Uwiodła mnie Niebiańska Nimfa

Pulpit Niebiańskiej Nimfy

Pulpit Niebiańskiej Nimfy

Rozliczne problemy serwerowe rzuciły cień podejrzeń na mój komputer. Pojawiły się pytania, czy aby nie jest zaatakowany, podglądany, śledzony i Bóg wie co jeszcze. Faktycznie, coś ponad miesiąc siedziało na moim komputerze, nie wiem co. Wykasowałem szybko co się da i potraktowałem sprzęt antywirusem. Avast dopuścił zagnieżdżenie się czegoś takiego, więc szybko poszedł w odstawkę. Polecony przez znajomego Comodo zajął jego miejsce. Jednak dalej nieufnie odnosiłem się do tego co mam na dysku.

Jestem jednocześnie posiadaczem Visty, najgorszego z istniejących Windowsów. Wiele osób namawiało mnie na zmianę systemu na Win7. Vistę jednak mam oryginalną, a na zakup nowego systemu nie mam po prostu pieniędzy. Konieczna jednak była już reinstalacja Windowsów, więc zrobiłem kopię zapasową wszystkich danych. Wtedy coś przyszło mi do głowy, a kolega jeszcze żar tego pomysłu rozniecił. Kiedyś, kiedyś bawiłem się na systemie zwanym Linuxem. Były to dawne czasy, jakieś osiem lat temu. Wtedy próbowałem z Mandrivą i Fedorą – różnymi wersjami tego alternatywnego systemu operacyjnego. Tym razem wybór padł na Ubuntu, jeden z najpopularniejszych i w miarę prostych systemów. Wybrałem i zauroczyłem się. Niebiańska Nimfa, bo tak nazywana jest polska wersja 11.04 uwiodła mnie. Spodobała mi się ta podróż w nieznane i postanowiłem po raz kolejny przesiąść się na system Linux, przynajmniej na jakiś dłuższy czas.

Jednak dla wielu taka przesiadka może okazać się trudna. Nowy system, zupełnie nieznany, do tego trzeba go jakoś tam zainstalować… Poza tym pytania – czy nie stracę swoich danych, czy wszystko będę mógł zrobić w innym systemie. Odpowiedź jest prosta. Inny system inne możliwości, inne plusy i minusy. Instalacja nie jest specjalnie trudna. Wystarczy wejść na stronę ubuntu.pl, skąd ściągniemy obraz płyty instalacyjnej, który trzeba wypalić na pustym DVD. Wystarczy do tego zwykły program do nagrywania płyt. Także na powyższej stronie mamy przewodnik „Start z Ubuntu”, gdzie wszystko jest w miarę prosto wytłumaczone (choć fakt, że mogło być to zrobione jeszcze bardziej łopatologicznie). Moim zdaniem najtrudniejszy moment to wydzielanie miejsca na dysku. Do momentu instalacji mało kto się nad tym zastanawiał. Byłe jeden albo dwa dyski i tyle. Teraz potrzeba więcej. Jeden dysk na system Windows (bo warto go awaryjnie sobie zostawić na początku), drugi na system Linux, trzeci na dokumenty. Jest to bardzo praktyczny podział, bo konieczność reinstalacji jakiegokolwiek systemu nie będzie powodować automatycznej utraty naszych danych. Do tego ja musiałem jeszcze wyznaczyć trochę miejsca na program rozruchowy, czyli takie coś co przy starcie pozwala mi wybrać czy chcę pracować na Linuxie czy na Windowsie. Instalację jednak można powierzyć komuś innemu. Na forum Ubuntu wielu ogłasza się, że zrobi to „za piwo”.

Co po instalacji? Wiadomo, że trzeba się oswoić. Wypróbować, kliknąć tu i tam. Instalacja nowych programów jest prosta. Każdy posiadać telefonu z Androidem kojarzy Android Market. Podobnie w tym wypadku. Wszystko łatwo i bezboleśnie instaluje się z internetu. Jedynym mankamentem są niektóre sprzęty. Niestety jeszcze nie wszystkie są bezproblemowo obsługiwane przez Linux. Jednak coraz częściej sami producenci tworzą odpowiednie sterowniki, które można zainstalować bezpośredni z strony w internecie.

Moje pierwsze wrażenia są pozytywne, więc przygoda trwa. Widzę już, że Niebiańska Nimfa za chwilę zostanie zastąpiona przez nową edycję. Linux rozwija się i już nie jest systemem tylko dla wtajemniczonych. Jeszcze może nie jest tak prosty jak Windows, ale to może nastąpić już za chwilę. Natomiast ma być o wiele bezpieczniejszy.

 

Dodaj komentarz