A jednak Windows Movie Maker

Jakoś tak tkwi we mnie nieufność do programów firmowanych przez Microsoft. Może to wina topornych, wieszających się systemów operacyjnych? Może fatalnej przeglądarki internetowej? Jednak powolutku przekonuję się, że produkty z Redmond łamią te stereotypy. Jednym z nich jest wbudowany w Windows edytor wideo.

Na początku zastrzegam się, że profesjonalistą w zakresie edycji wideo nie jestem. Szukałem natomiast wygodnego programu, który pozwoli mi na podstawową edycję i składanie filmów, które docelowo wylądują na YouTube. Płatne, choć oferowały wiele możliwości, odpadły na samym początku z prozaicznego powodu, jakim jest brak gotówki. Pozostały darmowe. Następnym krokiem była decyzja – Linux czy Windows. Zacząłem od linuxowych, jednak miały bardzo skromne możliwości bądź nie udało mi się ich zainstalować mimo długich walk i poszukiwań pomocy na forach. Pod Windowsem natomiast większość darmowych oferuje również bardzo ubogie możliwości. Bardziej rozbudowany jest Lightworks, ale darmowa wersja nie obsługuje wszystkich formatów plików video. Nie mogłem więc użyć od razu plików w formacie *.mts, należało bawić się w konwersję. Postanowiłem jednak pójść na łatwiznę i sprawdzić, czy ostatni na mojej liście programów da sobie radę z moimi potrzebami.

`Windows Movie Maker w działaniu

Windows Movie Maker w działaniu

Na początku miła niespodzianka. Stosunkowo duże pliki *.mts, w którym to formacie zapisuje moja kamera, zostały szybko przetrawione przez Movie Maker i dodane do projektu. Potem poszło równie łatwo. Wrzucenie kilku nagrań, dodanie napisów, ich edycja (czcionka, wielkość itp.), wszystko to łatwo i intuicyjnie dało się zrobić w filmie. Potem jeszcze animacje i dodatkowe efekty specjalne. Ładne i estetyczne pozwalają urozmaicić nasze domowe produkcje video. Tutaj trzeba oczywiście troszkę się powstrzymać, aby nie władować wszystkich do jednego filmu. Taka pokusa powstaje, bo efektów jest sporo. Do tego możliwości operowania dźwiękiem, wybrania wiodącej ścieżki. Program działał szybko mimo otwartych równolegle kilku innych aplikacji.

Pewne problemy sprawiło mi ustawienie ścieżki dźwiękowej. W kilku miejscach filmu miała w tle lecie muzyka, którą miałem w formacie mp3. Po wrzuceniu na ścieżkę i przycięciu pierwszych dwóch kawałków zaczęły się schodki. Każde dodanie nowego pliku muzycznego skutkowało bałaganem na ścieżce muzycznej filmu. Znikał gdzieś drugi fragment, pierwszy się wydłużał. Nie można było też podzielić na dwie części fragmentów muzycznych już będący w projekcie bez podobnych problemów. Summa summarum musiałem zapisać cały film bez ostatniego fragmentu muzycznego i to tak utworzonego pliku dodać nową ścieżkę muzyki i jeszcze raz zapisać. Na szczęście eksport projektu nie trwał długo, więc całość zakończyła się bez większego zdenerwowania.

Podsumowując Windows Movie Maker w tej wersji jest (prawie) wszystkim czego potrzebuje początkujący reżyser. Prosty i intuicyjny pozwala się skupić na szkoleniu warsztatu reżyserskiego, doboru ujęć, dykcji, przygotowaniu scenariusza i wszystkiego co jeszcze dotyczy przygotowania wideo na własne potrzeby. Z czasem przestanie wystarczać, będzie chciało się więcej i więcej. Może jednak z czasem Microsoft zaoferuje więcej funkcji w programie i nie trzeba będzie szukać więcej? Ja póki co nie szukam, wystarczy mi Movie Maker. Co oczywiście nie znaczy, że nie przetestuję czegoś innego jak tylko będzie czas i okazja.

system operacyjny: Windows 7

opisywana wersja programu: Version 2012

Mój artykuł z 1 grudnia 2012 roku przeniesiony z innego miejsca, które zamknąłem.

2 komentarze

  1. Karolina 19/03/2013
  2. Ioannes Oculus 19/03/2013

Dodaj komentarz