej poza tym, co materialne! Dodatkowo uczy się dziecko egoizmu: ty nic nie dajesz od siebie, ale tobie się należy to i tamto.

Ten trend, w połączeniu z innymi, które wypychają Boga poza margines zainteresowań, życia, jest przerażający. Rośnie coraz liczniejsze pokolenie osób skoncentrowanych na sobie, na swojej przyjemności, z postawą żądaniową (mi się należy), wypranych z religijności, z duchowości. Potem następuje zdziwienie, że dzieci nie słuchają rodziców. A przecież rodziców warto słuchać dopóki dają, zawsze dawali zabawki, pieniądze. W momencie, kiedy zaczynają cokolwiek wymagać dziecko się odwraca i bardzo ostro potrafi potraktować swoich rodzicieli. Rośnie pokolenie egoistyczne i bez wartości. Jedyną wartością jest „mieć” i „fajność”, bo przecież w życiu to trzeba przede wszystkim się bawić, doznawać przyjemności. Rośnie w tym też jakiś chory idealizm, który karze im szukać ideałów, idealnej przyjaźni, idealnej dziewczyny/chłopaka. Ideałów nie ma, więc prędzej czy później okazuje się, że ten (ta), o którym (-ej) się myślało, że jest ideałem i trzeba wymienić na lepszy model. Rodzą się rozczarowania i frustracje.

Co zrobić? Szczerze mówiąc nie wiem. Słyszałem, że nawet jeżeli w kościele obowiązuje jeden, skromny strój dla wszystkich, to niekiedy na przyjęcie już jest przygotowana droga sukienka. Na pewno nie można się poddać i wskazywać na prawdziwe ideały, wskazywać na tego, który jest najważniejszy (i to zawsze najważniejszy), czyli na Boga. Należy pracować z dorosłymi, ich uczyć, ich ewangelizować i nawracać w razie potrzeby. Nawet nie dzieci, bo Jezus nauczał dorosłych, a dzieci błogosławił. Moim zdaniem należy także wymagać, więcej wymagać niż teraz. Inaczej rozmyją się wartości i Kościół stanie się zakładem świadczącym usługi o charakterze religijnym dla ludności. Wymagać przede wszystkim od siebie, każdy z nas, bo wszyscy jesteśmy Kościołem. Wymagać od siebie i odważnie dawać świadectwo o Chrystusie.

Comments (0)

Wawel

Tags: ,

Kraków wiele zyskał!

Posted on 08 maja 2010 by Ioannes Oculus

Felix Cracovia! Szczęśliwy Kraków!

Wawel

Wawel

Dane mi było dzisiaj wraz z ministrantami z mojej parafii być w Krakowie. Zaczęliśmy trochę odwracając starożytną zasadę otium post negotium, czyli od Parku Wodnego. Podziwiam chłopaków, którzy potrafili się świetnie bawić tam przez prawie cztery godziny. Dla mnie było to trochę za długo. Natomiast po obiedzie nastąpiła najciekawsza dla mnie część dnia, czyli Wawel.

Po pierwsze dlatego, że dziś jest uroczystość św. Stanisława, patrona Polski. Mieliśmy więc możliwość w dzień tego wielkiego świętego nawiedzić katedrę, gdzie są złożone jego relikwie. Ku zaskoczeniu zwiedzających nasza czterdziestoosobowa grupa uklęknęła i zmówiła krótką modlitwę. Zaskoczeniu, bo raczej tłum turystów w tym miejscu zapomina, że to jest przede wszystkim świątynia Pana. Byliśmy też w kryptach, gdzie złożono ciała wielkich Polaków – Józefa Piłsudskiego i Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką. Smutna historia dzieje się na naszych oczach. Odszedł wielki człowiek, jego spuścizna nie jest kontynuowana przez obecne władze. Smutne, bo ma się wrażenie, że coś wielkiego umarło w narodzie. Jednakże wraz z złożeniem doczesnych szczątek pana Prezydenta na Wawelu to coś wielkiego ma szanse się odrodzić. Dla mnie osobiście było to bardzo duże przeżycie, tym bardziej, że mogłem być też przy panu Prezydencie przez chwilę w Pałacu Prezydenckim i modlić się o spokój jego duszy.

