Nie chcę być Jobsem ani Bezosem

Czasami gdy przychodzi do pytania o mój pomysł na biznes i karierę mam wrażenie, że czasami ktoś chce się dowiedzieć czy tkwi we mnie nowy Steve Jobs, Jeff Bezos, Bill Gates czy inna ikona wielkiego biznesu. Czy jednak tylko o to chodzi? Czy muszę być wschodzącą gwiazdą?

Bielsko-Biała Lipnik. W miejscu, które można by nazwać centrum jeszcze kilka lat temu znajdował się mały sklepik. Znajdował, bo dziś na Google Maps widzę tam obwodnicę miasta. W tymże sklepiku pracował starszy pan, na emeryturze. Jego marzeniem było otworzyć sklep. Marzenie, które spełnił właśnie na emeryturze. Nie był i chyba nie chciał być wielkim biznesmenem. Po prostu chciał realizować swoją pasję. Często w małym biznesie o to chodzi. Niektórzy z uporem maniaka usiłują mnie i innych przekonać, że biznes to biznes i musisz znaleźć to miejsce, gdzie są największe zyski itd. Mają rację pod warunkiem, że ktoś chce być biznesmenem. Wtedy nie liczy się towar, który sprzedaje, ale sam fakt budowania przedsiębiorstwa. Trochę jak frajda z budowania klocków, gdy nie ważne jest czy budujesz zamek, statek piratów czy statek kosmiczny. Gorzej jest, gdy to co budujesz ma znaczenie.

Nie szukając daleko wezmę na przykład siebie. Moim marzeniem jest własnych antykwariat połączony z kawiarnią i księgarnią. Gdy mam prowadzić własny biznes, to nawet regulaminy stron internetowych chce mi się czytać. Gorzej, gdy mam robić niby to samo, ale z innym towarem. Wtedy nie czuję nic. Ktoś, kto lubi biznes sam w sobie pewnie cieszyłby się z kolejnego wyzwania. Ja u siebie zauważam coś zupełnie innego. Co więcej nie mam potrzeby bycia wielkim, aby w świetle jupiterów błyszczeć z najnowszym produktem mojej nudnej korporacji. Z jakiegoś powodu tracę motywację do rzeczy, które nie leżą w kręgach moich zainteresowań. Dlatego najlepiej odnajduję się w książkach, poza tym także IT, choć tutaj nie jestem wybitnym specjalistą, bo nie umiem programować itd. Zostają jeszcze social media, choć wydaje mi się, że gdybym miał w tym pracować to wiele, wiele przede mną byłoby nauki.

Nie neguję faktu, że budżet musi się zamykać na plusie. Sam liczyłem, przeliczyłem i sprawdziłem wszystko. Excel już u mnie dymi. Potrzebuję najlepiej 90 tysięcy na start. Jedna trzecia z tego niestety pójdzie na spłatę obecnych zobowiązań. Reszta na sklep internetowy z książkami używanymi oraz ebookami. Tak, będę mógł wtedy na tym zarabiać, żyć z tego, a nawet spłacać inwestora czy bank. Z czasem powinienem mieć wystarczający dochód na wynajem lokalu itd.

W tym kierunku własnej działalności zrobiłem pierwszy krok i mam założony startup w Inkubatorze Przedsiębiorczości. Jednak praca na etacie nie pozwala go wystarczająco rozwinąć, żeby można było się z niego chociaż utrzymać. Do tego wiąże mnie kredyt. Zamyka się durne błędne koło. Choć teraz oszczędzam gdzie się da i kupuję najtańsze pieczywo i pasztet w Biedronce, to wyjście z tego kręgu zajmie mi czas do emerytury. Wtedy może jak ten pan z Bielska-Białej otworzę sobie coś hobbystycznie. Potem mi to zburzą, bo trzeba będzie zbudować nową obwodnicę.

Chciałbym jednak, aby ta historia skończyła się inaczej. Chciałbym móc otworzyć coś, co będzie się i mnie utrzymywać. Choć nie będzie to kolejny Google czy Amazon, to w moich marzeniach jest to miejsce odpoczynku od tego pędu, miejsce magiczne i inne od otaczającego świata. To co chcę dać, to magia podróży w świat książki, świat wyobraźni. Czy to się uda?

One Response

  1. Da 12/09/2014

Dodaj komentarz