Archive | Wrzesień, 2010

Grupy na NK

Tags: , ,

Grupy na NK

Posted on 30 września 2010 by Ioannes Oculus

Grupy na NK

Grupy na NK

Oto weszła w życie nowa funkcjonalność na Naszej Klasie, tzn. portalu NK (jakoś się nie potrafię od starej nazwy odzwyczaić). Właściwie to do końca nie weszła, a znajduje się w fazie testów. Dostałem jednak zaproszenie do testowania (nie wiem dlaczego, ale dostałem). Z zaproszenia skorzystałem szybko i założyłem grupy Kocham Książki oraz Genealogia. Pokrywają się one z niektórymi z moich zainteresowań. W planach kolejne, jeżeli pomysł wypali i starczy czasu.

O czym świadczą zachodzące zmiany na NK? Z pewnością NK coraz bardziej staje się rozbudowanym portalem społecznościowym. Mam nieodparte wrażenie, że wzoruje się mocno na Facebook’u, może wręcz następuje swoista fejsbukizacja nk.pl. Pomysł wydaje mi się trafiony. Uważam, że warto przekształcić (przynajmniej dać taką możliwość) konta fikcyjne w takie grupy.

Nk.pl staje się coraz ciekawsza, jest coraz lepszym narzędziem. Sprawą oczywistą, że sposób wykorzystania tego narzędzia zależy od użytkowników, a za tych nk już odpowiedzialności nie ponosi. Mam jednak nadzieję, że to co wartościowe przeważy i spamu, głupich łańcuszków będzie coraz mniej.

Comments (0)

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Tags: , ,

Nauczyciel czy urzędnik?

Posted on 29 września 2010 by Ioannes Oculus

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Trochę mnie dzisiejszy dzień rozczarował. Miałem na dziś zaplanowane pierwsze spotkanie Uczniowskiego Klubu Fantasy. Długo się zbierałem, żeby to zrobić. Niestety permanentnie czasu na to brakuje. Mimo że czasu więcej nie mam, postarałem się go przeorganizować i stworzyć taki klub. Ma za zadanie popularyzować wśród młodzieży czytanie książek. Szczególnie książek fantasy, bo są one w większości wolne od skojarzeń ze szkolnymi lekturami.

Niestety z moich planów nie wyszło nic. Na ten sam dzień, tą samą godzinę została zarządzona szkolna konferencja i spotkanie trzeba było odwołać. Konferencja była konieczna, gdyż wiele przepisów oświatowych się zmieniło. Nie będę pisał o szczegółach tych zmian, bo szczerze mówiąc sam się w tym gubię. Jest tego cała masa, a kierunek w jakim idą zmiany to przekształcenie nauczyciela w urzędnika-biurokratę. Kolejne dokumenty, które mają poświadczyć, że program jest realizowany. Coraz dokładniej należy rozliczać się z każdej czynności. Brakuje jeszcze chyba tylko ewidencji wyjść nauczycieli do toalety w czasie przerwy. To wszystko powoduje, że nauczyciel zamiast uczyć, zajmuje się produkcją dokumentów. Dzięki „genialnym” pomysłom pani minister Hall nauczyciele zostawili na boku innowacyjność, kreatywność i zajęli się wypełnianiem obowiązkowych godzin dodatkowych i związanych z nimi papierkami. To co było realizowane z pasji i zamiłowania, staje się nudnym obowiązkiem.

To wszystko szkodzi szkolnictwu, szkodzi edukacji. Nauczyciel zamiast dbać o ucznia, bardziej przejmuje się tym, czy wypełnił wszystkie dokumenty. Uczeń spotyka się z coraz bardziej znudzonym swoim zawodem nauczycielem, dodatkowo nerwowym, bo kolejne papierki go dobijają. Uczeń jest jednocześnie coraz bardziej traktowany jak pół-debil, który na poziomie liceum jest w stanie przeczytać 13 książek (4-5 na rok). Ja czytałem tyle w dwa miesiące… Brawa dla pani Krall. Będziemy mieli za jakiś czas prawdziwe BMW z każdego ucznia: Bierny, Mierny, ale Wierny. Obywatel idealny, jak w socjalizmie, kiedy panował taki ideał, aby nawet myśląc samodzielnie zawsze wybierał socjalizm. Obywatel idealny, bezkrytycznie poddany dyktaturze polityków i telewizji, choć święcie przekonany o własnym wykształceniu i zdolności krytycznego myślenia.

