Archive | Edukacja

J. R. R. Tolkien

Tags: ,

O przyjemności z uczenia się jezyków obcych płynącej.

Posted on 27 grudnia 2011 by admin

J. R. R. Tolkien "Der Hobbit" mit Illustrationen von Alan Lee

J. R. R. Tolkien "Der Hobbit" mit Illustrationen von Alan Lee

Musiałem tak zacząć ten wpis, bo gdybym napisał, że dzisiaj przeczytałem ostatnich kilka stron książki Der Hobbit, za samo „der” przed swojskim słowem „Hobbit” niektórzy są gotowi mnie kamienować. Język niemiecki z pewnością nie jest tym, który najbardziej kochamy. Jednak tego lub innego musimy się nauczyć. Niejednemu nauka języków obcych kojarzy się z wielkim bólem, wręcz mękami przechodzenia przez kolejne stosy reguł i słówek. Moim skromnym zdaniem jest to chyba najgorsza metoda. Sam pamiętam jak na sprawdziany na kursie angielskiego wymagane były od nas słówka z całego rozdziału podręcznika, włącznie ze słówkami z poleceń. Moje listy miały kilka stron A4 i było dla mnie niemożliwością nauczyć się ich wszystkich. Do dzisiaj mam zresztą ogromne problemy z nauką słówek, czy wykuciem reguł gramatycznych. Są jednak na to sposoby i jednym z nich był właśnie Der Hobbit.

Chodzi mianowicie o połączenie przyjemnego (czytania przyjemnej książki) z pożytecznym (nauką języka) przy użyciu małego tricku (książka jest prosta i dobrze mi znana). Najważniejszy jest tak naprawdę ten trick. Jeżeli znam dobrze treść książki po polsku (nie ważne czy w oryginale czy w tłumaczeniu) to zrozumienie treści w języku obcym jest o niebo prostsze. Wielu słów, znaczenia zdań, przebiegu akcji można się po prostu domyślić. Im lepiej znamy książkę, tym łatwiej domyślamy się rzeczy, których nie rozumiemy. Czasem można zgadywać, i to całkiem trafnie, znaczenia słówek, z którymi spotykamy się po raz pierwszy w życiu. Dla mnie taką okazją do nauki jest właśnie Hobbit. Książkę czytałem już kilkanaście razy po polsku, parę razy w angielskim oryginale. Gdy więc wziąłem do ręki niemieckie tłumaczenie nie miałem żadnych problemów z nadążeniem za akcją. Wiele słów i zwrotów, które gdyby były pozbawione kontekstu, stały by się zupełnie niezrozumiałe, mogłem odgadnąć dzięki znajomości polskiego tłumaczenia. Do tego książka sama w sobie jest kapitalna. Dzięki skondensowaniu pozytywnych uwarunkowań nawet język niemiecki nie odrzucał tak bardzo, jak potrafi. Takie czytanie rozwija znajomość języka, przynajmniej bierną, ułatwia naukę. Polecam gorąco! Dla zainteresowanych fragmencik z Der Hobbit:

In einer Höhle in der Erde, da lebte ein Hobbit. Nicht in einem schmutzigen, nassen Loch, in das die Enden von irgendwelchen Würmern herabbaumelten und das nach Schlamm und Moder roch. Auch nicht etwa in einer trockenen Kieshöhle, die so kahl war, daß man sich nicht einmal niedersetzen oder gemütlich frühstücken konnte. Es war eine Hobbithöhle, und das bedeutet Behaglichkeit. Diese Höhle hatte eine kreisrunde Tür wie ein Bullauge. Sie war grün gestrichen, und in der Mitte saß ein glänzend gelber Messingknopf. Die Tür führte zu einer röhrenförmig langen Halle, zu einer Art Tunnel, einem Tunnel mit getäfelten Wänden. Der Boden war mit Fliesen und Teppichen ausgelegt, es gab Stühle da von feinster Politur und an den Wänden Haken in Massen für Hüte und Mäntel, denn der Hobbit hatte Besucher sehr gern. Der Tunnel wand und wand sich, führte aber nicht tief ins Innere des Berges hinein, den alle Leute viele Meilen weit rund im Lande schlechthin „den Berg” nannten. Zahlreiche kleine, runde Türen öffneten sich zu diesem Tunnel, zunächst auf der einen Seite und dann auch auf der anderen. Treppen zu steigen brauchte der Hobbit nicht : Schlafräume, Badezimmer, Keller, Speisekammern (eine Masse von Speisekammern), Kleiderschränke (ganze Räume standen ausschließlich für die Unterbringung seiner Garderobe zur Verfügung), Küchen, Eßzimmer – alles lag an demselben langen Korridor. Die besten Zimmer lagen übrigens auf der linken Seite (wenn man hereinkommt), denn ausschließlich diese hatten Fenster, tiefgesetzte, runde Fenster, die hinaus auf den Garten blickten und über die Wiesen, die sich gemächlich hinab bis zum Fluß neigten.

