Archive | Październik, 2010

Świętych można spotkać wszędzie

Tags: ,

Świętymi bądźcie!

Posted on 30 października 2010 by Ioannes Oculus

Świętych można spotkać wszędzie

Świętych można spotkać wszędzie

Arka Noego ma w swoim repertuarze piosenkę, w której refrenie są następujące słowa:

Taki duży taki mały może świętym być;
Taki gruby taki chudy może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być.

Czy możemy być rzeczywiście świętymi? Hmmm… patrząc na ten świat, przecież tylu ludzi… Stop! Święty to nie ten co patrzy na innych. Święty to ten co patrzy na Boga i czyni Jego wolę czy to się komuś podoba czy nie, bez względu na uznanie bądź odrzucenie świata. Bóg daje wolność od tego patrzenia na ludzi i zastanawiania się „co o mnie pomyślą”. Tylko wtedy w wolności można iść służyć człowiekowi, gdy Bóg jest najważniejszy. Nie straszne są wówczas drwiny czy wyzwiska.

Bez względu na to kim jesteś, jaki jesteś, jesteś powołany do świętość. Nie ma osoby, która by tego powołania nie miała. Dlatego rozwijajmy je. Nie czekajmy aż samo się stanie. Zostań świętym już dziś! Jak? Najpierw zapomnij o swoim pomyśle na świętość. Tak, dokładnie. Zapomnij o tym jak sobie wyobrażasz świętego. Potem weź i pomóż sąsiadce wnieść zakupy na czwarte piętro, wieczorem się za nią pomódl. Przyjdź do kościoła spotkać się z Bogiem w Eucharystii, a potem spotkaj się z przyjaciółmi. Wszędzie niech twoja obecność niesie radość i zgodę. Gdy widzisz, że wokół ciebie coś idzie nie tak – módl się. Ucz się dostrzegać przede wszystkim dobro wokół siebie i w drugim człowieku. Dziękuj Bogu za nie. Nie pytaj się czy to jest możliwe, abym był świętym. Po prostu żyj w każdej chwili tak, jakbyś nim był.

Comments (0)

lotr

Tags: , ,

Hobbit w Nowej Zelandii

Posted on 27 października 2010 by Ioannes Oculus

BBC przyniosło dzisiaj informację o świeżo zawartej zgodzie z rządem Nowej Zelandii (The Hobbit will be made in New Zealand, PM confirms). Wszystko więc wskazuje na to, że filmu się w końcu doczekamy, mimo protestów oraz trudności prawnych, nie wspominając o innych produkcyjnych problemach.

Przy okazji warto się zastanowić, na ile ten film odda książkę. Wydaje mi się, że zadanie przy kręceniu Władcy Pierścieni było dużo trudniejsze. Wtedy niestety wiele wątków umknęło lub zostało przekręconych, a w rezultacie film nie oddawał nie tylko powierzchni dzieła (czyli przebiegu akcji), ale także nie oddał pewnej głębszej myśli, która jest obecna we Władcy. Było to bardzo trudne zadanie, co może być wytłumaczeniem dla producentów, gdyż wiele tej myśli było zawarte niejako między linijkami. Może przy produkcji Hobbita będzie lepiej? Okaże się…

To co mniej jednak bardzo cieszy to fakt, że może dzięki temu filmowi, wiele osób sięgnie po książki Tolkiena (a potem i nie tylko jego). Chciałbym by Śródziemie znów zachwyciło miliony, wyrwało ich z szarej egzystencji i wprowadziło do ich życia kolory honoru, sławy, odwagi i tego, czym żyły wolne ludy. Może będzie to jeden z tych filmów, który zmobilizuje ludzi, zwłaszcza młodych, aby sięgali po książki. Jeżeli to się uda, to bez względu na jego wierność książce, będzie to film cenny. Teraz pozostaje więc czekać i zobaczyć, co będzie…

Comments (0)

hitler

Tags: , ,

Hitlerowska technologia…

Posted on 26 października 2010 by Ioannes Oculus

Im więcej słyszę o metodach zapłodnienia in vitro, tym bardziej jestem przerażony. Nie chcąc jednak być posądzony o nieobiektywność poczytałem sobie o tej metodzie na stronach klinik „leczenia” niepłodności tą właśnie metodą. Leczenia w cudzysłowie, bo bardziej mi to wygląda na obchodzenie niepłodności, a nie leczenie jej jako takiej. Co tam wyczytuję?

Jeżeli nasienie spełnia odpowiednie parametry to przygotowane plemniki umieszcza się razem z komórkami jajowymi (od 50 do 100 tysięcy plemników).

Zapładniane jest więc kilka komórek jajowych… Ciekawe co z nich powstaje? Zapewne króliki i żyrafy. A jeżeli nie to co lub kto? Nikt inny tylko człowiek, nie jeden ale kilku. Mamy więc utworzonych w warunkach laboratoryjnych kilku ludzi. Część z nich nie przeżyje. Jeden, dwa wybrane będą umieszczone w macicy, być może uda im się i się urodzą. Resztę skazuje się na „biologiczne obumieranie” przez fakt niezagnieżdżenia lub zamrożenie (nawet jeżeli ten człowiek przeżyje zamrożenie to jaka jest szansa, że się urodzi?).

