Aby uczeń samodzielnie myśląc zawsze wybrał socjalizm…

Kto jest najwspanialszym człowiekiem świata i dlaczego właśnie Lenin?

Dawno, dawno temu, kiedy chodziłem do szkoły… W czasach, kiedy nauczyciel nie miał do wypełniania stosu dokumentów na temat jak uczyć i wychowywać ucznia, o dostosowaniu programu do jego potrzeb, tylko miał czas uczyć…

W tych odległych czasach śmialiśmy się z rzekomego pytania zadawanego na szkolnych wypracowaniach w ustroju słusznie minionym. Pytanie Kto jest najwspanialszym człowiekiem świata i dlaczego właśnie Lenin? jest chyba idealną karykaturą rzeczywistości indoktrynacji dokonywanej od najmłodszych lat. Wydawało mi się śmiesznym, że w ogóle ktoś mógłby mieć takie podejście do edukacji. Później okazało się, że byłem w będzie, że w socjalizmie taka forma pytania miała nie świadczyć o rzekomym braku samodzielnego myślenia. Pozwolę sobie zacytować wypowiedź Henryka Jabłońskiego, który jako członek KC PZPR miał powiedzieć:

Człowiek, którego my chcemy wychować, to świadomy swej ludzkiej wartości twórca, umiejący samodzielnie myśleć… rozumiejący, że socjalizm stwarza mu perspektywę coraz pełniejszego rozwoju jego osobowości… Sam nasz ustrój tworzy innego, o wyższych wartościach człowieka, ale rzeczą pedagogów jest ten naturalny proces przyspieszać, zwalczając wszystko to, co jest obcą socjalizmowi penetracją wrogiej ideologii.

Wniosek jest prosty. Edukacja ma dążyć do tego, aby uczeń samodzielnie myśląc zawsze wybrał socjalizm. Jednocześnie należy zwalczać wszystko co jest temu przeciwne. Trudno się więc dziwić, że podręczniki szkolne przedstawiały jedną poprawną wizję wszystkiego, że państwo miało monopol wydawniczy itd. Wszystko byłoby pięknie, gdyby to była tylko przeszłość…

Niestety, to co znajduję dzisiaj w internecie nie napawa optymizmem. Pojawia się bowiem podręcznik, który w sposób nachalny przedstawia mocno subiektywną wizję historii. Co więcej, niezgodną z podstawami warsztatu historyka, który powinien na ile to możliwe zachowywać obiektywizm. Wiadomą sprawą jest, że historia najnowsza zawsze będzie budzić emocje i gorące dyskusje, że jej ogląd jest obciążony mocno subiektywizmem. Rolą jednak podręcznika jest starć się zachować umiar i obiektywizm, a już na pewno nie sugerować jaka odpowiedź jest jedyną poprawną w kwestii oceny zjawisk historycznych. Jednak Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918-2006 autorstwa Andrzeja Brzozowskiego i Grzegorza Szczepańskiego, wydawnictwo Stentor, nie bardzo się przejmuje takimi głupstwami. Na s. 258 uczeń ma dostaje następujące zadanie:

Scharakteryzuj rolę „Gazety Wyborczej” od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety.

Owa najbardziej poczytna gazeta miała jednak drugie miejsce w lutym 2012 jeżeli chodzi o średnią dzienną ilość sprzedanych egzemplarzy. Wyniosła ona 248 803 egzemplarzy, co jest najgorszym wynikiem w historii. Na pierwszym miejscu jest bijący ją pod tym względem na głowę „Fakt” ze średnią liczbą 403 754 sprzedanych egzemplarzy dziennie. Jakoś do najpoczytniejszej wiele „Wyborczej” brakuje. W miarę wysoki wynik może też wynikać z wielu dodawanych do niej gadżetów. Znam osoby, które kupują ją tylko ze względu na jakąś książkę czy płytę CD lub DVD. Oczywiście, gratulacje dla marketingowców GW, jednak poczytność wtedy musi być mniejsza, bo niektórzy jej nie przeczytają, mimo że kupili. Kwestia ilości jest jednak drugorzędna. Bardziej drażnią mnie słowa „atrakcyjna dla szerokiej publiczności”. Nie chodzi mi o to, czy to prawda czy fałsz. Problem w tym, że jest to sugestia odpowiedzi. To już jest subiektywna ocena, a nie obiektywne stwierdzenie faktu. Jej anty-fanów wydaje się być co najmniej tyle samo, wielu zarzuca jej mocno subiektywne przedstawianie rzeczywistość. Jak więc autor podręcznika może tak nachalnie sugerować jedyną poprawną wizję historii? Czyżby powrót do komuny? Podręcznik wydaje się być tendencyjnym nie tylko w tej jednej kwestii. Zachęcam do lektury artykułu Z takich podręczników będzie nauczana historia od nowego roku szkolnego. Manipulacje, przekłamania, przemilczenia.