Druga ciekawa rzecz jaką mieliśmy w planach to zwiedzanie Wawelu. Choć w okrojonej formie (Skarbiec i Komnaty), ale naprawdę warto było. Jakoś ciągnie mnie na Wawel, na to miejsce tak ważne dla nas, Polaków. Jednocześnie miejsce, które jest mi jeszcze za słabo znane, które uważam, że powinienem lepiej poznać. Kraków, Lwów – to miasta wyjątkowe. Poznając je poznaje się, kim się jest, poznaje się swoją historię. Chyba nie ma w Polsce innego miejsca, gdzie historia narodu tak mocno przemawia do człowieka. Zmęczenie potwornie po przedpołudniowych wodnych uciechach przeszliśmy trasę zwiedzania w dwóch grupach i niestety trzeba było już wracać. Pozostaje we mnie jednak mocne postanowienie, aby tam powrócić na dłużej, na spokojniej. Drugie także postanowienie się rodzi, aby wielka historia Polski się nie skończyła, żeby wielkie dzieło było kontynuowane. Ono może być kontynuowane tylko naszymi rękami.

Comments (0)

Andrzej Pilipiuk, Homo bimbrownikus

Tags: , , ,

Pędzić bimber nie każdy może

Posted on 08 maja 2010 by Ioannes Oculus

Andrzej Pilipiuk, Homo bimbrownikus

Andrzej Pilipiuk, Homo bimbrownikus

Ale może Jakub Wędrowycz!

Właśnie skończyłem czytać (czyli z lekkim opóźnieniem do jej ukazania się) najnowszą książkę o Jakubie Wędrowyczu. Dobrze, że nie czytałem niektórych recenzji na internecie wcześniej. Znalazło się paru krytyków, którzy być może zniechęciliby mnie do lektury. Na szczęście nie czytałem ich, bo Wędrowycz moim zdaniem jest w wyśmienitej formie, autor też. Akcja przeniosła się tym razem z Wojsławic do Warszawy, gdzie Jakub ratuje świat przed Apokalipsom, (nie)współpracuje z Inkwizycją i ogólnie rzecz ujmując jest ciekawie. Więcej nie napiszę, bo uważam, że warto samemu przeczytać. Czyta się zdecydowanie jednym tchem. Wielki Grafomanie, dzięki za wspaniałą książkę!

Andrzej Pilipiuk, Homo bimbrownikus, Lublin 2009, ss. 360.

Comments (1)

Etykieta w internecie v. 1.0

Tags: ,

Etykieta w internecie v. 1.0

Posted on 06 maja 2010 by Ioannes Oculus

Powodów przemyśleń o etykiecie w internecie jest kilka, które jednak mają wspólne źródło, czyli prosty fakt, że z tegoż internetu się korzysta i widzi to, co się dzieje. Stąd powstała we mnie potrzeba stworzenia czegoś w rodzaju poradnika, czy też kompendium tego, jak być obecnym w internecie i to być obecnym na pewnym poziomie kultury. Pozwolę sobie podzielić mój tekst na kilka części, które poruszą kilka różnych aspektów. Tekst ten będę też starał się w miarę potrzeb aktualizować, a archiwalne wersje będą zachowywane jako zwyczajne posty na blogu.

Sprawa pierwsza

Szacunek do drugiego człowieka

Internet jest anonimowy. To niestety często powoduje, że nie okazujemy sobie szacunku. Wulgaryzmy, obraźliwe zachowania itp. nie powinny jednak absolutnie mieć miejsca bez względu na to, czy ktoś jest w stanie dojść do tego, kim jesteśmy czy nie. Do każdego człowieka powinniśmy okazywać szacunek i kulturę osobistą. Internet daje możliwość szerszego zaistnienia ludziom, których głos dotąd nie był słyszanym. Fakt, że myślą odmiennie nie może jednak być usprawiedliwieniem dla chamstwa. Nie oznacza to oczywiście, że musimy się z ich poglądami zgadzać, akceptować, czy uważać za słuszne. Można zwalczać błędne naszym zdaniem mniemania. Pamiętajmy jednak, że to jest walka na siłę argumentów, a nie na argument siły.

Sprawa druga

Własność intelektualna i nie tylko

Ogromnie ważna sprawa i często popełniany grzech przez niektórych, którzy szybko chcą wypełnić swoją stronę czy bloga treścią. Niedopuszczalne jest używanie tekstów cudzych jako swoich. Widziałem kilka blogów, w których znajdowały się teksty żywcem skopiowane z innych źródeł. To nie wstyd cytować kogoś, ale cytować, a nie kraść.

Sprawa trzecia

„Aby język giętki Powiedział wszystko, co pomyśli głowa”

Ortografia i interpunkcja. Może były zmorą w szkole, może ktoś ich nie lubi, ale to nie zwalnia z ich używania. Zdarzało mi się dostawać na Naszej Klasie wiadomości tak napisane, że nie wiedziałem o co chodzi, bo ortografia, interpunkcja i stylistyka sprawiły, że niemożliwym było odczytanie tego, co chciał wyrazić nadawca.