Hitler też selekcjonował ludzi, wybierał najsilniejszych, najlepszych (oczywiście w jego mniemaniu). Metoda zapłodnienia in vitro staje się tym samym lub czymś podobnym. Na czyjeś życzenie tworzymy kilku ludzi z założeniem, że większość z nich zginie. To ma być humanitaryzm XXI w.? To ma być postęp? Raczej czas najwyższy, aby zawrócić i zacząć wychodzić z tej ślepej uliczki, w którą brnie ludzkość. Okrutność współczesności widać właśnie w tej metodzie zapłodnienia, gdzie dla rzekomego prawa do posiadania dziecka (posiadanie dziecka… a podobno niewolnictwo jest zabronione… kto nam dał prawo do posiadania drugiego człowieka…) rozmyślnie tworzymy wiele osób nie dając im szans na przeżycie. Boję się, gdzie jeszcze może zajść nasza cywilizacja. Mam jednak nadzieję, że rozsądek zwycięży. Tymczasem za wszystkie grzechy przeciw życiu, za zabijanie nienarodzony dzieci, Deus miserere nobis!

Comments (0)

The Social Network

Tags: , , ,

Film o Facebooku

Posted on 19 października 2010 by Ioannes Oculus

The Social Network

The Social Network

Jak powstał Facebook? Szczerze mówiąc wiem tylko tyle, ile pokazał mi nowy fejsbukowy film „The Social Network” w reż. Davida Finchera. Pokazuje on drogę Marka Zuckerberga od studenta Harvardu do prezesa Facebook’a. Zaczyna się od zwariowanego pomysłu po tym jak rzuciła go dziewczyna. Okazało się, że je jest w stanie w ciągu jednej nocy (po pijaku) stworzyć prostą, atrakcyjną stronę, która zawiesiła sieć Harvardu. Od tego momentu zaczną się jego pierwsze kłopoty, ale i sukcesy. Nie będę zdradzał szczegółów, bo naprawdę warto ten film zobaczyć.

Świetnie jest w nim pokazana podstawowa prawda o życiu. Nie jest to jednak banał, że aby odnieść sukces musisz być pierwszy albo musisz mieć pomysł. Dlaczego nie? Bo to nie wystarcza. Trzeba swoim pomysłem żyć. Nie robić tego jako dodatkowe hobby. Przykładem są bracia Winklevoss i ich pomysł na HarvardConnections. Rzecz była podobna do FB, ale oni tym nie żyli. Zajmowało ich wiele innych spraw, stąd nie czerpali pełnymi garściami z inspiracji, które niesie samo życie. W czasie, gdy Mark pracował nad FB oni ćwiczyli się w wioślarstwie. Fakt, że Mark miał z nimi początkowo współpracować. Jednak moim zdaniem miało to bardziej wyglądać na zlecone zadanie niż na wspólny projekt. Poza tym nie było to coś, co tak bardzo odpowiadało na codzienne potrzeby ludzi. Drugi przykład osoby, która nie żyła pomysłem to Eduardo Saverin, współtwórca Facebooka. Kierował się po części schematami, a po części po prostu interesowało go zupełnie co innego – robienie pieniędzy. Stąd szukał reklamodawców, a nie rozwoju samego Facebooka. Był od niego tak daleko, że będąc z dziewczyną nie zmienił statusu związku z „wolny” na „związany”. Jako współtwórca pokazał tym samym, że to nie jego dziecko, że nie jego życie.

To co najważniejsze dla mnie w tym filmie to prosta prawda o życiowej pasji. Kiedy to co robisz jest twoją pasją, ona sama ciebie niesie i jednocześnie staje się sensem życia. Inna ciekawa rzeczy to słowa rektora Harvardu, że studenci zamiast szukać pracy powinni ją sobie stworzyć. Sądzę, że takiego myślenia trochę nam brakuje. My ciągle szukamy pracy, nie żyjemy pasją, ideałami, a przez to zatracamy się w szarości i monotonni. Dobrze, że ten film powstał. Może doda skrzydeł młodym ludziom. Już słyszę wiele głosów, które drwiącym tonem komentują to co piszę. Kiedy jednak widzę ludzi, którzy narzekają na brak pracy, ale palcem nie kiwną, żeby to zmienić, a swoje żale wylewają przed telewizorem lub przy piwku z kolegami czekając na telefon z urzędu pracy, to są chyba sami sobie winni. Gdyby Polacy w Polsce włożyli tyle wysiłku w szukanie pracy, co wtedy gdy wyjadą za granicę, byłoby im dużo łatwiej. Przede wszystkim, gdyby zaś zaryzykowali i włożyli w swoje życie pasję, mogło by być lepiej. Tylko gdzie w dzisiejszym świecie pasja? Gdzie zamiłowanie do czegoś, oddanie sprawie? Chyba czegoś nam brakuje…

Sam film natomiast gorąco polecam, bo bardzo dobrze się ogląda. Choć może nie wszystkie zachowania tam są najbardziej godne naśladowania, ale pewne idee są bardzo, ale to bardzo trafione.

