Archive | Luty, 2012

Stara płatna autostrada

Tags: ,

Stara płatna autostrada

Posted on 27 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Ze zgrozą przeczytałem kilka dni temu, że już lada moment odcinek autostrady A4 między Gliwicami a Wrocławiem ma być płatny. Dla samochodów osobowych ma to być prawie 30 zł w jedną stronę. Z A1 mają się wstrzymać, aż będzie gotowa w całości (chodzi o całość jakiegoś kawałka, ale nie pamiętam jakiego). Dlaczego ze zgrozą? Ponieważ ostatnio drożeje wszystko „jak leci”. Gdyby chociaż te opłaty np. za autostrady przekładały się konkretnie na jakość życia (w tym wypadku jakość dróg), może nie byłoby jeszcze tak najgorzej. Niestety jedyne na co zdają się przekładać, to na zwiększającą się grubość portfeli rządzących polityków. A jakość życia? Znany wielu mieszkańcom Śląska i Małopolski płatny odcinek autostrady A4 między Mysłowicami a Krakowem będzie teraz droższy. Czy lepszy? Dotychczas za chyba 16 zł w jedną stronę można było doświadczyć pasma remontów, przebudów i tym podobnych, autostrady już rzadziej. Mój anty-rekord średniej prędkości między bramkami wynosi ok. 30-40 km/h… Przypominam, że to autostrada! Jak ma się rozwijać w Polsce transport samochodowy, jeżeli na każdym kroku stara się go dobić?

Wielu przedsiębiorców ma coraz większe problemy, aby związać koniec z końcem. Rząd w szale dbania o emerytury podnosi im minimalne składki ZUS. Podobnie jak w przypadku autostrad nijak ma się to do wysokości emerytury czy jakości leczenia. Chodzi o łatwą i szybką kasę. To że część będzie musiała zawiesić działalność, zwolnić ludzi, to już „góry” nie interesuje. Przedsiębiorca staje się nieomal wrogiem państwowym, który jeżeli chce egzystować musi płacić horrendalny podatkowo-zusowski haracz, a na deser przedzierać się przed legislacyjne buble. A podobno to właśnie przedsiębiorcy są kołem napędowym gospodarki…

Odpowiedzią mogą być rzekomo wielkie inwestycje z zagranicy. Problem w tym, że ich nie ma za wiele. Mamy w końcu kryzys i kto się będzie pchał nad Wisłę, jak u siebie ma problemy. Poza tym owe inwestycje nie przynoszą długofalowych zysków u nas, ponieważ zarobione pieniądze idą do centrali firmy/korporacji za granicę. Jeżeli więc wielcy z Zachodu pojawią się u nas, to dadzą sobie. Nasi, mniejsi, już mogą mieć problemy…

Gdzie tu sens, gdzie logika? Jeżeli dobija się swoich, promuje cudzych, to znaczy, że „swoi” przestali być „swoimi”. W sytuacji, gdy rząd zdaje się dobijać polską gospodarkę, podnosić koszty życia w naszym pięknym kraju, popierać obcych, co więcej utrudniać wszystkim życie przez choćby ustawę refundacyjną, ograniczać wolność słowa (próba wprowadzenia ACTA, niedopuszczenie do multipleksu telewizji Trwam z niejasnych powodów), ogłupiać przyszłe społeczeństwo przez zaniżanie poziomy edukacji, pytam się o jedno: dlaczego jeszcze tak mało ludzi wyszło na ulice? Czy Polacy to tylko pokorne barany przeznaczone na rzeź? Ja chciałbym żyć w normalnym kraju, a niestety póki co na to się nie zapowiada…

W tej całej sytuacji pojawia się wiele przebłysków na zmianę. Internet daje jeszcze swobodę wypowiedzi, ludzie łączą się, edukują. Tworzy się drugi obieg informacji, w którym przedstawiana jest nie-propagandowa rzeczywistość. Może dzięki temu uda się coś wskórać. Niestety brakuje ciągle w naszym kraju solidarności i zaangażowania. Lubi ciepełko, a może i dajemy sobie wmówić oglądając TVN, że wszystko jest dobrze. Jakiekolwiek działanie wydaje się być lepsze od niedziałania. Dzieje się sporo. Mam nadzieję, że te różne, rozproszone inicjatywy zaczną współpracować. Czas już odrzucić spory i waśnie, czas spróbować zrobić coś dla kraju, w którym przyszło nam żyć.