Comments (0)

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Tags: , ,

Nauczyciel czy urzędnik?

Posted on 29 września 2010 by admin

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Kim będzie nauczyciel XXI w.?

Trochę mnie dzisiejszy dzień rozczarował. Miałem na dziś zaplanowane pierwsze spotkanie Uczniowskiego Klubu Fantasy. Długo się zbierałem, żeby to zrobić. Niestety permanentnie czasu na to brakuje. Mimo że czasu więcej nie mam, postarałem się go przeorganizować i stworzyć taki klub. Ma za zadanie popularyzować wśród młodzieży czytanie książek. Szczególnie książek fantasy, bo są one w większości wolne od skojarzeń ze szkolnymi lekturami.

Niestety z moich planów nie wyszło nic. Na ten sam dzień, tą samą godzinę została zarządzona szkolna konferencja i spotkanie trzeba było odwołać. Konferencja była konieczna, gdyż wiele przepisów oświatowych się zmieniło. Nie będę pisał o szczegółach tych zmian, bo szczerze mówiąc sam się w tym gubię. Jest tego cała masa, a kierunek w jakim idą zmiany to przekształcenie nauczyciela w urzędnika-biurokratę. Kolejne dokumenty, które mają poświadczyć, że program jest realizowany. Coraz dokładniej należy rozliczać się z każdej czynności. Brakuje jeszcze chyba tylko ewidencji wyjść nauczycieli do toalety w czasie przerwy. To wszystko powoduje, że nauczyciel zamiast uczyć, zajmuje się produkcją dokumentów. Dzięki „genialnym” pomysłom pani minister Hall nauczyciele zostawili na boku innowacyjność, kreatywność i zajęli się wypełnianiem obowiązkowych godzin dodatkowych i związanych z nimi papierkami. To co było realizowane z pasji i zamiłowania, staje się nudnym obowiązkiem.

To wszystko szkodzi szkolnictwu, szkodzi edukacji. Nauczyciel zamiast dbać o ucznia, bardziej przejmuje się tym, czy wypełnił wszystkie dokumenty. Uczeń spotyka się z coraz bardziej znudzonym swoim zawodem nauczycielem, dodatkowo nerwowym, bo kolejne papierki go dobijają. Uczeń jest jednocześnie coraz bardziej traktowany jak pół-debil, który na poziomie liceum jest w stanie przeczytać 13 książek (4-5 na rok). Ja czytałem tyle w dwa miesiące… Brawa dla pani Krall. Będziemy mieli za jakiś czas prawdziwe BMW z każdego ucznia: Bierny, Mierny, ale Wierny. Obywatel idealny, jak w socjalizmie, kiedy panował taki ideał, aby nawet myśląc samodzielnie zawsze wybierał socjalizm. Obywatel idealny, bezkrytycznie poddany dyktaturze polityków i telewizji, choć święcie przekonany o własnym wykształceniu i zdolności krytycznego myślenia.

Tyle o konferencji. Spotkanie klubu było odwołane. Mimo wszystko mam nadzieję, że przynajmniej w tym względzie pani Krall nie zaszkodzi już bardziej i spotkanie jednak odbędzie się, choć kilka dni później. Może świat fantazji pozwoli nabrać choć garstce dystansu do politycznych zawirowań wokół szkoły i tchnie prawdziwie samodzielne myślenie i zdolność oceniania.

P.S. No i zaczęło się wspominanie p. Giertycha. Okazuje się, że za jego czasów to nie było tak źle, że miał dobre pomysły na szkołę. Jednego jednak nie miał – wpływu na media, które zrobiły z niego oszołoma…

Comments (1)

I Zespół Ogólnokształcących Szkół Społecznych w Katowicach

Tags: , ,

Koniec roku szkolnego

Posted on 26 czerwca 2010 by admin

I Zespół Ogólnokształcących Szkół Społecznych w Katowicach

I Zespół Ogólnokształcących Szkół Społecznych w Katowicach - tu naprawdę nalewali oleju do głów.

Mija powoli pierwszy dzień tegorocznych wakacji. Rok szkolny szczęśliwie (dla większości) się zakończył. Uczniowie uradowani wybiegli ze szkół i pognali… tam gdzie już i tak bywali od tygodnia, dwóch. Wszak ostatnie dni w szkole zdają się być jakąś komedią i parodią edukacji, kiedy po szkole snują się znudzeni i jeszcze bardziej niechętni do nauki uczniowie, a nauczycielom nie uczenie, lecz podliczanie ocen, obecności i wypełniania stosów innych papierków w głowie siedzi. Co więc zrobić z tak wspaniale rozpoczętymi wakacjami?

