Nadmiar informacji

Od 25 grudnia firmy informują nas bardziej. Nie wiemy o czym, nie czytamy tego, ale informują. Cieszycie się. To nie było pytanie, ale stwierdzenie faktu. Dlaczego informują? Bo kazali. Po co kazali? Szczerze mówiąc nie wiem. Żyjemy w świecie, gdzie zalewa nas powódź informacji. W tej ilości coraz trudniej je wartościować (ważnie, mniej ważne, nieważne, prawdziwe, wątpliwe, kłamstwa). Umysł ludzki jest przeładowany bodźcami i nie trawi już tego wszystkiego. Informacja o ciasteczkach? Dodatkowy śmieć na stronie, który trzeba zamknąć.

Kiedy ostatnio czytałeś/czytałaś regulamin? Umowę?

Dokument na kilkanaście, kilkadziesiąt stron drobnym maczkiem. Język zawiły, prawniczy, niestrawny. Pełno terminów fachowych, niezrozumiałych dla laików. Na samą myśl o przeczytaniu tylu stron bełkotu dostaje się bólu głowy. Umowy, regulaminy powinniśmy czytać, ale tego nie robimy. Powodem jest to, że się nie da! Po prostu przeczytanie regulaminów wszystkich usług wymagałoby od nas poświęcenia na to kilku tygodni w roku. Konto w banku, kredyt, umowa z operatorem sieci komórkowej, z dostawcą prądu, wody, kto to wszystko przeczyta? Doba ma 24 godziny, trzeba pracować, jeść, spać, zająć się mieszkaniem, prowadzić jakiekolwiek życie towarzyskie. Nie mamy czasu na odpoczynek i rozwijanie prywatnych zainteresowań, a co dopiero na czytanie tekstów, do których zrozumienia potrzeba by odpowiednich kursów (o ile nie studiów z zakresu prawa i ekonomii).

Informujmy wszystkich o wszystkim

Od czasu do czasu widuję w różnych miejscach komunikaty informacyjne. Od „Nieletnim i nietrzeźwym nie sprzedaje się alkoholu” po wyciągi z ustaw, które mieszczą się na tablicy formatu minimum A3 i zapisane są czcionką wielkości 6 lub mniej. Każdy produkt ma na sobie informację o składzie (czyli dużo różnych E, choć nie wiadomo co to tak naprawdę jest) i tylko nikt nie ostrzega, że najgorszym zagrożeniem konsumenta jest własna głupota.

Dbając o dobro kupujących proponuję więc rozszerzyć obowiązek informacji konsumenta o tym co kupuje, gdzie kupuje i jak kupuje. Pani w kasie powinna informować, że po zapłacie klient będzie miał mniej pieniędzy w portfelu lub na koncie. Wchodząc do centrum handlowego powinien przeczytać i podpisać regulamin BPH, zaznajomienie się z drogami ewakuacyjnymi, zaznajomienie się z listą punktów handlowych i usługowych, podmiotów gospodarczych, które je prowadzą. Koniecznie na każdej witrynie powinna być tablica informująca potencjalnych klientów o formie działalności gospodarczej, wpisie do KRS, ustaw z prawami konsumenta (najlepiej cały tekst, bez skrótów) oraz sposobach wejścia do środka obiektu (żeby nie pomylił drzwi z witryną). Kupując hot doga powinna być do niego dołączona broszura informacyjna o składzie produktu i skutkach fastfoodowej diety. Bez podpisu zaświadczającego o jej przeczytaniu sprzedawca nie powinien wydawać hot doga!

Dupochron?

Środowiska korporacyjne sprzyjają tworzeniu dupochronów. Wysłać maila o zerowej treści merytorycznej, ale że niby coś się dzieje, zwalić na kogoś innego, ostrzec, że to przekracza zakres obowiązków, że jest coś tam i coś tam. Przesuwanie terminów realizacji, bo nie dostało się odpowiedzi na ostatniego maila (nie jest istotne, że zawierał on życzenia świąteczne z zeszłego roku). Podobna sytuacja tworzy się przy informowaniu konsumenta o wszystkim. Państwowa biurokracja, ustawodawca czy jeszcze ktoś inny (lobby jakieś) zabezpiecza swoje cztery litery przed ew. pozwami ze strony klientów. Nie chodzi tak naprawdę o korzyść kupujących, bo kto realnie przeczyta, zanalizuje i zrozumie to wszystko, ale zysk sprzedającego. Przecież kupując zostaliśmy ostrzeżeni! Nie jest istotnym fakt, że był to artykuł 163, paragraf 17, podpunkt 5, myślnik 3 regulaminu. Był, więc kliencie masz obowiązek go znać. Nieznajomość prawa nie zwalnia nas od jego przestrzegania. Zmienia się ono co kwartał, spisane zajmuje kilkaset opasłych tomów, ale bezwzględnie należy je znać! Jak żyć w takim środowisku?

Finis coronat opus

Koniec końców jak wszystkie durne przepisy tak i ten nie służy niczemu konstruktywnemu. Zwiększy się za to ilość urzędników, którzy będą kontrolować czy wszystkie reguły gry są przestrzegane. Jakość życia przeciętnego człowieka znowu trochę się obniży. Za to nie zauważy on, że w wieczornych wiadomościach premier z uśmiechem na ustach powie, że ma gdzieś Polaków w Donbasie, a podatki od nowego roku będą wyższe. Mózg nie przyswoi nowych informacji. Jedynie, że tak ładnie się uśmiecha.

Dodaj komentarz