Resident Evil – seria

  • Ocena filmu
User Rating 0 (0 votes)
Sending
Comments Rating 0 (0 reviews)

Pierwszy raz kontakt z serią miałem kilka lat temu. Widziałem wtedy czwartą część, co przypomniało mi się teraz, gdy oglądałem ją ponownie. Niestety niewiele pamiętałem z tego filmu, być może dlatego, że był wyrwany z całości. Choć wydaje się, że można oglądać dowolny z pięciu filmów nawet jeśli nie widziało się poprzednich, to w całości robią wrażenie. W ostatnich dniach odpaliłem w końcu pierwszą część. Tak się zaczęło…

Nikt nie jest bezpieczny. Absolutnie nikt i nie ma gdzie się ukryć. Tego boimy się najbardziej, że nie będzie żadnego schronienia.

Wirus wymyka się spod kontroli

Od początku wiadomo o co chodzi. Potężna korporacja przeprowadza tajne eksperymenty z bronią biologiczną. Ich wielkość będzie zauważalna w każdym z kolejnych filmów. Jednak ta wielkość doprowadziła do katastrofy. Stało się to, co nieuniknione, eksperyment wymknął się spod kontroli. Kapitalnie ukazany jest sposób rozprzestrzeniania się zarazy oraz próby jej powstrzymania. Widać też bezsilność ludzkich działań wobec tego typu zagrożenia.

Wiele scen jest przeznaczonych dla ludzi o mocnych nerwach. Muzyka, klimatyczne ujęcia i widz jest wciągnięty w sam środek akcji. Nie wiadomo kogo lub co spotka się za progiem. Kilkakrotnie zatrzymywałem oddech w czasie oglądania, gdy przeszukiwane były budynki, pomieszczenia czy jakiekolwiek miejsca. Napięcie zostało zbudowane po mistrzowsku.

Resident Evil

Scena niby taka zwyczajna. Dobrze zbudowane napięcie, muzyka i widz siedzi w napięciu oczekując najgorszego wyskakującego z wnętrza samolotu.

Co do obsady. Jak zwykle w moim wypadku nie kojarzę aktorów po nazwiskach, rolach w innych filmach itd. Jakoś nie mam do tego zupełnie głowy, a Elrond z produkcji Petera Jacksona będzie zawsze dla mnie najpierw agentem Smithem z Matrixa. Jedną jednak aktorkę po tej serii powinienem zapamiętać, a mianowicie Michelle Rodriguez. Za scenę z końcówki piątej części, gdy mówi You can’t kill me. Ta jej mina jest idealna do sytuacji. Po prostu extra.

Umbrella Corporation

Film służy przede wszystkim rozrywce. Jednak momentami zahacza o ważne problemy współczesnego świata. Jednym z nich jest istnienie potężnych międzynarodowych korporacji. Tego typu instytucje dysponują ogromnymi środkami, a przez to olbrzymią władzą. Google wie o nas wszystko, Unilever i Nestle są w każdym domu w setkach odmian, a dalsze przykłady można mnożyć. Któraś z tych organizacji może okazać się podobna do Umbrella Corporation i w taki czy inny sposób dążyć do celów godzących w ogólne cele ludzkości. Nawet w kilka lat po epidemii, gdy apokalipsa jest rzeczywistością, a planeta umiera, Umbrella nie przejmuje się losem ludzi. Badania, które dalej są prowadzone, służą nie tyle ratunkowi ludzkości, co przejęciu władzy, wykorzystaniu wirusa jako narzędzia władzy. Nie zdziwiłbym się, gdyby przed katastrofą była to jedna z tych korporacji oferujących najlepsze pakiety socjalne, prowadząca rozbudowaną politykę CSR.

Wszechwładza korporacji jest realnym zagrożeniem, bez względu na to jak się objawi. Zastanawiające jest czy jesteśmy w stanie coś zrobić z tym faktem. Czy jesteśmy w stanie powstrzymać działania, za którymi stoją ogromne pieniądze i żądza władzy.