Na pewno nie warto się nudzić. Uczniowie mogą znaleźć mnóstwo sposobów na nudę. Nauczycielom warto by jednak zadać zadanie domowe. Nie dlatego, że źle wykonują swój zawód. Robią to nieraz z wielkim poświęceniem, nakładem pracy i zaangażowania. Jednak system edukacji w Polsce kuleje coraz bardziej dostosowując się do unijnych wzorców. Trzeba przemyśleć swoje działania i odpowiedzieć na pytanie po co i jak uczymy dzieci. O ile „po co” jest dość oczywiste, to pytanie „jak” niestety już nie. Najczęściej „jak” wiąże się z przestrzeganiem minimum, programu, itp. Czy jednak nie warto się zastanowić, aby zamiast realizować coraz gorszy program, coś zmienić. Może wzorem Pana Kleksa otworzyć uczniom głowy i nalać do nich oleju? Nie mam gotowej odpowiedzi na to pytanie. Póki co je stawiam, aby przemyśleć problem. Nie możemy jednak siedzieć bezczynnie. Ktoś musi wziąć odpowiedzialność za tych młodych ludzi. Rodzice się jej pozbyli, media (telewizja i internet) najczęściej niszczą ich psychikę i charakter. Może przynajmniej ci, którzy dotychczas tylko pomagali w wychowaniu (nauczyciele, księża) zaczną działać tak, aby wyrównać te braki? Nie uda się wszystkiego zrobić, ale chyba jeszcze nie jest tak beznadziejnie, aby nie dało się nic zrobić.

Comments (2)

Tags: , , ,

To gimnazjum or not to gimnazjum?

Posted on 13 maja 2010 by admin

Pogoda dzisiaj średnia. Szaro, pada co jakiś czas. Do tego trzeba iść do szkoły i to do gimnazjum. Uczniowie uczyć się, ja uczyć ich. Od przestąpienia progu szkoły miałem wrażenie, że jest strasznie głośno, jakby poddani procesowi edukacji potrzebowali dziś w sposób szczególny coś wykrzyczeć. W takiej atmosferze przystąpiłem do niesienia kaganka oświaty między lud. Co z tego wyszło? Raczej niewiele. Może jestem słabym nauczycielem? Jeżeli tak, to nie tylko ja, ale większość jest słaba albo bardzo słaba. Uczniowie nie są źli, za to rozsadza ich energia, nie potrafią się skoncentrować na czymś dłużej niż kilka minut (może maksymalnie pięć). Na sugestie, aby byli spokojniejsi nie reagują, bo i po co. Co ja mogę im zrobić? Uwaga do dziennika ich generalnie nie wzrusza, a zachowanie, za które ja wyleciałbym ze szkoły, traktują jako normalne. Można więc denerwować się na nich, wyzywać od najgorszych. Można, ale co to da? Poza tym czy jest to zasadne? Pojawia się pytanie, gdzie tkwi problem.

Ojciec dydaktyki, Jan Amos Komeński, podzielił czas edukacji na cztery sześcioletnie etapy. Do szóstego roku życia trwał etap przedszkolny, potem następował drugi etap, gdzie obowiązkowa była 6-klasowa szkoła elementarna dla wszystkich. Po tej szkole następował etap szkoły średniej, czyli łacińskiej. Ta była przeznaczona dla chłopców zdolniejszych (Komeński żył w XVII wieku, stąd tylko chłopcy). Ostatni etap kształcenia stanowiły studia uniwersyteckie. Tu bym widział pierwszy problem edukacji gimnazjalnej. Uczniowie są w tej szkole po prostu za krótko. Niejeden nauczyciel zauważa, że zanim zdąży się uczniów poznać, zanim uda się nawiązać z nimi współpracę, oni idą do nowej szkoły. Pierwszy rok to wzajemne poznanie się, drugi to docieranie się, początki kiełkowania czegoś. Dopiero w trzecim dochodzi do większej współpracy, z której mogą powstać większe owoce. Owoce, których jednak nie widać, gdyż uczniów już w szkole nie ma.`

Drugim problemem jest fakt, który określa się powiedzeniem, że „gimnazjum to wylęgarnia bandytów”. Może i ostre, ale coś w tym jest. Nie ma pomysłu co zrobić z uczniem, który się nie uczy, olewa system szkolny, stanowi zły przykład dla innych wręcz demoralizując kolegów i koleżanki. Wałęsają się między pozostałymi i często sprowadzają innych na złą drogę. Do tego rozbijają tok prowadzonych lekcji, przeszkadzają pozostałym i, delikatnie to ujmując, wyprowadzają nauczycieli z równowagi. Gdyby jakoś tych uczniów wyizolować? Osobne klasy dla nich? A najgorszy „element” usuwać ze szkoły. Dla nich oczywiście należałoby stworzyć jakiś system edukacji, przystosowującej do zawodu, ale w szkole o wojskowym drylu.