Comments (6)

Przyzwyczajenia

Tags: , ,

Przyzwyczajenia

Posted on 22 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wczoraj po raz pierwszy coś tam się zepsuło w moim samochodzie. Minęło już ponad trzy i pół roku jego używania i 60 tys. kilometrów nim zrobionych, więc ma prawo coś tam pójść nie tak. Sprawa niewielka i będzie zrobiona na gwarancji. Problem w tym, że po sprawdzeniu co dokładnie się stało, zostałem poinformowany, że samochód nie wyjedzie tego samego dnia z warsztatu. Miała być tylko wymiana paska klinowego, okazało się coś więcej. No i pojawił się problem, bo trzeba było poszukać kogoś kto mnie stamtąd odwiezie. Przy okazji zdałem sobie sprawę z prostej, choć często niezauważanej w codziennym życiu kwestii. Otóż niesamowicie łatwo przyzwyczajamy się do wygody. Do tego choćby, że mam swój samochód który wszędzie mnie zawiezie. Ale to nie jedyny przykład przyzwyczajenia do wygody.

Pamiętam czasy, kiedy telefony komórkowe były dobrem nieistniejącym w powszechnej świadomości. Istniały jedynie jako walizkowe urządzania, którym nie miał prawie nikt. Dzwoniło się więc z domu, ewentualnie z budki telefonicznej. Do tego liczyło się dokładnie czas, bo impuls trwał 3 minuty. Długie nasiadówki na telefonie w domu kończyły się awanturą o wysokość rachunku. Często bywało tak, że nie było albo skąd zadzwonić, bo do domu daleko, a budki w okolicy jakoś wszystkie się pochowały, albo osoby, do której się dzwoniło, nie było akurat w miejscu, gdzie się dodzwoniliśmy. Dzisiaj takimi problemami nikt nie zaprząta sobie głowy. Telefon zawsze jest pod ręką, każdy chodzi z komórką, więc nie musimy się martwić gdzie jest. Wielu nie wyobraża sobie życia bez telefonu komórkowego. Takie małe urządzenie, a ma taką siłę oddziaływania, że z przyzwyczajenia do tej wygody nikt by nie chciał chyba rezygnować.

Samochody, telefony, internet… Gdyby dołożyć do tego te mniej oczywiste – prąd, gaz, bieżącą wodę. Jeżeli w XXI w. dostęp do internetu jest traktowany prawie jak jedno z praw człowieka, co by było gdybyśmy zostali kompletnie odcięci od prądu! Niezwykle łatwo przyzwyczajamy się, zaczynamy traktować jako oczywistość to, co jeszcze nie tak dawno było nowinką techniczną. Jak tu się nie pogubić?

Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i nie ubóstwiać tego, co jest dziełem ludzkim. Właściwa hierarchia wartości sprzyja szczęściu w życiu. Stąd może ten wielkopostny pomysł małych i większych wyrzeczeń nie jest taki głupi? To co ważne w tej sprawie to m.in. nasze szczęście. Jeżeli zależy ono od rzeczy zewnętrznych, takich jak dostęp do prądu czy internetu, znaczy że brakuje nam czegoś w życiu. Istotniejsze są przecież dobre relacje między ludzkie, w rodzinie czy z przyjaciółmi. O wiele istotniejsze jest też moje życiowe powołanie, czy idą tą właściwą dla mnie ścieżką. Najistotniejsze wreszcie jest to czy Bóg jest obecny w moim życiu. Wydaje mi się, że warto nad tym pomyśleć na początku Wielkiego Postu…

Comments (0)

Słuchowisko

Tags: , ,

Słuchowsko „Wszystko czerwone”

Posted on 17 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Słuchowisko "Wszystko czerwone"

Słuchowisko "Wszystko czerwone"

Teatr Polskiego Radia w „Bibliotece Bluszcza” wydał serię ciekawych słuchowisk opartych na powieściach Joanny Chmielewskiej. Jednym z ostatnio odsłuchanych przeze mnie jest Wszystko czerwone oparte na motywach powieści pod tym samym tytułem. Bohaterką powieści jest Alicja Hansen, roztargniona kobieta, mieszkająca samotnie na przedmieściach Kopenhagi w Allerød. Jej dom staj się miejscem prawdziwej fali zabójstw. Tajemniczy morderca na początku zabija Edka, by następnie próbować pozbawić życia jeszcze kilkanaście osób. Duński policjant, bardzo śmiesznie mówiący po polsku, zajmuje się śledztwem. Śledztwa nie ułatwia mu sama Alicja, która ukrywa fakt posiadania listu, którego treść może rzucić nowe światło na całą sprawę. Listu, który niestety gdzieś zagubiła i musi teraz zostać odnaleziony. Przez dom ciągle przewijają się jacyś goście, którzy utrudniają śledztwo. Z czasem okazuje się, że celem mordercy jest sama Alicja…

Fabuła ot taka, do posłuchania. Zdziwiony byłem pewną obojętnością postaci na rozgrywające się dramaty. Alicja sprawiała wrażenie jakby nie działo się nic aż tak strasznego. Tymczasem w jej domu padło trupem kilka osób. Postacie nie zachowują się moim zdaniem stosownie do sytuacji. Nie można jednak odmówić autorce pomysłowości i ciekawych rozwiązań. Takie sytuacje jak ta z winogronami nadają akcji tego czego wymaga się, aby zainteresować odbiorcę.