Jak więc pisać? Przede wszystkim poprawnie, zgodnie z zasadami polskiej pisowni. Do tego należy uwzględnić zasady pisania tekstów na komputerze. Przed znakiem interpunkcyjnym nie stawia się spacji (chyba wyjątkiem jest tylko otwarcie nawiasu i myślnik). Za to po nim generalnie ta spacja powinna być (są wyjątki). W użyciu są też pojedyncze znaki, a nie ich potrojenia czy inne zwielokrotnienia.

Polecam akcję: Bykom stop!

Sprawa czwarta

Jak rozmawiać, czyli o komunikatorach słów kilka

Aby rozmowa na komunikatorze typu GG była konstruktywna warto przestrzegać kilku zasad:

1. PIERWSZE WRAŻENIE

Nie zaczynaj w stylu: „skąd klikasz??” albo „postukamy??”. Nie działa także samo „Dzień dobry”. Jeżeli istnieje cień podejrzenia, że ktoś nie ma ciebie wśród swoich kontaktów na GG, to przedstaw się.

2. CEL ROZMOWY

Jeżeli chcesz porozmawiać, musisz mieć po co i wiedzieć czego chcesz. Teksty w stylu: „a może Ty coś zaproponujesz”, „czemu nic nie piszesz”, „zapodaj jakiś fajny temat” może być uznany za nękanie podchodzące pod terroryzm, podobnie jak próby rozmowy np. o pogodzie. Nie pisz tylko dlatego, że ci się nudzi. Najlepiej po przywitaniu od razu powiedz w jakim celu zwracasz się do swojego rozmówcy.

3. STYL, ORTOGRAFIA, INTERPUNKCJA

Obowiązują zasady poprawnej polszczyzny. Pisząc używaj polskich liter, przestrzegaj ortografii i interpunkcji. Nie używaj skrótów typu „nmzc” albo „3maj się”. Poprawna pisownia jest wyrazem szacunku do współrozmówcy i szacunkiem do języka polskiego.

4. FORMA

Jeżeli piszesz w następujący sposób: „klikashh”, „pozdróffki”, „warszaffki” lub: „cO sŁyChAć U cIeBiE, bO u MnIe SpOx” to można odebrać Cię jako człowieka opóźnionego w rozwoju. Pisz więc normalnie!

5. EMOTY

Wielu ludzi ich używa. Mają swój urok i często ułatwiają komunikację. Jeżeli jednak zamiast normalnego zdania masz zamiar wysłać ciąg 10 obrazków to lepiej daj sobie spokój!

6. STATUS

Jeżeli status twojego rozmówcy jest „dostępny” – pisz, jednak gdy widzisz, że „zaraz wracam” wcale nie oznacza to, że ktoś siedzi przed komputerem, a już na pewno nie daje Ci prawa do próby przywołania kogoś do komputera poprzez pisanie 20 wiadomości pod rząd z założeniem „a nuż usłyszy i podejdzie…”. Cierpliwości, widocznie twój rozmówca nie może akurat rozmawiać i odezwie się jak tylko będzie miał taką możliwość. Czasami zdarza się też, że czyiś komputer jest włączony, ktoś jest widoczny na NK albo na GG, a nie ma go po prostu przy komputerze. Może je obiad, może jest w szkole albo kilkadziesiąt kilometrów od komputera. Wtedy też cierpliwości.

7. ŁAŃCUSZKI

Punkt niezwykle ważny. Nie ma tolerancji dla żadnych, ale to żadnych tasiemców o albańskich wirusach, żydowskich terrorystach, komórkowych hakerach, umierających dzieciakach, czy testach na szczęście (oczywiście zaliczają się to tego również linki o podobnej tematyce). Jest to zwykłe zaśmiecanie GG, Śledzika i innych komunikatorów. Miejmy szacunek do innych ludzi i nie rzucajmy w nich śmieciami.

8. NATRĘTNOŚĆ

Nie bądź natrętem. Jeżeli ktoś mówi Ci, że jest zajęty to widać jest tak w rzeczywistości. Wydaje się to całkiem proste… Jednak nie dla wszystkich… Gdy piszesz „Cześć” i w odpowiedzi widzisz: „Nie mogę rozmawiać, nie mam teraz czasu!” to nie pisz: „A co robisz ciekawego?”! Musisz pogodzić z faktem, że ktoś nie ma czasu na rozmowę i tyle!