Tyle o konferencji. Spotkanie klubu było odwołane. Mimo wszystko mam nadzieję, że przynajmniej w tym względzie pani Krall nie zaszkodzi już bardziej i spotkanie jednak odbędzie się, choć kilka dni później. Może świat fantazji pozwoli nabrać choć garstce dystansu do politycznych zawirowań wokół szkoły i tchnie prawdziwie samodzielne myślenie i zdolność oceniania.

P.S. No i zaczęło się wspominanie p. Giertycha. Okazuje się, że za jego czasów to nie było tak źle, że miał dobre pomysły na szkołę. Jednego jednak nie miał – wpływu na media, które zrobiły z niego oszołoma…

Comments (1)

Urodzinowe logo Google

Tags: , ,

Wielki Google ma 12 latek

Posted on 27 września 2010 by Ioannes Oculus

Urodzinowe logo Google

Urodzinowe logo Google

Co to jest Google dzisiaj chyba każdy wie. W języku angielskim powstał nawet czasownik „to google”, czyli „sprawdzić w google” (googlu? googlach?). Używany zazwyczaj wtedy, gdy ktoś zadaje pytanie, na które odpowiedź znajdzie bez problemu wpisując odpowiednie słowo w wyszukiwarkę. Jednak od czasów kiedy była to zwykła wyszukiwarka minęło już wiele czasu i wiele się zmieniło.

Obecnie Google to chyba jedna z najpotężniejszych firm na świecie. To prawie internet w internecie. Nie opuszczając bowiem Googla można założyć bloga, sprawdzić dojazd do dowolnego miejsca na ziemi na mapie, założyć nawet prostą stronę internetową. Można korzystać z dokumentów i arkuszy kalkulacyjnych. Można robić notatki w notatniku. Co więcej można zarabiać i się reklamować. System reklam Google AdSense daje możliwość właścicielom stron zarobienia paru groszy albo dużych pieniędzy. Wystarczy, że zainstalują na swojej stronie (tak jak ja na tym blogu) odpowiedni kod. Google sam dobiera treść reklam do treści strony, aby reklamowane treści były najbardziej interesujące dla potencjalnego czytelnika. A za każde kliknięcie na reklamę wydawca dostaje pewną niewielką kwotę (np. 10 euro centów). Im więcej kliknięć tym większy zarobek. Oczywiście Google ma też zabezpieczenia przed oszustwami. Mniej znane funkcjonalności Googla to np. Orkut (portal społecznościowy) czy przeglądarka Chrome (zdobywająca powoli coraz większą popularność, obecnie chyba ok 7-8% rynku). Do wujka G. należy także popularny serwis YouTube.

Niesamowita gama możliwości, niesamowity rozwój w zaledwie 12 lat. 27 września 1998 roku została bowiem opublikowana w sieci. Polska największa wyszukiwarka, Netsprint, nawet nie może (niestety) się równać. Obsługuje ona zaledwie 2% ruchu w sieci. Może wspólny zryw wszystkim Polaków w Polsce i zagranicą by coś zmienił, ale na to się nie zapowiada. To wszystko powoduje, że Google rządzi.

Cała ta sytuacja ma jednak swoją ciemną stronę. Google wie o nas coraz więcej. Dzielimy się z nim pocztą, filmami, zdjęciami, zwierzeniami na blogu, praktycznie wszystkim czym da się podzielić w sieci. Jest więc skarbnicą informacji o społeczeństwie na świecie. Jeżeli tempo rozwoju się utrzyma to może spełni się koszmar Wielkiego Brata? Wielki Google, który wszystko o nas wie, a przestępstwem będzie nie mieć tam konta? Mam nadzieję, że to się nie spełni, a intencje twórców Wielkiego Googla nie idą w tę stronę. W każdym razie wszystkiego najlepszego!

Comments (1)

Rok Chopinowski w Kiszyniowie

Tags: , ,

Na Mołdawię (8-9 lipca 2010 r.)

Posted on 23 września 2010 by Ioannes Oculus

Prawosławna katedra w Kiszyniowie

Prawosławna katedra w Kiszyniowie

Od mojego ostatniego wpisu relacjonującego tegoroczną podróż na Wschód już trochę czasu minęło. Urlop się skończył, obowiązków mnóstwo, to i pisać nie było kiedy. Czas więc choć trochę nadgonić zaległości.

