Dlaczego genealogia

Niedawno zadano mi pytanie po co mi genealogia. Pytanie było bardzo, ale to bardzo trafne bo… nie wiedziałem! Nigdy się nie zastanawiałem poważnie nad tą kwestią. Po prostu poszukiwanie przodków sprawia mi ogromną frajdę.

Genealogiczna frajda

Dla genealogia amatora własnie frajda jest chyba najważniejszą motywacją. Odkrywaniu kolejnych przodków potrafi towarzyszyć prawdziwa euforia! Dla mnie ogromną satysfakcją jest także docieranie do kolejnych dokumentów. To jak odkrywanie tajemnic przeszłości. Najpierw poznajesz imię przodka, potem daty życia, a stopniowo jego samego – kim był, jego charakter itd.

Wszystkie działania genealoga amatora biorą się właśnie z tej frajdy. Uczy się, rozwija, bada itd ponieważ sprawia mu to przyjemność! Jest to wyzwanie, które daje ogromną satysfakcję, gdy uda się mu sprostać.

Świąteczny obiad staje się przyjemnością

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Amatorska genealogia jednak pozwala zmienić i ten aspekt. Po pierwsze rodzinne spotkania stają się dla genealoga interesujące. Nagle opowieści ciotki z jej dzieciństwa są dla nas arcyinteresujące, wspomnienia dziadka na wagę złota, a oglądanie starych albumów staje się rozkoszą. Osoby starsze odkrywają, że ktoś się znowu nimi interesuje, pyta, rozmawia. Pokolenie średnie, które słuchało tych samych historii już po sto razy nagle odkrywa jak wielu szczegółów dotychczas nie znali.

Ile razy zdarzyło się, że podczas rodzinnego obiadu rozmowa zeszła na tematy polityczne, co (delikatnie mówiąc) popsuło cały nastrój? Genealog może mieć ten niesamowity wpływ na ludzi, że polityka przy stole schodzi na daleki plan i jest poruszana bardziej w kontekście przodków (jakie poglądy miał praprapradziadek w XIX wieku) niż tego na kogo głosować w najbliższych wyborach i „jak można głosować na takiego idiotę jak …. (wpisać imię i nazwisko kandydata, z którym się nie zgadzam). Już dwa powyższe fakty: opowiadanie ciekawych historii z przeszłości (z nowymi szczegółami) oraz wyrzucenie z rozmów polityki może w cudowny sposób uzdrowić nie jedno rodzinne spotkanie.

Co więcej, po jakimś czasie można, a nawet warto prezentować rezultaty swoich badań. Przynosząc ładnie narysowane drzewo genealogiczne czy spisaną historię rodu, ładnie wydrukowaną w formie książeczki urozmaicamy spotkania. Ba! Istnieje ryzyko, że rodzina spotykająca się „od święta” zechce dobrowolnie częściej się widywać!

Poznawanie krewnych

Kolejny przyjemny aspekt to poznawanie nowych krewnych. Dalecy kuzyni, ciotki, wujowie itd. Ludzie, których życie jest bogatą księgą, lepszą niż niejedna powieść. To mogą być też kapitalni towarzysze w wakacyjnych podróżach, wypadach na piwo itd. Oczywiście zdarza się, że któryś z nowo odkrytych krewnych jest osobą uciążliwą, męczącą. Jest to ryzyko wpisane za każdym razem gdy spotykamy nieznaną wcześniej osobę. Jednak takich wypadków jest niewiele, a pozytywnych sytuacji jest o niebo więcej.

Istnieje jeszcze jedna korzyść. Często zdarza się, że wielu krewnych mieszka za granicą. Zdarza się, że zaproszą nas do siebie na kilka dni. Jak tu nie cieszyć się z zaproszenia np. na południowe wybrzeże Hiszpanii!

Zupełnie inna historia, zupełnie inne miejsca

W roku takim a takim zdarzyło się to i to. To było ważne, bo losy świata, kontynentu, kraju… Podręczniki do historii mogą być nudne (podobno, ja osobiście bardzo lubię tę dziedzinę nauki), a opisywane wydarzenia odległe. Zmieńmy jednak perspektywę.