Człowiek człowiekowi wilkiem…

Świat, w którym człowiek staje się gatunkiem zagrożonym wyginięciem nie powoduje zmiany ludzkiej natury. Mimo że łatwiej przetrwać w grupie niektórzy wolą działać wbrew zasadom współpracy. Zabawa ludzkim cierpieniem ma miejsce zarówno gdy życie toczy się spokojnie, jak i w czasie katastrofy. Nie chodzi tu nawet o Umbrellę i jej działania, a zwykłych, „szarych” ludzi. Seria pokazuje jak mocne mogą być więzy solidarności, ale też jak wielu jest gotowych wykorzystać trudną sytuację innych do własnych celów. Przerażające jest to, że nie jest to konieczność zdobycia żywności czy wola przetrwania. Raczej sadystyczna radość z krzywdzenia innych. Scena w której kilka osób bawi się spuszczając na przypadkowe osoby zombie psy i tylko czeka aż rozszarpią swoją ofiarę jest przerażająca.

… a zombie zombie zombie

Temat zombie od kilku lat jest modny i nośny. Trochę przypomina to fascynację wizją świata po wojnie nuklearnej. Czyżby to też była projekcja pewnych ogólnych leków ludzkości? Podobnie jak obawiamy się wojny atomowej, zaczyna w nas budzić obawy broń biologiczna. Wirusy, mutacje genetyczne czy inne działania, które uczynią z człowieka maszynę do zabijania. Nie straszne są włamania do komputera, bo nie dotykają one nas fizycznie. Natomiast wizja ludzi zmienionych pod wpływem środków medycznych czy innej manipulacji w zagrożenie zdrowia i życia jest o wiele bardziej przemawiająca do wyobraźni. Czasami strach pomyśleć co powstaje w tajnych wojskowych laboratoriach i jak będzie wyglądać wojna za kilka, kilkadziesiąt lat. Najgorsze jest to, że przy niej nawet wojny światowe mogą się nam wydać całkiem humanitarnym pojedynkiem.

Czasami po prostu fuck logic

Po tych pobocznych rozważaniach wracam jeszcze do filmu. Nie mogłem się powstrzymać i napisać o pewnym moim spostrzeżeniu dotyczącym filmu. Z góry zaznaczam, że ma on niewielki wpływ na to jak się film ogląda.

Początek serii jest całkiem dobrze uzasadniony naukowo. Obecność wirusa powoduje zmiany w organizmie człowieka i przekształcenie go w zombie. Aktywne są jedynie podstawowe instynkty konieczne do przetrwania, a przede wszystkim potrzeba zaspokojenia głodu. W kolejnych odcinkach logika zaczyna ustępować. W pewnym momencie dowiadujemy się, że jednak jedzenie nie jest potrzebne, a potwory mogą przeżyć bez niego nawet dekady. Skąd niby mają brać do tego energię? Skoro przemieszczają się przy pomocy mięśni, to muszą coś spalać. Może i nie potrzebują wiele, ale zawsze coś. Zombie powinno przestać móc się poruszać po kilku dniach, tygodniach lub chociaż miesiącach. Racjonalnym uzasadnieniom wymykają się także kolejne mutacje, które są za to bardzo efektowne. Jednak posiadanie macek ni stąd ni z owąd jest przesadzone. Mutacje zazwyczaj są letalne. Jedynie byłoby to możliwe, gdyby wirus łączył fragmenty DNA różnych organizmów. Jednak taki proces byłby podobny do ewolucji i zachodziłby bardzo rozciągnięty w czasie.

Z drugiej strony sam proces zarażania się jest bardziej wiarygodny niż np. w World War Z (znanemu mi w chwili pisania tego tekstu  tylko z filmu). Od momentu dostania się wirusa do organizmu upływa trochę czasu. Ofiara najpierw sprawia wrażenie po prostu chorej. Stwarza to ryzyko przeniesienia zarazy na teren teoretycznie bezpieczny. Nigdy i nigdzie nie można być pewnym, że twój towarzysz nie zamieni się w wygłodniałego potwora.

Resident Evil Afterlife

Resident Evil Afterlife

 

Czy oglądać?

Głupie pytanie. Oczywiście, że tak. Seria Resident Evil to pięć kapitalnych filmów, które trzymają w napięciu i dostarczają świetnej rozrywki. Wcisnęło mnie w siedzenie i to dosłownie. Mimo faktu, że miejscami film przeczy prawom fizyki, to nie przeszkadza to w przyjemności oglądania. Nie jest to przecież film dokumentalny, a rozrywka. To twórcom filmu udało się znakomicie. Dlatego z niecierpliwością wyczekuję następnej części i liczę, że będzie równie dobra jak dotychczasowe.

Dodaj komentarz