Rozwiązaniem idealnym (moim zdaniem) byłaby likwidacja gimnazjów i powrót do modelu 8+4. Wtedy dzieci w podstawówce dłużej są pod kontrolą rodziców i nauczycieli. Nie zmieniają szkoły w najgłupszym wieku. Gdy będą zmieniać szkołę, będą już trochę starsze, będą też trafiać do grona dojrzalszych osób, które będą miały na nich lepszy wpływ. Przynajmniej można wyrazić taką nadzieję. Faktem natomiast jest, że młodzież ma coraz więcej problemów, ale to już inny temat…

Comments (12)

Tags: ,

Uczyć czy nie uczyć?

Posted on 05 maja 2010 by admin

Celem wszystkich szkół jest (…) nie tylko rozwijanie umysłów za pomocą nauki i umiejętności, lecz przede wszystkim uszlachetnienie serc i dusz.

Stanisław Konarski, Mowa o kształtowaniu człowieka uczciwego i dobrego obywatela

Słuchałem dzisiaj w radio interesującej audycji nt. edukacji w Polsce. Osoba zaproszona do studio (niestety nie pomnę nazwiska) stwierdziła, że poziom wykształcenia polskiej młodzieży jest co roku 10% niższy. Fakt, który jest powszechnie znany, szczególnie wśród nauczycieli. Uczniowie uczą się coraz słabiej, coraz trudniej kojarzą fakty, itd.

Osobiście zauważam też takie problemy (na podstawie własnych obserwacji, rozmów z nauczycielami) jak brak zainteresowania czymkolwiek (np. hobby), który staje się coraz bardziej powszechny, poziom wymagań zdecydowanie poniżej poziomu teoretycznych możliwości (tzn. „ja w ich wieku uczyłem się tego dużo wcześniej”) oraz „bigos edukacyjny” polegający na zarzucaniu ucznia treściami bez ich usystematyzowania.

Gdzie indziej natomiast usłyszałem o tym, że nie warto się uczyć. W szkole uczą złego systemu i należy go, mówiąc kolokwialnie, olać. W zamian proponuje się de facto i tak pewien system nauki, tyle że moim zdaniem dużo słabszy, nie profesjonalny, nie wszechstronny. Bo pytanie po co biologia, chemia, fizyka, geografia, polski, itp. z sugerowaną odpowiedzią, że po nic, jest moim zdaniem błędne. Umysł, żeby się rozwijać potrzebuje wszechstronnych bodźców. Potrzebuje nauczyć się myślenia, kojarzenia faktów, analizy, itp. To jest kształtowanie umiejętności, narzędzi do pracy. Oczywiście mylne jest podejście typu „pójdę na do gastronomika i będę kucharzem”. Nie koniecznie będzie kucharzem, to jest jedynie narzędzie. Podobnie ze studiami. To wszystko są narzędzia, które należy wykorzystywać. Tu więc tkwi problem systemu. System edukacji ma dawać narzędzia i uczyć po co są te narzędzia. Tego nie robi. Niestety też daje coraz słabsze narzędzia. Kiedyś uczyło się, żeby umieć myśleć, mieć wiedzę, dziś żeby zdać egzamin uczy się pod klucz. „Za moich czasów” materiału było więcej, ale był sensownie poukładany i jak się zdobywało kolejne klocki to dopiero uczyło się, jak się one ze sobą łączą, jak je wykorzystać. Dzisiaj chcą łączyć klocki nie mając klocków.

Szkole także brakuje idei. Po co się uczyć? Dla egzaminu gimnazjalnego? Dla matury? To nie są prawdziwe cele! Szkoła (nauczyciele?) często za mało pokazują, że to co dziś się zdobywa ma służyć czemuś więcej. Egzamin trzeba się nauczyć pisać pod klucz, więc większość czasu i energii kładzie się na to, żeby uczeń potrafił trafiać w klucz. Trochę to ograniczające, nieprawdaż? Konarski natomiast wskazuje na coś więcej, na to mianowicie, aby szkoła uszlachetniała serca i dusze. A tego brakuje, brakuje w szkole ducha. Przed wojną zdaje się, że tym duchem był patriotyzm. Niestety dziś go brakuje.

