Specjalista vs. amator

Kim jest specjalista? Czy blogerzy mogą nimi być? Niniejszy tekst jest inspirowany krótką rozmową na Twitterze, która zaczęła się od pytania Artura Jabłońskiego, a zeszła na tor próby zdefiniowana terminy specjalistyczny.

Zaczęło się tak…

Osobiście nie przepadam za blogami lajfstajlowymi. Na ich plus można zaliczyć to, że często są bardzo profesjonalnie prowadzone pod kątem estetyki, języka i innych zewnętrznych elementów. Tak też odpowiedziałem. Do rozmowy włączyła się jeszcze jedna, która zmienił temat rozmowy na definicję specjalisty. Wcześniej była mowa o tematyce bloga: lajfstajlowy (o wszystkim) vs. specjalistyczny (poświęcony konkretnej tematyce). Niezauważalnie dyskusja przeszła na pytanie o autora i jego kompetencje. Nie mogę się jednak zgodzić z elementem definicji specjalisty podanej przez tę osobę, który wskazuje na konieczność istnienia klienta w określeniu tego czy ktoś jest specjalistą czy nie.

Oznaczałoby to, że specjalistą jest osoba, która pozyskuje najwięcej poklasku, odbiorców tu i teraz. To może być prawdziwe np. w sprzedaży lub marketingu, jednak zupełnie nie odnosi się moim zdaniem do definicji specjalisty. Gdyby bowiem tak było, należałoby Kopernika nazwać dyletantem, a Norwida grafomanem. Wolę bardziej precyzyjną definicję (za Słownikiem Języka Polskiego PWN):

«człowiek odznaczający się gruntowną znajomością jakiejś dziedziny»

Jest jasna, choć nie określa jak sprawdzać czy ktoś jest specjalistą. Ta weryfikacja będzie różna zależnie od dziedziny, np. z filologii klasycznej, marketingu czy hodowli kwiatów. Są dziedziny, które ściągną tłumy zainteresowanych, gapiów, są dziedziny mniej popularne. Jednak ich ilość ma niewielkie znaczenie dla określenia tego, czy ktoś jest specjalistą. Dzisiejsze czasu pokazują także, że niestety nie jest tym tytuł akademicki. W dobie komercjalizacji szkolnictwa część kierunków i uczelni bardzo mocno koncentruje się na osiąganiu zysków, nawet kosztem jakości.

Blogi lajfstajlowe

Wracając do początku dyskusji. Blogi, o których mowa, to najczęściej zbiór artykułów o tym jak wspaniały jest konkretny bloger, internetowy celebryta. Jeżeli trzeba (będzie miał zapłacone) to poleci ten, a nie inny supermarket, zamieści recenzję jakiegokolwiek produktu (lajfstajl pozwala zamieścić obok siebie recenzję ambitnego filmu, proszku do prania i średniej klasy telefonu). Czasami napisze coś od siebie, np. o tym jak fajnie było na którejś z branżowych imprez. Dlatego moim zdaniem zwykle nie są wiele warte. Trudno bowiem ocenić ich obiektywność, a fakt, że ktoś pisze o wszystkim nie ułatwia sprawy, aby ustalić na czym się naprawdę zna.

Z drugiej strony mamy blogi specjalistyczne lub „quasispecjalistyczne”. Sam fakt specjalizacji bloga, czyli zawężenia jego tematyki, nie wpływa automatycznie na jakość treści. Ktoś piszący tylko i wyłącznie na jeden temat, nie musi się na nim znać. Jednak w takim środowisku łatwiej znaleźć tych, których wiedza i umiejętności są wyższe od przeciętnych. Przykładowo w branży książkowej jest mnóstwo blogów. Na wielu z nich publikowane są opinie Czytelników i bardzo subiektywne oceny, nie koniecznie poparte solidną argumentacją. Jednak można wśród nich znaleźć takich, którzy są wartościowi z jednego lub kilku powodów: rzetelnie recenzują tekst dystansując się od subiektywnej oceny, z sukcesem promują czytelnictwo, teksty przez nich polecane są tymi „z górnej półki”. Nie ma znaczenia tutaj gust, można nie zgadzać się z opiniami, ale same recenzje wiele wnoszą do ogólnej wiedzy o literaturze.