To jednak nie wszystko. Gdyby bowiem chodziło tylko o tę sprawę, mogłoby chodzić o przypadek marginalny. Jednak symptomów podejrzanego „majstrowania” przy szkolnictwie jest więcej. Powszechnie znany jest fakt usuwania lekcji historii z programu nauczania szkół średnich. Dobra historia uczy krytycznego myślenia o źródłach, uczy o istnieniu i stosowaniu propagandy, buduje więź z Ojczyzną. Czyżby ktoś chciał się pozbyć tych owoców historii?

Rząd ma jeszcze jeden dziwny pomysł. Można o tym poczytać w najnowszym „Uważam Rze” (Cyfryzacja na papierze), gdzie opisany jest pomysł cyfryzacji szkolnictwa. Podręczniki miałby być darmowe i w formie elektronicznej. Brzmi pięknie? Szkoda, że wg obecnych projektów sprzęt elektroniczny kupić muszą rodzice. Poza tym darmowe podręczniki dostarczać ma ministerstwo. Łącznie ma ich być 18 (sic!) do 14 przedmiotów. Koniec z możliwością wyboru, będzie obowiązywał jeden podręcznik z jedyną słuszną wersją – rządową. Do tego wszystko oparte na licencji Creative Commons, czyli podręczniki miałyby zawierać tylko teksty nie objęte prawami autorskimi. Mickiewicz – tak, Słowacki – tak, ale już nie Herbert czy Twardowski. Szekspir pewnie też tak, ale w oryginale bo do tłumaczeń zapewne też byłoby potrzebne wykupienie praw do publikacji. Kalendarz prac wskazuje, na co zwraca uwagę autorka artykułu, na chęć przypodobania się wyborcom, aby dzieci dostały darmowe podręczniki tuż przed wyborami. Cóż z tego, że zaledwie 7 procent nauczycieli popiera ten pomysł, że Holandia wdraża go już od jakiegoś czasu i robi to o wiele spokojniej i ostrożniej, że Korea Południowa się w ogóle z tego pomysłu wycofuje? Niektórzy wiedzą najlepiej i nie potrzebują z nikim konsultować swoich pomysłów.

System edukacji w Polsce od kilku lat schodzi na psy, a dokładniej od początku rządów jedynej słusznej partii. Mnoży się biurokracja, zmieniane są podstawy programowe tak, aby zadowolić wydawnictwa, które wydają nowe wersje podręczników. Nowe w tym, że ten sam materiał znajduje się dwie strony dalej niż w poprzednim. Nauczyciele zamiast poświęcać czas uczniowi muszą tworzyć coraz więcej dokumentacji. Tak było z tzw. godzinami karcianymi, czy też zwanymi gdzieniegdzie „hallówkami” od nazwiska minister Katarzyny Hall. Miało to rozszerzyć ofertę edukacyjną dla uczniów przez przymus organizacji dodatkowych zajęć dla uczniów. Jednak wyszło nie najlepiej. Nauczyciele, którzy wcześniej robili coś w tym kierunku robili to dalej, choć czasem mniej, bo należało bawić w biurokrację, a na to nie każdy ma ochotę. Ci, którzy nie bardzo kwapili się do roboty podciągali pod to poprawy sprawdzianów i kartkówek. Wyszło na to samo albo i gorzej, bo mniej było w tym chęci pracy, a więcej przymusu. Inne pomysły byłej minister, jak wprowadzenie sześciolatków do szkoły też okazują się być niewypałem.

W jakim kierunku idzie więc szkolnictwo w naszym kraju? Moim prywatnym zdaniem od jakiegoś czasu dąży do wyprodukowania POprawnego absolwenta, który będzie…

…świadomy swej ludzkiej wartości twórca, umiejący samodzielnie myśleć… rozumiejący, że socjalizm PO stwarza mu perspektywę coraz pełniejszego rozwoju jego osobowości …

Obym się mylił.

No Responses

  1. Pingback: Wychowanie POkolenia | iocus.pl 31/08/2012

Dodaj komentarz