Jest źle w polskiej szkole. Czy będzie lepiej?

Comments (1)

Tags: , , ,

"Ja poprostu pootwieram wam głowy…"

Posted on 09 października 2008 by admin

„… i naleję do nich oleju”. Na tym chyba powinna polegać edukacja w szkole. Tymczasem jest źle albo gorzej. I nie dlatego, że uczniowie są źli, głupi, czy jeszcze jacyś inni. Nie, oni są w porządku. To często myślenie (albo bezmyślność) systemu do tego prowadzi. Zamiast uczyć młodych czytać tekst ze zrozumieniem, prowadzenia logicznego rozumowania, dawania mu narzędzi i korzystania z nich, uczy się gotowców. Oczywiście, że to szybsze. Bo uczeń od razu poda poprawną odpowiedź na sprawdzianie, zgodną z odgórnym kluczem. Wygodniejsze, bo zrealizowano minimum programowe. Ale czy nauczyło go pasji? Czy nauczyło myślenia, szukania? Czy wychodząc ze szkoły jest w młodym człowieku coś więcej niż niechęć lub nienawiść do czytania, nauki, używania mózgu? Nie znam cudownej receptury, która by uzdrowiła system edukacji w Polsce, czy gdziekolwiek indziej. Jak na razie trend, który idzie z Unii jest tylko niszczącym ucznia pogłębieniem problemu. Bo uczeń ma się uczyć myśleć. A Unia zakłada, że już umie. Zakłada, że niepotrzebny jest Mistrz, który go poprowadzi, że sam już od wieku 6 czy 5 lat wszystko sam wie najlepiej. Może dla przypomnienia starszym, a młodszym jako ciekawostka fragment jednej z piękniejszych bajek:

Comments (3)

Tags: , ,

Historyczne mapy Polski

Posted on 17 września 2008 by admin

Znalazłem rewelacyjną stronę: Historyczne Mapy Polski. Strona jest ładnie zrobiona (choć troszeczkę denerwujący jest dźwięk zegara, ale da się przeżyć). Co najciekawsze, to animacja zmian granic na przestrzeni dziejów. Widzimy na mapie cały czas ten sam obszar, nie zmienia się skala. Można więc łatwo porównać, jak kształtowały się nasze granice na przestrzeni dziejów. Super, naprawdę.

Comments (1)

Tags: , ,

Nie chwal dnia…

Posted on 10 września 2008 by admin

Przysłowie mówi „nie chwal dnia przed zachodem Słońca”. Może więc nie powinienem pisać tego, co za chwilę nastąpi. Jednakże tak dużo osób pyta mnie o to, że nie sposób uniknąć od odpowiedzi. A pytanie to: „Uczysz w szkole?” i drugie, gdy dowiedzą się, że uczę w gimnazjum: „To chyba masz bardzo ciężko?”.

Otóż muszę powiedzieć, że nie jest źle. Wręcz przeciwnie, jest dobrze. Zarówno grono pedagogiczne jest znakomite, jak i uczniowie. A zwłaszcza uczniowie, bo z nimi mam więcej kontaktu. Nie chcę zapeszać, ale uczy mi się dobrze. Nie znaczy to, że mnie to nie męczy. Owszem męczy. Szczególnie siedzenie w dusznej klasie. Inna rzecz, że uczniowie czasami przeszkadzają i rozrabiają. Ale to leży chyba już w ich naturze. Jak będzie dalej? Nie wiem, bo skąd, ale jestem optymistą :)

A dla uczniów zacząłem przygotowywać stronę, pomoc do lekcji. Mam nadzieję, że im się przyda, a ja znajdę czas na jej rozwijanie. Adres strony to: lekcje.okop.eu

Dopisane 8 czerwca 2010 r.:
Ze względu na brak czasu stronę tą zlikwidowałem, a ewentualne materiały umieszczam na stronie parafialnej.

Comments (1)

Tags: ,

Kościół ma się zamknąć!

Posted on 21 sierpnia 2007 by admin

Kościół, a szczególnie biskupi powinni siedzieć cicho. A już na pewno niech nie mieszają się do polityki i nie wywierają nacisków na rząd. Obecnie w Polsce „żyjemy w państwie fundamentalizmu religijnego, gdzie zarówno większość instytucji życia publicznego, jak i władza państwowa są pod kontrolą Kościoła” – pisze Magdalena Środa. Dodaje: „Politycy są posłuszni, wylęknieni lub tchórzliwi, a wobec braku obrońców neutralności państwa Kościół coraz bardzie ekspansywnie zagarnia władzę and różnymi obszarami życia doczesnego – od bieżącej polityki, przez częstotliwości radiowe, aż po edukację”. Ma oczywiście rację, bo odwołuje się do sytuacji, którą sama wymyśliła. Sytuacji gdyby Giertych wprowadził do szkół „obowiązek modlenia się przed każdą lekcją, śpiewania „Pod twą obronę” na jej zakończenie i codzienny apel dla wszystkich uczniów na Anioł Pański”.