Czy bloger to specjalista, quasispecjalista czy amator?

Określenie tego jest niezwykle trudne. Należałoby bowiem samemu być specjalistą w danej dziedzinie, aby w miarę obiektywnie ocenić poziom wiedzy, jakość tekstów drugiej osoby. Łatwą do wyróżnienia kategorią jest amator, czyli osoba która pisze bo chce, lubi, choć robi to amatorsko właśnie, bez większego merytorycznego zaplecza. Dalej są moim zdaniem dwie grupy quasispecjalistów – pozytywni i negatywni. Pozytywni to ci, którzy wykonali już jakąś część pracy i są w drodze do bycia specjalistami. Rozwijają swoją wiedzę i umiejętności, starają się wykonywać swoją pracę na blogu coraz bardziej profesjonalnie z punktu widzenia ich dziedziny. Nie oznacza to, że blog jest bardziej atrakcyjny wizualnie czy przekonywujący marketingowo, ale że teksty są coraz głębsze i bardziej merytoryczne. Jest też druga, negatywna, strona medalu. To ci, którzy mienią się specjalistami, choć nimi nie są. Problem w tym, że marketing w pewien sposób wymaga takich zachowań. Promocja to mówienie: „czytajcie mnie, bo mam najlepsze teksty, jestem specjalistą” itd. Jeżeli merytorycznie za tym nic nie stoi, to jest to taki negatywny quasispecjalista. Choć ja bym wolał określenie nadęty bufon.

Specjalistów jednak w blogosferze trudno znaleźć. Kto bowiem miałby oceniać jakość blogera? Ilość odwiedzających nie ma tu przecież znaczenia. Brakuje obiektywnych przesłanek, choć mogą być pewne poszlaki takie jak tytuł akademicki, udokumentowane sukcesy w danej dziedzinie itd. Bloger to nie koniecznie dziennikarz, którego główną miarą sukcesu jest dobrze napisany tekst. To może być także specjalista, który po prostu pisze teksty ze swojej dziedziny czasami przeplatając je innymi (taka już formuła bloga).

Wolę tych specjalizujących się

Odpowiadając na pierwotne pytanie odpowiem doprecyzowując. Wolę blogerów specjalizujących się w danej dziedzinie. W ten sposób dokonuję pierwszego filtru jakości. Staram się też krytycznie spojrzeć na ich teksty, czy są tylko peanami ku czci czy może wnoszą coś konstruktywnego. Jakość blogera weryfikuję z czasem, czytając kolejne teksty. Nie dotyczy to tylko tych publikowanych na blogu, ale również na portalach społecznościowych. Zapewne czytam zupełnie inne blogi niż np. Artur, inne uznaję za wartościowe. Wolę poczytać tekst o analizie którejś z książek Tolkiena niż wpis o skuteczności reklamy Media Expert. W drugim wypadki nie interesują mnie bowiem ani jej cele, ani wyniki. Jedyne co wiem to fakt, że jej nie lubię i nie przekonała mnie do zakupów w tej sieci. Natomiast kwestia wolnej woli w Śródziemiu jest już dla mnie bardziej interesująca i chętnie dowiem się co na ten temat miał do powiedzenia Tolkien i jak w tym temacie interpretują jego dzieła badacze literatury. Specjalizacja blogera powoduje, że wchodząc na jego stronę wiem, że w większości znajdę teksty z interesującej mnie dziedziny. W lajfstajlu zanim znajdę coś dla siebie, wcześniej umrę z nudów podczas lektury tekstu o niesamowitości polowań na karpia w Lidlu.

Czy czytam specjalistów? Być może, gdyż staram się, aby byli to ludzie znający się na rzeczy. Na pewno nie czytam ich wszystkich, na to zabrakłoby czasu. Czytanie blogów ma dać mi wiedzę albo sprawić przyjemność. Lajfstajl mi tego nie daje, blogi specjalizujące się w konkretnych tematach tak.

Post scriptum:

Na prośbę jednego z rozmówców usunąłem odniesienie do jego twittów oraz imię nazwisko.

One Response

Dodaj komentarz