„Coś tam czytałem, to się wypowiem”

Prof. J.R.R. Tolkien był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem.

Prof. J.R.R. Tolkien był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem.

Niedawno natknąłem się na opinię, że w internecie wielu wydaje się, że się na czymś zna i dlatego wypowiadają się w wielu kwestiach. Do tego jednak Internet służy, niech więc każdy wypowiada się swobodnie. Pozwolę sobie więc na takową swobodę na temat świeżutkiego artykułu Arkadego Saulskiego ze strony manipularz.pl pt. Fantasy – raj dla pogan. Wydaje mi się, że trochę fantasy czytałem i co nie co o chrześcijaństwie wiem, stąd moja czelność zabrać głos.

Autor tak podsumowuje swój wywód:

Można by omawiać inne przykłady, ale nie ma to większego sensu – pragnąłem jedynie ukazać czarno na białym jak intelektualnie miałko prezentuje się najmodniejszy gatunek literacki ostatniego dziesięciolecia. Dziadunio Tolkien był przynajmniej na tyle uprzejmy, że przysiadł solidnie do całej kosmologii swego świata, a po drugie wyciągnął stosowne wnioski i rycerstwa u niego nie uświadczysz, bo jakżeby i miało się ono tam znaleźć?

Czekam więc wreszcie na pracę, która szerzej zajęłaby się poważnymi rozważaniami, analizą fantasy jako gatunku literackiego, ze szczególnym uwzględnieniem jego płytkości. Taka krytyczna analiza jest potrzebna – najbardziej chyba – samej fantasy.

Cieszy fakt, że od początku miał z góry założoną tezę, którą uważał za niepodważalnie poprawną – wykazanie miałkości fantasy. Mimo tytułu, który sugeruje, że artykuł będzie dotyczył kwestii religii, to osią tekstu są rozważania o rycerstwie. Na rycerstwie nie znam się za bardzo. Jak zauważono w komentarzach do artykułu, podobna klasa społeczna rozwijała się w Japonii. Wiele miejsca autor poświęca temu jak wygląda miecz. Jego kształt to kształt krzyża. Autor twierdzi, że źródłem kształtu jest jeden z głównych symboli chrześcijaństwa. Wielu twierdzi, że taki kształt wynika po prostu z sposobu walki, gdyż daje ochronę dla trzymającego miecz. Spór o rycerzy i miecze rozgorzał na dobre. Jednak nie jest on istotą sporu. Pierwsze co mi się rzuca w oczy, to wrażenie, że autor nie wie co to jest fantasy. Wrażenie, które można by określić tytułowym „coś tam czytałem, to się wypowiem”.

W tekście przywołane są trzy nazwiska Sapkowski, Kres i Tolkien, w tym ten trzeci zupełnie na uboczu. Metodologicznie potraktowanie jednego z ojców założycieli gatunku prawie jak twórcę marginalnego jest delikatnie mówiąc niepoprawne. Z całym szacunkiem, ale Sapkowski i Kres nie tworzą fantasy od podstaw, tylko wykorzystują pewną konwencję. Problemem jest tutaj sama fantasy – literatura niesamowicie bogata i różnorodna. Trzeba być ignorantem, żeby zakładać, że fantasy to rycerze, miecze, smoki i czarodzieje. Są to oczywiście elementy częste, popularnie kojarzące się z fantasy. Jednak do tego gatunku Sapkowski zalicza też Krainę Chichów Jonathana Carrolla, gdzie te elementy nie występują.

Fantasy można definiować na różne sposoby. Arkademu Saulskiemu być może po części (nie do końca) przypadła by do gustu definicja Ursuli K. Le Guin z The Language of the Night: Esseys on Fatasy and Science Fiction:

Fantasy nie jest antyracjonalna, lecz pararacjonalna, nie antyrealistyczna, lecz surrealistyczna, to znaczy: jest realizmem wyższego poziomu. Używając terminologi freudowskiej: eksploatuje pierwotny, nie zaś wtórny proces myślowy. Wykorzystuje archetypy, a te – jak przestrzega Jung są niebezpieczne. Fantasy o wiele bardziej niż literatura realistyczna bliska jest poezji, mistycyzmu, obłędu. To dzikie pustkowia, a ci, którzy się tam zapuszczają nie powinni się łudzić fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. Fantasy to podróż. Podróż do podświadomości, jak psychoanaliza. I tak jak psychoanaliza, może nieść zagrożenie. Sprawić, że zajdą w nas zmiany.