W planach naszej podróży był krótki wypad do sąsiadującej z Ukrainą Mołdawii. Pomysł odwiedzenia tego kraju zrodził się bardzo spontanicznie, gdy patrząc na mapę jakiś czas przed wyjazdem dokonałem odkrycia „to jest blisko”. Telefony w ruch i udało mi się po jakimś czasie załatwić nocleg przy kiszyniowskiej katedrze. Pobyt zaplanowaliśmy krótki z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że brakło by czasu na zwiedzanie Ukrainy. Drugim powodem natomiast była chęć wysondowania, sprawdzenia terenu i przygotowanie czegoś więcej za rok, jeżeli warto byłoby wracać.

Wyjechaliśmy więc w miarę wcześnie rano z Illicziwska do Odessy, aby tam złapać autobus do stolicy Mołdawii – Kiszyniowa. Dworzec autobusowy mieści się w Odessie całkiem niedaleko kolejowego, więc nie mieliśmy problemu z transportem, a autobus do Kiszyniowa już na nas czekał. 70 hrywien za bilet i 10 za bagaż (od osoby) i siedzieliśmy w środku. O godzinie 8:50 odjechaliśmy w kierunku niezbadanego przeze mnie kraju. Już po godzinie byliśmy na granicy. Tu jednak szybka jazda się skończyła i kontrola zajęła ponad 1,5 godziny. Co ciekawe kontrola ukraińska jest w stosunkowo dużej odległości od mołdawskiej, a pomiędzy nimi znajdują się bagna.

Brzoskwinie prosto z pola :)

Brzoskwinie prosto z pola :)

Gdy wjedzie się do Mołdawii widać, że kraj ten jest biedniejszy niż Ukraina. W miarę dobra droga była tylko przez jakiś czas od granicy i tuż przed stolicą. Poza tym dziury, a asfalt na brzegach tak zniszczony i nadgryziony, że momentami to na drodze był tylko jeden pas do ruchu w obie strony… Autobus, którym jechaliśmy, zatrzymał się po drodze dwa razy. Pierwszy raz w jakiejś wsi, gdzie można było kupić sobie owoce od rolników stojących przy drodze (pyszne brzoskwinie po 5 lei za kilogram, czyli jakieś1,5 zł). Drugi raz na jakimś autobusowym dworcu. Około 14 byliśmy w Kiszyniowie.

Rok Chopinowski w Kiszyniowie

Rok Chopinowski w Kiszyniowie

Dzięki pomocy miłej pani na dworcu udało się ustalić drogę do naszego miejsca noclegowego. Okazuje się, że na Mołdawii część osób rozumie po polsku, co sprawę bardzo ułatwiło. Co więcej, gdy miła pani zorientowała się już po moim odejściu, że źle wyliczyła ilość przystanków, pobiegła za nami powiedzieć o tym. Tak więc bez przeszkód dojechaliśmy do katedry Opatrzności Bożej (choć w jej okolicy trochę pobłądziliśmy). Jechaliśmy trolejbusami (2 leje). Na miejscu zostaliśmy miło przyjęci, zostawiliśmy bagaże i poszliśmy zwiedzać miasto.

Rzymsko-katolicka katedra Opatrzności Bożej

Rzymsko-katolicka katedra Opatrzności Bożej

Kiszyniów nie jest wielkim miastem i nie jest starym miastem. Część zabytków została zniszczona za czasów sowieckich, a na ich miejsce pobudowano „perły” socjalistycznej architektury. Monumentalizm tych budowli jest powalający, a ich koszt niejednokrotnie przekraczał roczny budżet ówczesnej Mołdawskiej SRR. Zaczęliśmy jednak od czegoś milszego, a mianowicie katedry rzymsko-katolickiej pw. Opatrzności Bożej. Mieści się ona tuż obok gmachu prezydencji. Wzniesiona w połowie XIX w. w stylu rosyjskiego klasycyzmu prezentuje się dziś bardzo ładnie. Obok niej ma siedzibę prezydent Mołdawii. Niestety nie widzieliśmy wszystkiego, gdyż teren był ogrodzony płotem z blachy. Prezydencja była remontowana po zeszłorocznym przewrocie, kiedy to Mołdawia obrała bardziej prozachodni kurs w polityce. Po drugiej stronie alei Stefana wznosi się kolejny socjalistyczny kolos, a mianowicie budynek parlamentu. Aleja Stefana jest główną ulicą Kiszyniowa i przy niej mieści się większość zabytków. Najpierw poszliśmy kawałek oddalając się od centrum, aby zobaczyć Dom Hertza z początku XX w. i cerkiew Sf. Panteleimon. Potem zawróciliśmy i podążaliśmy w kierunku centrum. Im bliżej niego, tym więcej zabytkowych kamienic i innych budynków, a mniej maszkar z czasów komunizmu. Minęliśmy kino Patria w starym budynku oraz socjalistyczny teatr opery i baletu. Za kinem rozciąga się ładny Park Stefana Wielkiego z ciekawą aleją pisarzy, gdzie stoją popiersia największych mołdawskich (rumuńskich) literatów. Na rogu parku, przy skrzyżowaniu ulic Stefan cel Mare i Banulescu-Bodoni stoi pomnij Stefana Wielkiego. Pomnik ten dwa razy był ewakuowany (w 1940  i 1944 r.) z obawy przed sowietami. Po wojnie stał w parku, między drzewami, a w 1991 przeniesiono go na pierwotne miejsce, gdzie stoi do dziś. Po drugiej stronie alei Stefana znajduje się Łuk Triumfalny i katedra prawosławna Narodzenia Pańskiego. Katedra położona jest w bardzo przyjemnym parku i widać, że jeden i drugi park jest lubiany i odwiedzany przez mieszkańców Kiszyniowa. Za skrzyżowaniem z ul. Puszkina zaczyna się ten bardziej zabytkowy Kiszyniów. Parki pięknie oddzielają go od tej mocno soc-realnej części. Zabytkowy ratusz, czy sala organowa, teatr im. M. Eminescu i stara zabudowa tworzą miły klimat miasta. Warto odbić też w boczne ulice i pooglądać tamtejsze budynki, nieraz bardzo ładne.

