Pustkowie po Hobbicie

"Hobbit. Pustkowie Smauga" - plakat

„Hobbit. Pustkowie Smauga”

Z poczucia obowiązku wybrałem się do kina na film Hobbit. Pustkowie Smauga. Nie jestem nim rozczarowany jedynie dlatego, że nie spodziewałem się po nim niczego pozytywnego. To była moja ostatnia deska ratunku, dzięki której miałem nadzieję, że film mi się spodoba. 

#pośpiech

Od samego początku bohaterowie Pustkowia ciągle się spieszą. Praktycznie przez cały film przed kimś uciekają i tylko na chwilę zamiast uciekać spieszą się, aby zdążyć na czas do tajemnych drzwi na czas. Jednak sensowny upływu czasu w filmie w ogóle nie obecny. Jesteśmy wrzuceni prawie zupełnie w środek akcji i mamy wrażenie, że w kilka dni przenosimy się pod Samotną Górę. Książkowa podróż przez Mroczną Puszczę zajęła prawie miesiąc, a cały odcinek od wyjścia z jaskini goblinów do Samotnej Góry to trzy miesiące. To miała być w końcu wyprawa, wielka podróż, a nie krótki urlop za miastem. Widać na potrzeby filmu Jackson podrzucił ich kawałek samochodem.

W tym pośpiechu nasi bohaterowie pokonali z Miasta na Jeziorze w ciągu jednego dnia (wypłynęli z miasta gdy słońce stało już całkiem wysoko na niebie, na miejsce docierają jeszcze przed zachodem. To daje jakieś 10 do 8 godzin na podróż. W linii prostej, to może by dali radę. W końcu to odległość raptem około 25 mil (38 kilometrów)… w linii prostej! Nie uwierzę, że ktoś jest w stanie pokonać taką odległość, wspiąć się wysoko w góry, przeznaczyć czas na poszukiwania drogi, a wszystko na piechotę. Cóż film rządzi się swoimi prawami. W książce bohaterom zajęło to trzy dni na kucach. Znów chyba ktoś załapał się w drogę autostopem.

#Beorn i Mroczna Puszcza

Wracając do chronologii fabuły, elementem, na który bym czekał, gdybym miał jakiekolwiek oczekiwania wobec tego filmu była Mroczna Puszcza. Stary mroczny las, pełen niebezpieczeństw i tajemnic. Co z tego wyszło? Nic. Podobnie jak z Beorna, który pojawił się w filmie na chwilę i znikł bez śladu, jednak ten wątek od początku spisałem na straty ze względu na objętość czasową (film zawsze coś musi wyciąć). Mroczna Puszcza została jednak potraktowana zupełnie po macoszemu. Nie była ani specjalnie mroczna, ani straszna. Scena z pająkami byłaby całkiem fajna, gdyby nie elfy, które w pewnym momencie wyskoczyły jak Filip z konopi i jeżdżąc po gałęziach wycinają potwory prawie co do jednego. Krótko mówiąc wątek, który reżyser Martwicy Mózgu mógł ciekawie i mrocznie rozwinąć został zupełnie zmarnowany

#smok

Beztroski Bilbo biega sobie po górze złota w obecności smoka.

Beztroski Bilbo beztrosko biega sobie po górze złota w obecności smoka.

Twórcy filmu lubią ruch, smoki i ciuciubabkę (ew. grę w chowanego). Wnioskuję to stąd, że większość filmu pokazuje wydarzenia z wnętrza Samotnej Góry. Smaug, potężny smok, który pokonał całe krasnoludzkie królestwo i jest niezwykle inteligentną istotą, miota się jak jakaś jaszczurka po wnętrzu góry. Co rusz obala jakiś filar i tylko dziw, że to wszystko jeszcze nie runęło. Ten potwór, który ma niezwykle wrażliwe zmysły, nie zauważa dyszących i sapiących krasnoludów na kilka metrów pod sobą. Co więcej! Nie budzi go nawet hałas jaki czynią oni przy wejściu do góry. Jeszcze bardziej dziwi fakt, że w pod koniec filmu, zupełnie bez powodu Smaug postanawia opuścić górę w środku pościgu za Thorinem i zaatakować miasto na jeziorze. Wmurowało mnie w tym momencie, bo większej głupoty nie można było chyba zrobić. Fakt, że scenarzysta wkopał się dokumentnie doprowadzając do sytuacji ścigania się smoka i krasnoludów.

Tolkien miał ciut lepszy pomysł na tego stwora i rozegranie niezwykle trudnej sytuacji. Smok po prostu w pewnym momencie zrobił małą powtórkę z pierwszego ataku na górę, a dopiero gdy uznał, że krasnoludy zginęły poleciał zniszczyć miasto. Książkowy smok, to był potężny potwór pełen majestatu i inteligencji. Filmowy to przerośnięta jaszczurka okraszona wspaniałymi efektami, ale z inteligencją zaskrońca.