Oczywiście, żyjemy w państwie fundamentalizmu katolickiego, gdzie Kościół kontroluje wszystko albo prawie wszystko. Prawie, bo nie kontroluje jedynie Instytutu Filozofii UW, gdzie pani Środa pracuje i Gazety Wybiórczej, gdzie pisze. Oczywiście, gdy pani Środa ogląda telewizję jest już atakowana ze wszech stron przez Kościół, podobnie gdzie używa internetu, bo Kościół już dobrał się do łączy i wprowadził swoją cenzurę. Czasami uda się jej znaleźć zaciszne miejsce, gdzie porozmawia ze znajomymi bez obecności księdza, ale i to już coraz trudniej. Ostatnio Kościół założył jej podsłuch w domu i pracy.

Z drugiej strony pani Środa nie ma zamiaru narzekać na to, że środowiska gejowskie i im podobne są coraz bardziej nachalne, że paradują ze swoimi chorobami na ulicy i demoralizują ludzi. Nie przeszkadza jej to, że pornografia nie jest zupełnie zakazana, że dzieci mają dostęp do brutalnych filmów. Oni mogą, ich zdanie można narzucać innym, ale zdanie Kościoła nie, bo państwo jest neutralne religijnie. W praktyce zaś ta neutralność oznacza antykościelność, antyreligijność.

Religia na świadectwie. Co w tym obraźliwego? Z oceną? Dlaczego nie? Dlaczego dyskryminować kogoś, tylko dlatego, że jest katolikiem, przyznaje się do religii i chce by traktowano to poważnie? Jeśli ktoś nie chce religii, proszę jest etyka. Ocenę z etyki można też wliczyć do średniej. Wbrew temu co pisze pani Środa programy nauczania religii są znane, wystarczy użyć przeglądarki Google (przykład 1, przykład 2, przykład 3, przykład 4, przykład 5). Jasne są kryteria oceniania, nauczyciele są też oceniani. Kościół ma dodatkową, własną kontrolę katechizacji. Nauczyciele muszą spełniać konkretne kwalifikacje, takie jak wszyscy inni! Konieczne jest wykształcenie wyższe z teologii oraz pedagogizacja. Nie ma miejsca na „domorosłych” katechetów. To, że w praktyce różny jest poziom katechezy, jeszcze nic nie znaczy. Bo różny jest poziom angielskiego, polskiego, matematyki i innych przedmiotów. Jeśli chodzi o angielski, to powinni go usunąć ze szkół, bo większość uczniów po szkole nie mówi, nie rozumie po angielsku ani trochę, a maja za sobą kilka lat edukacji. Poziom niektórych, z którymi się zetknąłem jest żenujący. Jakoś nikt się nie kwapi, aby angielskiego nie wliczać do średniej, aby zlikwidować czy coś takiego. Przedmiot, jak przedmiot. Ilu też polskich uczniów nie rozumie tekstu, który czyta, a są po 12 latach edukacji? Może w ogóle pozamykać szkoły, bo nie dają efektów? Może wyrzucić wszystkich nauczycieli, bo z każdego przedmiotu znajdą się tacy, którzy nie nadają się do nauczania?

Pani Środa pyta się „Jak można oceniać wiarę?”. Tylko, że na religii nie ocenia się wiary. „Stopień z Anioła Pańskiego” można dać tak samo, jak z nauczenia się wiersza na pamięć. „Zadaniem szkoły jest nie tylko przekazywanie faktów, umiejętność ich syntezy i analizy, ale również umiejętność krytycznego myślenia i samodzielność intelektualna” (sic! tak stoi napisane: „Zadaniem szkoły jest [...] umiejętność krytycznego myślenia” :) Jak szkoła, instytucja, czy budynek ma krytycznie myśleć, nie wiem). Podobno krytyczne myślenie niszczy religię. Podobno Ojcowie i Doktorzy Kościoła są przeciwko rozumowi. O zgrozo! Wybitni retorzy, kształceni w najlepszych szkołach świata antycznego, polemiści na najwyższym poziomie, czyli używający rozumu, myślenia, przeciwko myśleniu? Oczywiście, byli przeciwko rządom samego rozumu, bo na pierwszym miejscu stawiali Boga. Jednak rozum jest darem bożym, którego nie odrzucają jako takiego. Nawet Pismo Święte uznaje, że rozumem można poznać Boga. Chodzi o to, aby rozum wspierał i był wspierany przez wiarę. Wiara nie neguje rozumu (fides quaerens intellectum et intellectum quaerens fidem).