Comments (0)

Pan Bóg?

Tags: ,

Moja złota rybka – Pan Bóg

Posted on 10 października 2010 by Ioannes Oculus

Pan Bóg?

Pan Bóg?


Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła. (Łk 17,11-19)

Kim jest dla mnie Pan Bóg?

Szatan zrobi wszystko, spełni każdą naszą zachciankę, byle tylko nas zniewolić, aby zniszczyć nasze dusze. Bóg przeciwnie, chce naszego szczęścia. Dlatego nieraz nie może spełnić naszych zachcianek, bo są one samolubne, pyszne, szkodliwe dla innych i nas samych, a w ten sposób prowadzą nas do potępienia. Czasami wtedy obrażamy się, że Bóg nie dał nam tego, co sobie zażyczyliśmy. Potrafimy długo prosić i modlić się, aby nasze szkodliwe pragnienia zostały spełnione. Czasami jednak modlimy się o to, co dobre. Tylko wtedy po godzinach modlitw nasze „dziękuje” trwa raptem pół sekundy. Gdy nie dostaniemy – obrażeni, gdy dostaniemy – jakby nam się to należało. Kim jest dla mnie Bóg? Złotą rybką spełniającą setki życzeń, maszynką do spełniania zachcianek, czy może Kimś kto chce dać wieczne szczęści, Stwórcą moim, któremu powinienem się paradoksalnie poddać całkowicie, aby być na wieki wolnym i szczęśliwym? Kim On jest dla mnie?

Comments (1)

Dorian Gray

Tags: ,

Dorian Gray, gdy przyjemność odbiera szczęście…

Posted on 02 października 2010 by Ioannes Oculus

Dorian Gray

Dorian Gray

Młody, czysty, dziewiczy Dorian Gray przybywa do Londynu. Tu kończy się sielanka jego życia. Zaczyna bowiem pragnąć tego, czego nie powinno się pragnąć. Co gorsze, dostaje to.

Dzisiaj, a właściwie wczoraj (bo 1 października, choć piszę te słowa zaraz po powrocie z kina), wszedł na ekrany kin w Polsce film będący ekranizacją powieści Oscara Wilde’a Portret Doriana Gray’a. Zaczyna się spokojnie. Młody, niedoświadczony człowieczek przybywa skądś do Londynu objąć spadek. Widzimy nawet jak zostaje bezczelnie okradziony tuż po przybyciu. Jego wygląd przyciąga uwagę malarza Basila Hallwarda, który zaczyna malować jego portret. Jednocześnie na przyjęciu Dorian poznaje Henry’ego Wottona. Henry staje się jego kusicielem, który wychwala mu uroki życia wypełnionego przyjemnościami. Gdy portret zostaje ukończony okazuje się być arcydziełem, najdoskonalszym wytworem Basila. Dorian również podziwia dzieło oraz samego siebie na nim, własną urodę. Wtedy też padają słowa, które zaważyły na jego życiu, słowa w których oddaje swoją duszę za wieczną młodość. Dzięki temu może korzystać z uciech życia bez jakichkolwiek ograniczeń. Początkowo czuje pewien niepokój, pojawiają się wyrzuty sumienia, ale Henry wszystko łagodzi. Jednocześnie sączy mu do uszu truciznę dla duszy. Dorian wyjeżdża w świat poszukując nowych wrażeń. Gdy wraca po 25 latach okazuje się, że nic się nie zmienił. Czy oby na pewno?

Film Olivera Parkera fantastycznie pokazuje głęboką prawdę. Przyjemność wcale, ale to wcale nie musi mieć jakiegokolwiek związku ze szczęściem. Wręcz odwrotnie, ustawiczna pogoń za tym, co powinno przemijać prowadzi do tragedii. Akcja mogła by mieć równie dobrze miejsce w XXI w. Nasze społeczeństwo zapatrzone w chwilowe doznania stało się więźniem własnych żądz. Nigdy nie nasycone, zawsze głodne nowych wrażeń i przyjemności gubi szczęście. Czy dusza człowieka XXI w. jest podobna do duszy Doriana?

Gorąco polecam ten film. Nie jest to z pewnością bajka dla dzieci na dobranoc. Ogląda się świetnie, trzyma w napięciu. Co więcej, daje do myślenia o granicy pogoni za chwilą. Film naprawdę warto zobaczyć. Ja poza tym postaram się sięgnąć po książkę, bo skoro ekranizacja jest zawsze gorsza od oryginału, a ta ekranizacja jest świetna, to jaka musi być powieść?

Comments (0)