Muzeum techniki na co dzień, czyli kasa fiskalna XXI w.

W lipcu zeszłego roku przyszło mi kupować kasę fiskalną. Urządzenie to jest wymagane w handlu detalicznym dopiero, gdy roczny obrót przekracza 20 tysięcy złotych. Ponieważ działam w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, to ten przywilej mnie nie objął i urządzenie musiałem mieć od samego początku. Od tego czasu minęło kilka miesięcy, a ja jak głupi nie umiem się nadziwić, że ktoś coś takiego wypuszcza na rynek. Szalę zdziwienia przechyliła przedświąteczna reklama jakiegoś smartfonu, który w promocji w Auchan można było kupić za 199 zł. Kasa fiskalna kosztowała mnie 1450 zł. Za tyle można kupić bardzo dobry telefon. Czy więc kasa jest tyle warta? Zróbmy porównanie.

Bateria smarfonu wytrzymuje mniej więcej 16 godzin. Cały czas łączy się z siecią komórkową, ciągnie Internet na usługi w tle. Nawet jak telefon jest bezczynny, to mocno pracuje. Do tego co jakiś czas zasila ekran, który jasno świeci milionami kolorów. Facebook, muzyka, YouTube. Moja kasa fiskalna wytrzymuje około 6 godzin, chyba że ją wyłączać po każdym paragonie. Przy kasowaniu wydaje dźwięki i ekraniki monochromatyczne są podświetlone. Drukuje paragon dla klienta, kopie zapisuje na karcie pamięci. Tyle.

smartfon 1 : 0 kasa fiskalna

Wyświetlacz w telefonie to ekran w jakiejś tam rozdzielczości, z milionami kolorów itd. Kasa pokazuje dwie, trzy linijki tekstu jak w starych telefonach, np. w Nokii 3310, gdzie bateria starczała na kilka dni. Oczywiście w kasie nie ma potrzeby posiadania jakiegoś specjalnie wypasionego ekranu. Jednak nie przekłada się to choćby na możliwość dłuższej pracy na baterii.

smartfon 2 : 0 kasa fiskalna

Pamięć w mojej kasie jest. To już postęp, bo w wielu nie ma jej prawie w ogóle. Ja mam kartę pamięci 2 GB, na której zapisywana jest kopia każdego paragonu. Poza tym każda kasa, nawet tania ma jakąś pamięć, bo zlicza paragony do raportu dobowego i miesięcznego. Co ma smartfon? Przynajmniej 0,5 GB RAM’u, do tego jeszcze sporo pamięci na muzykę, zdjęcia, aplikacje itd. Nawet te tanie mają wbudowaną pamięć na system i możliwość rozbudowy. W kasie nie rozszerzysz, bo do tego trzeba by złamać plomby i pieczęcie.

smartfon 3 : 0 kasa fiskalna

Dodatkowe funkcjonalności. I tu jest pies pogrzebany. Bo tak naprawdę wszystko powyższe, to najwyżej niedogodność i w miarę prosto da się obejść. Można wyłączać kasę po każdym skasowaniu i bateria starczy do końca. Pamięć nie jest potrzebna w większej ilości. To co najbardziej denerwuje, to archaizm użycia. Kasa wymaga codziennego ręcznego zrobienia raportu dobowego ze sprzedaży. Codziennie drukuję więc ów raport, a kopia zapisuje się w pamięci. Nie mogę dokonać następnego dnia sprzedaży, jeżeli nie wykonam raportu! W dobie lotów w kosmos i telefonów o mocy potężnego komputera urządzenie typu kasa fiskalna nie potrafi zrobić raportu automatycznie. Jeśli sprzedawca przegapi rytuał i przez przypadek nabije nową sprzedaż (bo technicznie nie jest to problem), to staje się oszustem podatkowym. Notując sprzedaż w Excelu jestem w stanie zrobić w dowolnym momencie dowolny raport za dowolny okres jedynie pod warunkiem wprowadzania na bieżąco danych. Kasa tego nie ogarnia. Sprzęt za półtora tysiąca złotych nie potrafi zrobić automatycznie raportu za miniony dzień. Do tego durne prawo wymaga drukowania tych raportów i składowania przez pięć lat. Czysty idiotyzm, gdyż w razie kontroli mógłby wystarczyć zwykły eksport danych z pamięci. Ładnie zestawiony w pliku tekstowym. Celu codziennego drukowania raportu dobowego nie umiem znaleźć. W smartfonie można korzystać z dobrodziejstw całych pakietów biurowych…

smartfon 4 : 0 kasa fiskalna

Małe podsumowanie

Zapisuję sobie osobno każdą sprzedaż. Pomaga mi to kontrolować stan finansów w antykwariacie. Kasa mi w tym zupełnie nie jest w stanie pomóc. Jest tylko dodatkowym obciążeniem. Mam u siebie przedpotopowe i drogie urządzenie, które jest tu tylko dlatego, żeby Urząd Skarbowy mógł mnie kontrolować. Przedstawiciel firmy, która mi sprzedawała kasę tłumaczył co mogę i czego nie mogę. Generalnie niewiele, a kasa jest jak element opresji. Czułem się bowiem jak notoryczny przestępca, któremu dano ostatnią szansę i bransoletkę na ramię czy nogę, która nie pozwoli mu oddalić się nie kontrolowanym.

Nie wspomnę o tym, że ideałem dla urzędu byłby dokładny opis każdego produktu. Kasa daje na pole nazwa 18 znaków. Jak miałbym tak zawrzeć jednoznaczne określenie egzemplarza książki używanej z autorem, tytułem, wydawnictwem, rokiem wydania (albo ISBN), stanem i źródłem skupu? Urzędy są sprzeczne w interpretowaniu tego przepisu. Gdzieniegdzie można sprzedawać jabłka, gdzie indziej trzeba je dokładniej określić. Póki co nikt się do książki nie doczepił, może ze względu na fakt, że nie ma to wpływu na stawkę VAT.

Moja głupia natura nie lubi bezsensu w miejscach, gdzie sens jest wymagany. Kasa należy do tych urządzeń, które powinny być logiczne i ułatwiać współpracę na linii przedsiębiorca – urząd. Tymczasem jest toporem w rękach kontrolerów. Toporem kamiennym, bo do epoki bardziej zaawansowanych narzędzi jeszcze jej daleko. Takie mamy przyjazne państwo…

Dodaj komentarz