Gmach Prezydencji

Gmach Prezydencji

Obiad zjedliśmy w Green Hills Nistru, przy głównej ulicy. Spokojnie polecam tą restaurację – bardzo dobra, a ceny dla nas przyjazne. Po obiedzie dalej spacerowaliśmy po mieście. Trafiliśmy m. in. do muzeum wojskowego, a ja raz nawet musiałem kasować zdjęcia, bo sfotografowałem jakiś ważny budynek, którego nie wolno było fotografować. Swoją drogą nie było w nim nic nadzwyczajnego, ot po prostu ładny, zabytkowy budynek. No, ale żołnierz kazał, to skasowałem na jego oczach te zdjęcia.

Mycie pomników w parku

Mycie pomników w parku

Wieczorem wróciliśmy na nocleg. Po drodze załapaliśmy się na jakiś koncert, ale nie zainteresował nas, więc szybko zrezygnowaliśmy z niego. Kiszyniów jest ładnym miastem, na pewno nie na jedno popołudnie. Myślę jednak, że pełne dwa, trzy dni powinny wystarczyć, aby zobaczyć to co warte zobaczenia w stolicy Mołdawii. Na pewno jednak nie jest to wszystko co ma ten kraj do zaoferowania. Według tego, co wyczytałem w przewodniku, jest wiele więcej interesujących miejsc. Te jednak muszą na mnie jeszcze poczekać, może uda się za rok. Tymczasem następnego dnia musieliśmy już wracać do Odessy, bo i bilety na pociąg do Kijowa mieliśmy już wykupione.

Ulica w Kiszyniowie

Ulica w Kiszyniowie

Autobus powrotny złapaliśmy bez problemu. Kosztował nas 90 lei za osobę plus 30 lei za bagaż. Tuż przed granicą Kiszyniowa autobus się zepsuł i mieliśmy ponad godzinny przymusowy postój. W Odessie byliśmy więc późno, bo około 18. Szybko więc do Illicziwska, gdzie zostawiliśmy większość bagażu u sióstr. Potem z powrotem do Odessy i na pociąg. O 23:25 z nieznaną w Polsce punktualnością kolejową (tak, na Ukrainie pociągi punktualne) odjechaliśmy do Kijowa.

c.d.n.

Comments (1)

14 kwietnia 2010, Warszawa

Tags: ,

Krzyż został usunięty

Posted on 16 września 2010 by Ioannes Oculus

14 kwietnia 2010, Warszawa

14 kwietnia 2010, Warszawa

Podobno krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego został dzisiaj przeniesiony do kaplicy w samym pałacu. Czy słusznie? Czy należało bronić tego krzyża? A może już dawno należało go przenieść? Powiem, że szczerze mówiąc nie wiem, co byłoby lepsze. Gorąco jestem z upamiętnieniem w tym miejscu w jakiejś formie tej największej tragedii Polski od czasów PRL. Jednak jak?

Wokół tego krzyża przed Pałacem narosło tyle emocji, waśni i sporów, że chyba nic nie zadowoli obydwu stron. Jedni przez drugich będą się obrzucać błotem i wykrzykiwać swoje racje. Nie ma tu niewinnej strony.