#gdzie sens, gdzie logika

Kino made in Holywood nie grzeszy inteligencją. Szczególnie od czasów wysokich nakładów na efekty specjalne. Dzięki nim można zamaskować miałką treść fajerwerkową formą. Za pierwszym czy drugim razem można tak zrobić. Sam zachwycałem się pierwszym filmem 3D obejrzanym w kinie IMAX, który miał fabułę tak słabą, że słów brakuje, ale nadrabiał trójwymiarowymi efektami. Jednak Pustkowie to nie pierwszy, ani drugi film z takimi efektami. Dla tego typu produkcji to już standard. Co więcej, efekty w stylu Jacksona oglądam już w piątym filmie, więc zdążyłem się przyzwyczaić. Może dlatego bardziej dostrzegam rażący brak logiki w filmie. Wspominałem już o odległościach pokonywanych w tempie wyścigów samochodowych. Z tym przestrzennym wymiarem producenci mieli spory problem. Legolas łuku używa jako broni w walce bezpośredniej, a gdy przeciwnik stoi już trochę dalej, to biega z mieczem? Coś tu chyba nie gra. Orkowie ścigający drużynę, gdy krasnoludy płyną w beczkach, mimo że mają ich podanych jak na tacy z niezrozumiałych powodów rezygnują z strzelania z łuków, rzucania nożami i włóczniami. Tak po prostu, bo reżyser kazał nie zabijać. Do tego można dopisać dziwne zachowania i decyzje Smauga i sporo innych.

Prawdziwymi natomiast geniuszami są orkowie. Jest to rasa niezwykle inteligenta, choć o nieciekawej aparycji i odmiennej etyce. Potrafią jednak bezszelestnie się poruszać. Całą grupą są w stanie wkraść się do strzeżonego miasta, przeskakiwać lekko bezgłośnie po dachach domów, a do tego urządzić walki uliczne nie budząc nikogo. Miasto na Jeziorze śpi mimo latających trupów, walenia przeciwnikami o ściany itd. Straży żadnej oczywiście nie ma, bo Jackson dał im dwa dni wolnego, żeby nie zaburzyli scenariusza.

#nowe wątki

Do historii znanej z książki zostały dodane nowe wątki. Jeden z nich to wątek miłości elfki i krasnoluda. Raczej nie możliwy, ze względu na ogromną odmienność tych ras i zakorzenioną między nimi wrogość. Miłosna nuta jest pożądana w filmie, gdyż podnosi dochody, więc reżyser musiał jakąś stworzyć w opowiadanej historii. Sprawa trochę naciągana, choć w ostatecznym rozrachunku „obleci”.

Pokazana została też wyprawa Gandalfa na południe do wieży Dol Guldur i walka z jej władcą, Sauronem. W książce o tym epizodzie ledwie się wspomina, film pokazuje go nam z pełnym rozmachem. Realizacja wątku wydaje się być całkiem przyzwoita, zwłaszcza ze względu na moją ulubioną scenę w filmie.

#walka Gandalfa

Czy coś w filmie mi się podobało? Efekty owszem ładne. Jakby sceny z filmu traktować jako ilustracje powieści, pokazanie strojów, plenerów itp. to byłoby to coś ciekawego (choć po filmowym Władcy Pierścieni i pierwszym filmie Hobbit nic oryginalnego). Jednak scena samej walki między Gandalfem a Sarumanem była interesująca. Nie było to kolejne rzucanie się o ściany (jak z Sarumanem w Orthanku), a ciekawy koncept na magiczną walkę, zupełnie inną od walki fizycznej. Ten pojedynek światła i ciemności, gdy postać Gandalfa stoi w miejscu i tylko po twarzy widać jego wysiłek była jedynym elementem, który oceniam wysoko.

#podsumowując

Peter Jackson na stałe wpisał się tolkienowski pejzaż. Wyobrażenia o Śródziemiu bardzo mocno są i będą naznaczone jego filmowymi realizacjami. O ile filmową trylogię Władca Pierścieni da się lubić, mimo niezgodności z pierwowzorem i paru innych mankamentów, o tyle Hobbit  to produkcja po prostu słaba. Rozciągnięcie krótkiej książki na trzy filmy powinno dać możliwość pokazania z rozmachem tego, co w książce ciekawe i ekscytujące. Jednak to właśnie zostało wycięte, pomieszane z brakiem sensu i logiki, a jedynego ratunku poszukano w efektach specjalnych (tak już było w pierwszej części Hobbita i myślałem wtedy, że gorzej być nie może). Jeżeli ktoś zastanawia się na co przeznaczyć pieniądze, to polecam książkę albo jakiś inny film.

One Response

  1. Venea 30/12/2013

Dodaj komentarz