Na koniec pani Środa zwraca uwagę, że religia w szkołach nie przekłada się na podniesienie moralności uczniów. Trudno się temu dziwić, jeśli środowiska pani Środy robią wszystko, aby tylko zdemoralizować młodzież. Kościół mówi jasno: nie dla przemocy, nie dla rozpusty, nie dla pornografii. Niestety, gdy tylko ktoś proponuje ograniczyć któreś z powyższych, zaraz podnoszą się głosy obrońców (pseudoobrońców, moim zdaniem) wolności człowieka.

Cóż dobrze, że jest pani Środa, obrończyni prawdziwego Kościoła, katolicyzmu, chrześcijaństwa. Gdyby nie ona już dawno pogrążylibyśmy się w fanatyzmie religijnym. Ona nam wszystko wytłumaczy, objaśni Pisma tak, że nawet Duch Święty nie będzie potrzebny. Dziękuję pani bardzo, że jest pani tak dobra dla Kościoła katolickiego w Polsce!

Tekst ten jest komentarzem po przeczytaniu artykułu Magdaleny Środy Stopień z Anioła Pańskiego, „Gazeta Wyborcza” (20 sierpnia 2007), s. 19.

Comments (0)

Tags: ,

Ocena z religii

Posted on 18 sierpnia 2007 by admin

Ostatnio ogień dyskusji wokół oceny z religii został podsycony. Nowy minister edukacji ogłosił, że nie chce, aby ocena z religii była wliczana do średniej. Od osób bardziej przychylnych religii słychać argumenty, że religia to przedmiot specjalny, wyjątkowy i nie należy sprowadzać jej do przedmiotu na ocenę. Środowiska zaś lewicowe najchętniej w ogóle by religię ze szkół usunęły, w przecież walczą z ciemnogrodem. Na jej miejsce pewnie szybko wprowadziłyby przedmiot o technikach seksualnych (zarówno hetero, jak i homo).  Cóż ręce opadają.

Na studiach, jeżeli student zechce uczęszczać na jakieś dziwne dodatkowe zajęcia, jak np. język koptyjski, to jakoś nie ma problemu, żeby wliczyć ocenę z niego do średniej. Nawet wtedy, gdy grupa na zajęciach liczy dwie osoby: student i wykładowca! Skoro więc ktoś uczęszcza na zajęcia z religii, należy uznać jego osiągnięcia.  Jeżeli wybierze etykę – podobnie, ocena z etyki powinna być wliczona do średniej. Jeżeli uczęszcza na religię w parafii protestanckiej, to tam powinni też wystawić ocenę, którą można by wliczyć do średniej.

Czy można wystawiać ocenę z przedmiotu tak ważnego jak religia? A dlaczego można z plastyki, wszak nie każdy umie ładnie rysować? Dlaczego można z muzyki, wszak nie każdy umie śpiewać? Dlaczego można z historii, przecież nie wszystkich interesują dawne dzieje. A jak można oceniać historię Polski, przecież jest przedmiot wyjątkowy o przeszłości naszej Ojczyzny. Wyjątkowy jest język polski, na którym można zgłębić dzieje myśli, poglądów, literatury. Tego nie da się ocenić, jak matematyki, to przedmiot wyjątkowy! A religia? Ciekawe, że na religii nie ocenia się religijności (choć niektórzy by tak chcieli i tak robią, ale jest to błąd), tylko wiedzę nt. religii, w tym wypadku katolickiej. Osoba nie wierząca może mieć celujący z religii. A to, czy ktoś zdobył wiedzę przepisaną programem, można ocenić obiektywnie. Jeśli tak, to czemu nie docenić trudu zdobycia tej wiedzy? Ocena, jak każdy element przymusu szkolnego, może być wykorzystana do zachęcenia lub zniechęcenia ucznia. Wykorzystanie zależy od nauczyciela. Aby jednak móc ją wykorzystać dobrze, potrzeba ją mieć jako coś realnego, a nie teorię pozbawioną przełożenia na rzeczywistość.