Co jednak jest w tej chwili naprawdę ważne? Ważne jest to, i zatrważające zarazem, że krzyż staje się niechciany, że wyrzuca się go w imię wolności religijnej, a tak naprawdę agresywnej propagandy ateizmu czerpiącej swoje wzorce ze Związku Radzieckiego. Nie mówię o krzyżu sprzed Pałacu, ale o tym w klasach czy innych miejscach publicznych. Rzekomy rozdział i laickość są de facto postawą mocno antyreligijną i nietolerancyjną. Dochodzi do sytuacji, że gejom będzie wolno wszystko, ale broń Boże chrześcijanom.

Co więc robić? Nie pozostaje nic innego, jak krzyża bronić. Nie jednak tego sprzed Pałacu, ale tego pod którym stała Maryja. Nie dać sobie wyrzucić go z serca, trwać pod nim wiernie, aż do końca. Wszak to krzyż Chrystusa, naszego Pana. Krzyż, na którym wszystko się nie kończy. Od niego przecież zaczyna się zmartwychwstanie.

Comments (0)

Ostatni Władca Wiatru

Tags: ,

Ostatni Władca Wiatru, oby…

Posted on 08 września 2010 by Ioannes Oculus

Ostatni Władca Wiatru

Ostatni Władca Wiatru

Zostałem wyciągnięty do kina. W sumie bardzo fajnie. Zamiast treningu (którego nie było) obejrzeć film na dużym ekranie? Czemu nie. Wyjechaliśmy do Silesii, odwiedzili Empik (niestety znowu kupiłem książki…), wypili kawę i udali się na film pod tytułem „Ostatni Władca Wiatru”. Nie wiem dlaczego, ale jakoś spontanicznie zacząłem przekręcać ostatnie słowo w tytule używając liczby mnogiej… Zasiedliśmy w kinie. Pokaz był w modnej teraz technologii 3D, która zaczyna mnie irytować ze względu na okulary, zmęczone oczy i co chyba najważniejsze – przerost formy nad treścią. Producenci filmów skupiają się chyba bardziej na efektach specjalnych niż na treści. Niestety nie inaczej było z filmem, który oglądaliśmy. Seans o godzinie 21:15 budził nadzieję, że nie trafimy na dobranockę, a i w tej kwestii się rozczarowaliśmy.

Idąc na film miałem pozytywne nastawienie. Dobry humor i towarzystwo dało niezły grunt. Z plakatu film zapowiadał się na jedną z licznych dziś produkcji w klimatach fantasy, co mi osobiście odpowiada. Początek nawet niezły, ciekawie zarysowany świat (cztery żywioły, itd.), choć zastanawia mnie skąd ta japońsko-chińska stylizacja. No, ale licentia poetica. Mamy cztery narody przyporządkowane czterem żywiołom. W każdym z nich rodzą się magowie, jednak tylko jeden – Avatar – może panować nad wszystkimi czterema. Avatar odradza się w nowych reinkarnacjach, za każdym razem w innym narodzie. Niestety sto lat przed akcją filmu zaginął, a ludzkość została poddana pod panowanie narodu ognia. Oczywiście na początku się odnajduje i się zaczyna dziać to co ma się dziać. Film staje się niesamowicie przewidywalny, nie zaskakuje. Sam pomysł wydaje mi się bardzo ciekawy, jednak jego rozwinięcie jest delikatnie mówiąc średnie. Całość jest okraszona oczywiście masą efektów specjalnych, które autorom filmu wyszły całkiem dobrze. Niestety, nie zdradzę zakończenia, bo jego nie ma. Jest to dopiero pierwsza część (z ilu?), więc nie wiemy co się stanie dalej. Wracając ze znajomymi wymyśliliśmy ciąg dalszy bazując na najprostszych schematach. Drugą część zobaczę chyba tylko po to, żeby sprawdzić czy trafiliśmy i z kim ożeni się syn króla ognia.

Filmu raczej bym nie polecał. Może z małymi dziećmi tak, ale poza efektami specjalnymi w 3D, nie ma prawie nic więcej do zaoferowania. Zastanawiam się więc, czy dzisiejsze produkcje kinowe muszą coraz bardziej koncentrować się na efektach? A może właśnie słowo „produkcja” jest tu kluczem. Produkcja, a nie sztuka… Oby, to był ostatni taki film. To pozostanie chyba jednak tylko naiwnym życzeniem…

Comments (8)