Wszystko czerwone to przede wszystkim słuchowisko. W tym względzie wydaje mi się kapitalne. Główne role zostały zagrane przez Annę Seniuk, Ewę Zientek, Joannę Jeżewską i Magdalenę Różczkę. Dla moich uszu to była czysta przyjemność. Czy to talent aktorski odgrywających role czy kunszt samej Chmielewskiej, nie wiem, ale słuchało się wspaniale. Często w samochodzie słucham audiobooków, jednak dzięki Teatrowi Polskiego Radio jeszcze nie raz sięgnę, jak tylko będę miał możliwość, bo ich wspaniałe słuchowiska.

Comments (0)

Tags:

Przepraszam, ale nie rozumiem…

Posted on 05 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Gdybym coś podpisał, potem to przeczytał to uznano by mnie za idiotę. Gdybym zadecydował, a potem pytał o radę, pukaliby się w czoło na mój widok. Gdybym odwołał coś, co ode mnie nie zupełnie zależy, uznaliby mnie za wariata…

Tymczasem w sprawie ACTA ktoś najpierw to podpisał, potem powiedział, że przeczyta literka po literce. Nie wiem czy przeczytał, skoro i tak już było podpisane. Podpisane, czyli decyzja podjęta, a więc można zapytać innych o opinię, to i tak już nic nie zmieni. No i na końcu mówi się o odłożeniu ratyfikacji o rok, kiedy to zależy już od 460 osób, a nie tylko tego człowieka…

I tak wyjdzie na to, że to ja jestem nienormalny…

Comments (0)

Tymczasowi gliniarze

Tags: , ,

Film „Tymczasowi gliniarze”

Posted on 01 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Tymczasowi gliniarze

Czasami przychodzi taki wieczór, że nie bardzo chce się coś zrobić. Najlepiej byłoby usiąść na czterech literach i odpocząć. Dla mnie osobiście wtedy na pierwszym miejscu jest książka, ale i dobry film też może być. Najlepiej komedia, bo dla rozrywki. Z drugiej strony nie w amerykańskim stylu, gdzie każdy robi z siebie idiotę i to podobno ma być śmieszne. Wśród kiedyś kupionych filmów za 9,99 wygrzebałem Tymczasowych gliniarzy. Bez większego przekonania, mimo że nie-amerykański, odpaliłem.

Minęło 10 lat od rozstania pary gliniarzy René Boironda i François Lesbuche’a. Temu pierwszemu została tylko garść wspomnień, klepie biedę i ucieka przed dłużnikami, bo jest nieuleczalnym hazardzistą. Od znajomego dostaje radę, na kogo postawić w najbliższej gonitwie. Postanawia pożyczyć pieniądze od Chena, właściciela chińskiej knajpki, będącej przykrywką dla prania brudnej forsy. Pech chce, że policja robi najazd na lokal.

Tak film się zaczyna. Nie byłoby w tym nic wielkiego, gdyby nie fakt, że akcja się komplikuje, pląta i przez zbieg różnych wypadków zaczyna wywoływać najpierw uśmiech na twarzy, a potem coraz głośniejsze wybuchy śmiechu. Tymczasowi gliniarze mają ten typ humoru, który mi się podoba. Bohaterowie nie robią z siebie idiotów, to nie kabaret. Oni są poważni, czasem wręcz śmiertelnie. Natomiast różne zbiegi okoliczności, czasami sytuacje, w których jako widzowie wiemy więcej niż postaci filmy, humor sytuacyjny itp. powodują, że człowiek ogląda go ubawiony po pachy. Oczywiście nie należy się spodziewać żadnej psychologicznej głębi i nic innego w tym stylu. Ten film ma służyć rozrywce, dobrej zabawie i taką funkcje spełnia. Chwała za to jego autorom. Dzięki nim ów wieczór, kiedy sięgnąłem po Tymczasowych, spędziłem bardzo mile, mimo początkowego braku przekonania.

Comments (0)