(podaję za: A. Sapkowski, Rękopis znaleziony w smoczej jaskini, Warszawa 2001, s. 23)

To jednak nie jest jedyne spojrzenie na tę literaturę. O fantazji tak pisał J.R.R. Tolkien:

Fantazja to naturalny aspekt ludzkich działań. Na pewno nie niszczy rozumu ani go nawet nie obraża; nie stępia też apetytu na prawdę naukową i nie zaciera jej postrzegania. Wręcz przeciwnie. Im bystrzejszy i trzeźwiejszy umysł, tym wspanialsze będzie snuł fantazje. Gdyby ludzie kiedykolwiek mieli popaść w stan, w którym nie potrafiliby albo nie chcieli widzieć prawdy (faktów lub dowodów), fantazja zaczęłaby obumierać – aż do ich ozdrowienia. Gdyby zaś mieli trwać w takim stanie (a to wcale nie jest tak nieprawdopodobne), fantazja zniszczałaby i przemieniła się w chorobliwą ułudę.

Fantazja musi wg Tolkiena opierać się na racjonalności. Arkady Saulski natomiast stwierdza, że:

Fantasy jest prostą literaturą także z tego względu, że nie tylko nie wymaga wiedzy ze strony czytelnika, ale także autora. By pisać Science fiction trzeba wykazać przynajmniej minimum starań o wiarygodność kreowanego świata.

Jednak właśnie te światy fantasy, które są najbardziej spójne, logiczne budzą nasz podziw. Trzeba jednak pamiętać, że rządzą się swoimi prawami, więc jeżeli autor zakłada obecność sił magicznych, to mogą doprowadzić do zupełnie innego obrazu świata niż nasz. Należy tu zaznaczyć, że fantasy wcale nie chce odwzorować czegoś podobnego do średniowiecza. Owszem, często inspiruje się tą epoką, nie jest jednak jej poddane. To częsty błąd ludzi, którzy patrzą na tę literaturę powierzchownie. Fantasy tworzy własne światy, niezależne od naszego, choć często mające punkty wspólne. Oczywiście jak to w życiu bywa praktyka bywa różna. Mamy literaturę lepszą i gorszą, zarówno w fantasy, jak i science-fiction czy zwyczajnych powieściach obyczajowych. Czy naprawdę nigdy nie zdarzyło się nikomu przeczytać powieści osadzonej w naszych realiach, kryminały czy romansu, który jest zupełnie nie wiarygodny i mimo występowania w nim dekoracji z XX w., to odnosimy wrażenie, że to jest czysty wymysł, który nigdy w rzeczywistości by nie mógł mieć miejsca?

Powoli dochodzimy do sedna sprawy. Autor na początku zarzuca literaturze fantasy, że „fantasy to gatunek literacki, który w swoim założeniu mógłby mieć na przykład zachętę do zgłębiania historii, zamiast tego jednak stanowi tego zgłębiania intelektualną protezę”. O zgrozo! Od kiedy to fantasy chce uczyć historii? Jeżeli już chce czegoś uczyć, to zupełnie czego innego. Fantasy chce często czegoś o wiele ambitniejszego. Jest niczym mit, który choć posługuje się dekoracjami nierealnymi, chce przekazać najrealniejszą i najgłębszą prawdę o człowieku, do której wyrażenia brakuje zwyczajnych słów i trzeba sięgać po metafory. Opowiadając swoje historie, ambitniejsi autorzy fantasy chcą choć troszeczkę odpowiedzieć na pytanie o to, kim jest człowiek, jaki jest sens jego życia. Możemy oczywiście nie zgadzać się z odpowiedziami przez nich stawianymi, jednak nie dostrzeżenie tej próby świadczyć może tylko o bardzo powierzchownej lekturze i niechęci do intelektualnego wysiłku zgłębienia danego dzieła.

Chcę tutaj zaznaczyć, że świadomie piszę tylko o pewnej części literatury fantasy. Powstaje mnóstwo lepszy i gorszych dzieł. Wiele z nich tworzonych jest z chęci zaoferowania czytelnikowi czystej rozrywki, a jeżeli wątki poważniejsze w nich się pojawiają, dzieje się to niejako przy okazji, mimochodem. Przykładem człowieka tworzącym całkiem dobrą literaturę rozrywkową jest Andrzej Pilipiuk. Ta literatura ma bawić i jak się okazuje po wynikach sprzedaży, wychodzi jej to całkiem nieźle. Co więcej, podobnie jest z wieloma innymi nurtami literackimi. Zapewne udałoby się znaleźć niejedną powieść historyczną, czy też za taką się podającą, która z realiami historycznymi nie ma wiele wspólnego. Jest też wiele, które stawiają sobie za cel właśnie rozrywkę, a nie edukację.