Twój prapraprzodek brał udział w tych wydarzeniach. W czasie wojny, powstania coś robił. Kim był? Jak się zachowywał? Moja rodzina miała brać udział w jednym z narodowych powstań i została zmuszona do opuszczenia zamieszkiwanych terenów. Póki co nie wiem co to za powstanie (listopadowe czy styczniowe), to tylko (i aż) legenda rodzinna. Gdy jednak czytam o tamtych wydarzeniach próbuję w nich odkryć swoich przodków. Sięgając dalej w przeszłość, wśród moich przodków jest rodzina, która mogła należeć do pewnego średniowiecznego rodu. Mieli posiadać bagatela połowę miasta Gliwice (Gleiwitz) z wójtostwem i wsiami: Wójtowa Wieś (Richtersdorf), Ostropa (Ostroppa), Trynek (Trynek), Ligota Zabrska (Ellguth), Wielopole (Wielepole), Leboszowice (Leboschowitz), Smolnica (Smolnitz), Stare Gliwice (Alt Gleiwitz) i wsie: Knurów (Knurow), Bojków (Schoenwald), Żerniki (Zernik), Sobiszowice (Sobieschowitz), Gierałtowice (Gieraltowitz), Przyszowice (Preiswitz) i Krywałd (Kriewald) oraz majątki w okolicy Pyskowic (Peiskretscham), Raciborza (Ratibor) i Hlučina (Hulczyn, Hultschin) na południu.

Przenieśmy się w jeszcze inne miejsce. Jak wyglądała polska kultura w Galicji pod austriackim zaborem? Mniej więcej tak, że jak moi przodkowie Reichard von Reichardsperg przyjechali na te terenu to w jedno lub dwa pokolenia zupełnie się spolonizowali!

Poznawanie przodków niesie ryzyko poznawania zupełnie innego wymiaru historii kraju, historii powszechnej. Wymiaru, ciekawego, pełnego historii konkretnych ludzi. Zwiedzając takie czy inne miasto można dostrzec oczami wyobraźni swoich przodków, gdy tam mieszkali, pracowali, śmiali się i płakali. Sam odkryłem wiele ciekawych miejsc, które pozostają nieznane dla większości turystów, pozostają poza głównymi szlakami, a są cudownie urzekające. Byłem tak tyko dlatego, że moi przodkowie kiedyś tam byli, mieszkali lub pracowali.

Tożsamość

Chyba coraz rzadziej pytamy się sami siebie kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Interesuje nas nasze tu i teraz. Jednak to „tu i teraz” gdzieś ma korzenie, skądś się bierze. Nie musimy być naszymi przodkami, możemy dokonywać zupełnie innych wyborów niż oni. Ten temat celowo zostawiłem na koniec, bo jest on bardzo trudny w wielu rodzinach. Na Śląsku toczy się dyskusja o to kim są rodowici mieszkańcy. Jeszcze przed II Wojną Światową podział był prosty na Polaków lub Niemców. Dzisiaj sprawa nie jest już taka jasna. Ciekawostką jednak jest sytuacja gdy ktoś odkrywa, że jest Niemcem, bo przed wojną rodzina nazywała się Schmidt. Cóż, często wystarczy pokopać dalej, aby odkryć, że to tylko zgermanizowane nazwisko z czasów XIX wieku, bo tak wymyślił pruski urzędnik.

Im bardziej poznamy historię przodków, tym nasza tożsamość stanie się bogatsza. Mało kto jest z dziada pradziada i w każdej linii stuprocentowym autochtonem. Najczęściej ludzie wędrowali, przemieszczali się, ludność się ze sobą mieszała. Tereny obecnej i dawnej Polski to obszary nieustannego ruchu ludności. Niezwykła była pod tym względem I Rzeczypospolita, w której do znalazło tak wiele narodowości i wyznań. Tożsamość budujemy właśnie w oparciu o naszych przodków, powielając ich zalety i ucząc się na ich błędach. Łatwiej nabrać dystansu zarówno do fanatyków jednej rasy, jednej nadnacji, jak i tych, którzy chcieliby jednej szarej masy wszystkich ludzi. Tożsamość to ogromne bogactwo, skarbiec, który pomaga zrozumieć nam samych siebie.

Każdy znajdzie coś dla siebie

Motywacji do podjęcia się amatorskiej genealogii jest chyba tyle ile ludzi, którzy to robią. Jest to na tyle bogata dziedzina, że moim zdaniem każdy znajdzie coś dla siebie. Motywacje, o których piszę, to tylko luźne przemyślenia. Dobrałem je bardzo subiektywnie, wyrażają one to co mnie napędza w poszukiwaniach przodków. Chętnie usłyszę, co was napędza w badaniach rodzinnej przeszłości!

Dodaj komentarz