9. POZOSTAWIANIE WIADOMOŚCI

Jeśli mnie nie ma na gg, to możesz spokojnie zostawić wiadomość, jedną… a nie dwadzieścia! Zostawiając więcej wiadomości niż przewidziałem, zmniejszasz swoje szanse na odpowiedz z mojej strony.

Zaczerpnięte z www.zanimnapiszesz.info,  i pozmieniane przeze mnie roku Pańskiego 2010.


Comments (0)

Tags: ,

Uczyć czy nie uczyć?

Posted on 05 maja 2010 by Ioannes Oculus

Celem wszystkich szkół jest (…) nie tylko rozwijanie umysłów za pomocą nauki i umiejętności, lecz przede wszystkim uszlachetnienie serc i dusz.

Stanisław Konarski, Mowa o kształtowaniu człowieka uczciwego i dobrego obywatela

Słuchałem dzisiaj w radio interesującej audycji nt. edukacji w Polsce. Osoba zaproszona do studio (niestety nie pomnę nazwiska) stwierdziła, że poziom wykształcenia polskiej młodzieży jest co roku 10% niższy. Fakt, który jest powszechnie znany, szczególnie wśród nauczycieli. Uczniowie uczą się coraz słabiej, coraz trudniej kojarzą fakty, itd.

Osobiście zauważam też takie problemy (na podstawie własnych obserwacji, rozmów z nauczycielami) jak brak zainteresowania czymkolwiek (np. hobby), który staje się coraz bardziej powszechny, poziom wymagań zdecydowanie poniżej poziomu teoretycznych możliwości (tzn. „ja w ich wieku uczyłem się tego dużo wcześniej”) oraz „bigos edukacyjny” polegający na zarzucaniu ucznia treściami bez ich usystematyzowania.

Gdzie indziej natomiast usłyszałem o tym, że nie warto się uczyć. W szkole uczą złego systemu i należy go, mówiąc kolokwialnie, olać. W zamian proponuje się de facto i tak pewien system nauki, tyle że moim zdaniem dużo słabszy, nie profesjonalny, nie wszechstronny. Bo pytanie po co biologia, chemia, fizyka, geografia, polski, itp. z sugerowaną odpowiedzią, że po nic, jest moim zdaniem błędne. Umysł, żeby się rozwijać potrzebuje wszechstronnych bodźców. Potrzebuje nauczyć się myślenia, kojarzenia faktów, analizy, itp. To jest kształtowanie umiejętności, narzędzi do pracy. Oczywiście mylne jest podejście typu „pójdę na do gastronomika i będę kucharzem”. Nie koniecznie będzie kucharzem, to jest jedynie narzędzie. Podobnie ze studiami. To wszystko są narzędzia, które należy wykorzystywać. Tu więc tkwi problem systemu. System edukacji ma dawać narzędzia i uczyć po co są te narzędzia. Tego nie robi. Niestety też daje coraz słabsze narzędzia. Kiedyś uczyło się, żeby umieć myśleć, mieć wiedzę, dziś żeby zdać egzamin uczy się pod klucz. „Za moich czasów” materiału było więcej, ale był sensownie poukładany i jak się zdobywało kolejne klocki to dopiero uczyło się, jak się one ze sobą łączą, jak je wykorzystać. Dzisiaj chcą łączyć klocki nie mając klocków.

Szkole także brakuje idei. Po co się uczyć? Dla egzaminu gimnazjalnego? Dla matury? To nie są prawdziwe cele! Szkoła (nauczyciele?) często za mało pokazują, że to co dziś się zdobywa ma służyć czemuś więcej. Egzamin trzeba się nauczyć pisać pod klucz, więc większość czasu i energii kładzie się na to, żeby uczeń potrafił trafiać w klucz. Trochę to ograniczające, nieprawdaż? Konarski natomiast wskazuje na coś więcej, na to mianowicie, aby szkoła uszlachetniała serca i dusze. A tego brakuje, brakuje w szkole ducha. Przed wojną zdaje się, że tym duchem był patriotyzm. Niestety dziś go brakuje.

Jest źle w polskiej szkole. Czy będzie lepiej?

Comments (1)

Tags: ,

Quo vadis, Polonia?

Posted on 02 maja 2010 by Ioannes Oculus

Myślę, że warto się naprawdę zastanowić nad tekstem tej piosenki. Czyż nie trafnie oddaje część dzisiejszego społeczeństwa? Niestety chyba ten pogląd zaczyna dominować – „zabierz babci dowód”…

Comments (1)