Kolejna sprawa, to pytanie o to czy tak naprawdę pojęcie fantasy odnosi się sensu stricte do gatunku literackiego czy może raczej jest określeniem ponad gatunkowym, międzygatunkowym. Wtedy fantasy byłoby rodzaje  literatury zawierającym w sobie element fantastyczny, nadnaturalny a przynależność gatunkową określałyby zupełnie inne cechy utworu. Jestem w sobie w stanie wyobrazić różne rodzaje i gatunki literackie, które określilibyśmy jako fantasy. Fantasy w formie lirycznej bądź dramatycznej jest jak najbardziej na miejscu. Co więcej, mianem fantasy określa się cały prąd kulturowy obejmujący sztukę, film a także rozrywkę. W takim szerokim nurcie znajdą się dowody na słuszność każdej wąskiej tezy.

Na koniec jeszcze chciałbym w kilku słowach poruszyć kwestię obecności chrześcijaństwa w literaturze fantasy. Mimo tytułu sugerującego, że kwestia religii będzie pierwszorzędnym tematem (przypomnę – Fantasy – raj dla pogan), jest ona raczej elementem w rozważaniach o rycerstwie i jego korzeniach. Oczywistym faktem jest, że w prawie wszystkich nibylandiach religia nie jest religią chrześcijańską. Może i dobrze, bo byłoby to tym większym pretekstem do zwady. Autor być może nie zetknął się z cyklem Piekary o inkwizytorze Mordimerze, skoro o nim nie wspomniał, a to wdzięczny temat do bluzgów na bluźnierskie zapędy autora czy też z twórczością Domagalskiego, według którego chrześcijaństwo jest religią nieprawdziwą lub wręcz reprezentującą zło (patrz Cherem). Z drugiej strony brak religijności wprost nie przesądza o tym, że Władca Pierścieni nie jest dziełem religijnym. Pozwolę sobie przytoczyć słowa samego Tolkiena:

Władca Pierścieni jest oczywiście zasadniczo dziełem religijnym i katolickim; początkowo niezamierzenie, lecz w poprawkach świadomie. Dlatego nie umieściłem w nim, czy też wyciąłem z niego niemal wszystkie wzmianki i czymkolwiek, co mogłoby być „religią”, kultem czy obrzędami w tym wymyślonym świecie. Element religijny został bowiem wchłonięty przez opowieść i jej symbolikę”.

J.R.R. Tolkien, Listy. 142. Do Roberta Murraya, S.J., Warszawa 2010, s. 282.

Nie należy więc w czambuł wrzucać całej fantasy do pogańskiego worka, tym bardziej, że większość utworów nie rości sobie pretensji do bycia religijnymi traktatami czy wyroczniami.

Podsumowując, Arkady Saulski wtedy i tylko wtedy, kiedy nie dostrzega się całego bogactwa fantasy i traktuje wybrane przykłady płytko i bez próby podjęcia wysiłku intelektualnego. Inną sprawą jest kwestia estetyczna, nie każdemu musi się podobać taka forma wyrazu, komunikacji. Nie uprawnia to jednak to rzucania osądów i opinii bez dokonania choćby podstawowego researchu. Autor zdaje się nie zauważać bogactwa nurtu określanego jako fantasy, nie zadaje sobie trudu zapoznania się z choćby z podstawowym w kwestiach interpretacji fantasy esejem J.R.R. Tolkiena O baśniach. Autor artykułu Fantasy – raj dla pogan coś przeczytał z fantasy, zapewne więcej niż jedną książkę. Jednak czy to z powodu doboru (przypadkowego bądź tendencyjnego) czy to z lenistwa i braku przygotowania merytorycznego jego tezy, jak sądzę, nie mają uzasadnienia. Co więcej, moim zdaniem autor wykazuje braki na poziomie metodologii nie definiując pojęcia fantasy i mieszając kategorie estetyczne z merytorycznymi.

One Response

  1. Sandra Kwiecień 16/03/2012

Dodaj komentarz