Comments (2)

Tags: ,

Kanon lektur

Posted on 12 lipca 2007 by admin

Ostatnio sporo było zamieszania wokół kanonu lektur. Moim zdaniem niepotrzebnie, ale nie chcę wdawać się w politykę. W nowym kanonie znalazły się dwie książki C. S. Lewisa i jedna J. R. R. Tolkiena. Pierwszego mamy Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa (klasy IV – VI) oraz Listy starego diabła do młodego (klasy pogimnazjalne), zaś Tolkiena Władcę Pierścieni (klasy IV – VI). To ostatnie budzi zgrozę. Towarzystwo Tolkien ma wyśmienite w tym spisie:

„Lucy Maud Montgomery – Ania z Zielonego Wzgórza; Zbigniew Nienacki – Pan Samochodzik i Templariusze; John Ronald Reuel Tolkien – Władca Pierścieni; Henryk Sienkiewicz – W pustyni i w puszczy; Alfred Szklarski – Tomek w krainie kangurów”

Nie mam nic do innych książek, ale czy nie jest to za poważna lektura jak na dzieci w tym wieku? Sam wtedy przeczytałem Tolkiena po raz pierwszy, ale to nie wynikało z przymusu szkolnego. Poza tym głębia tej książki była jeszcze dla mnie raczej niedostępna. Mimo wszystko to nie jest Hobbit, a ten by się tu bardziej nadawał.

Z drugiej strony cieszę się, że uczniowie będą mieli w ogóle kontakt z fantasy, która nie jest już gatunkiem nowym, jest popularna (choć nie wszystko co popularne jest wartościowe) i nieraz niesie ze sobą głęboką treść. Moim zdaniem w szkole za dużo jest pracy na zasadzie „co-autor-miał-na-myśli, czyli czego oczekuje polonistka”. To niszczy żywy kontakt z tekstem. Tymczasem można by więcej czytać samych tekstów, może kwestie ogólne wprowadzać jakby przy okazji. Główny akcent powinien być położony na to, aby uczeń zrozumiał wartość słowa pisanego, dać mu przyjemność lektury (wiem, że w warunkach przymusu szkolnego proponuję rzecz prawie niewykonalną!). Miałem przyjemność tak właśnie być uczonym przez, moim zdaniem, wielce wybitną polonistkę, taką z zamiłowania i powołania, panią Krystynę Koziołek. Lekcja języka polskiego może być lekcją twórczej rozmowy, dialogu między tekstem, nauczycielem a uczniem. Ten ostatni niekoniecznie musi się podporządkować dwóm pierwszym, wręcz przeciwnie ma prawo i obowiązek samodzielnego myślenia.

Wracając do fantasy, bo od tego wyszedłem. Kontakt z taką literaturą otwiera przed uczniem szerokie pole rozwijania zainteresowań. Może sięgnąć do korzeni i przodków fantasy – do mitów, literatury średniowiecznej, odwołać się do epoki romantyzmu. Może zainteresować się historią, a zwłaszcza średniowieczem. Może także językami. Fantasy nie tylko prowadzi nas w odległe światy, ale daje także inne spojrzenie na świat dzisiejszy, daje punkt odniesienia, nowe światło. Czasami wprost komentuje rzeczywistość obecną (por. książki Pilipiuka). Daje także trochę bardziej pozytywne patrzenie na świat, niż nihilistyczna literatura, która pod płaszczykiem nowoczesności, ekstrawagancji ukrywa swoją małość i banalność. Bo łatwo namalować czarny kwadrat na białym tle, nazwać to Sztuką i dorobić teoryjkę. Trudniej stworzyć wybitne dzieło, o głębokiej treści, które jest głosem autora, które daje siebie na materiał do refleksji, które coś mówi i żąda odpowiedzi. To nowoczesne jest jak krzyk, to starsze jak piękny hymn, choć czasem smutny, czy tragiczny. Krzyk nie niesie ze sobą wiele treści, to my ją sobie dorabiamy. Hymn coś do nas mówi, podaje problem, rozważa go i nim zapadnie końcowe Amen oczekuje, że włączymy się w ten hymn, że dopiszemy kolejny wers, że zadumamy się nad jego treścią. Postawię tezę, że fantasy może bardziej rozbudzić kreatywność uczniów, człowieka, niż niejedna z obecnie zalecanych lektur szkolnych.

Comments (1)

Tags: ,

III Studencka Konferencja Starożytnicza

Posted on 12 maja 2007 by admin

Zakonczyliśmy dziś III Studencką Konferencję Starożytniczą. Jestem pod wrażeniem. Miałem okazję coś pomóc przy tym, a nawet miałem tam referat. Bardzo mi się podobało i gratuluję Przemkowi, Adamowi, Rafałowi i wszystkim organizatorom. Kawał dobrej roboty! Kto nie był niech żałuje! Szkoda tylko, że trochę mało ludzi przyszło. Wydaje mi się (znów te misie ;) , że ludziom dziś coraz mniej się chce. Czy jednak z takim minimalizmem można zajść daleko?

Comments (2)

RELATED SITES