Archive | Wiara

Św. Patryk

Tags: ,

Na dzień św. Patryka

Posted on 17 marca 2012 by Ioannes Oculus

Św. Patryk

Św. Patryk

Dzisiaj obchodzimy dzień św. Patryka. To podobno jedna z najweselszych i z najchętniej obchodzonych świąt na całym świecie. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że wiąże się z dobrą zabawą, wypija się hektolitry piwa (najlepiej irlandzkiego Guinness’a), puby są pełne gości. Świętu często też towarzyszy koniczyna, choć mało kto z świętującego towarzystwa wie, co ona oznacza.

Imię Świętego Patryka nadane mu po jego urodzeniu brzmiało Maewyn Succat. On urodził się pod koniec czwartego stulecia, w 386 r. Należy zacząć od tego, że on nie był Irlandczykiem, jak wielu zapewne uważa. Urodził się w dzisiejszej Szkocji, w czasach, kiedy ona była obszarem zarządzanym przez pogańskich królów i wojowników. Choć wtedy nie byłą nazywana jeszcze Szkocją (ta nazwa odnosiła się wtedy do… Irlandii!). Jego rodzice byli Rzymianami, prawdopodobnie pracowali jako kupcy lub administratorzy Rzymskiej Kolonii. Pierwszy raz do Irlandii przybył jako niewolnik porwany z domu rodzinnego przez piratów i sprzedany na wyspie. Tam musiał pracować jako pastuch. To był czas jego religijnej przemiany. Gdy wiele lat później powrócił do Irlandii już jako Patryk, właśnie to głębokie religijne doświadczenie miało stać u fundamentów jego misji. Aby wytłumaczyć pogańskim mieszkańcom Zielonej Wyspy trudną doktrynę o Trójcy Świętej posłużył się prostym obrazem koniczyny, która ma trzy osobne liście, a nadal jest jedną koniczyną, a nie trzema. Jego zaangażowanie doprowadziło do ewangelizacji północnej, środkowej i zachodniej części wyspy. On to wprowadził inną od kontynentalnej  organizację kościelną opartą na klasztorach. Sam założył ich bardzo wiele, choć dzisiaj trudno dociec, które z nich zostały przez niego naprawdę założone. Zasłynął także cudami. Według legend przywracał wzrok ślepcom, ożywiał zmarłych i uwolnił Irlandię od plagi węży. Zmarł prawdopodobnie w 461 r. O jego życiu dowiadujemy się z jego własnych Wyznań i Listu do Korotyka.

Dzień św. Patryka powinien być więc nie tylko dniem zabawy przy piwie. Mógłby także i powinien być dniem radości z faktu, że poznaliśmy Jezusa. Surowość życia św. Patryka i jego naśladowców dobrze wpisuje się w czas Wielkiego Postu i przypomina, że radość płynie przede wszystkim z ducha oddanego Bogu, a nie z ziemskich przyjemności. Warto przynajmniej mieć jakąś podstawową świadomość o osobie, której dzień się obchodzi.

Krótka i przystępną historię św. Patryka przedstawia ten filmik:

Proponuję także zapoznanie się z Lorica, czyli Pancerzem Świętego Patryka. Zaczerpnąłem to z forum Oaza.

Jest to irlandzka modlitwa pochodząca z V wieku. Wymieniane elementy pobudzają wyobraźnię osoby modlącej się, aby zwiększyć jej świadomość dostrzegania Bożej mocy. Ufność pokładana we Wszechwładnym i pokorna prośba umożliwiają uświadomienie sobie własnego bezpieczeństwa, jeśli podąża się ścieżką Światłości. Zgodnie z maksymą Gdy Bóg z nami, któż przeciwko nam, Lorica stwarza możliwość poczucia Bożej opieki, która jak pancerz chroni przed złem i przyjęcia tej opieki w sposób dobrowolny, uzbrojenia się w miłość i siłę Światłości w sposób przywodzący na myśl zbrojenie się wojowników przed bitwą.

Powstaję dzisiaj
Poprzez potężną moc wezwania Imienia Trójcy,
Poprzez wiarę w Trzy Osoby,
Poprzez wyznanie Jedności
Stworzyciela stworzeń.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc Chrystusowego narodzenia i chrztu,
Poprzez moc Jego ukrzyżowania i Jego złożenia do grobu,
Poprzez moc Jego zmartwychwstania i wniebowstąpienia,
Poprzez moc Jego zstąpienia na ziemię
Na ostateczny sąd przeznaczenia.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc miłości cherubinów,
W posłuszeństwie aniołów,
W posłudze archaniołów,
W nadziei na zmartwychwstanie i spotkanie z nagrodą,
W modlitwach patriarchów,
W naukach apostołów,
W wierze wyznawców,
W niewinności dziewic,
W uczynkach prawych ludzi.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc Niebios;
Światło słońca,
Blask księżyca,
Splendor ognia,
Szybkość błyskawicy,
Śmigłość wiatru,
Głębinę morza,
Stabilność ziemi,
Twardość skały.

Powstaję dzisiaj
Poprzez Bożą moc wiodącą mnie;
Bożą moc podtrzymującą mnie,
Bożą mądrość prowadzącą mnie,
Boże oko patrzące przede mną,
Boże ucho słuchające mnie,
Boże słowo mówiące do mnie,
Bożą rękę strzegącą mnie,
Bożą drogę ścielącą się przede mną,
Bożą tarczę chroniącą mnie,
Boże zastępy aby obronić mnie
Przed zasadzkami diabła,
Przed pokusami występków,
Przed każdym, kto życzy mi źle
Z daleka czy z bliska,
Samotnie czy w tłumie.

Wzywam dziś wszystkie te moce pomiędzy mnie a zło,
przeciwko każdej okrutnej, bezlitosnej sile
zagrażającej memu ciału i duszy,
Przeciwko inkantacjom fałszywych proroków,
Przeciwko czarnym praktykom pogaństwa,
Przeciwko fałszywym prawom heretyków,
Przeciwko działąniom bałwochwalstwa,
Przeciwko zaklęciom czarownic, kowali i czarnoksiężników,
Przeciwko każdej wiedzy
która znieprawia ciało i duszę człowieka.

Chryste chroń mnie dziś
Od trucizny, od spalenia,
Od utopienia, od zranienia,
Dopóki nie nadejdzie ma nagroda w obfitości.

Chrystus ze mną, Chrystus przede mną,
Chrystus za mną,
Chrystus we mnie, Chrystus pode mną,
Chrystus nade mną,
Chrystus po prawicy, Chrystus po lewicy,
Chrystus gdy się kładę, Chrystus kiedy siadam,
Chrystus w sercu każdego, kto o mnie myśli,
Chrystus w ustach każdego, kto o mnie mówi,
Chrystus w oczach każdego, kto mnie widzi,
Chrystus w uszach każdego, kto mnie słyszy.

Powstaję dzisiaj
Poprzez potężną moc wezwania Imienia Trójcy,
Poprzez wiarę w Trzy Osoby,
Poprzez wyznanie Jedności
Stworzyciela stworzeń.
Zbawienie jest w Panu.
Zbawienie jest w Panu.
Zbawienie jest w Chrystusie.
Pozwól, o Panie, aby zbawienie było zawsze z nami.
Amen.

Comments (0)

Jakiś kościół w Anglii...**

Tags: , ,

Zły i niedobry churching…

Posted on 13 listopada 2011 by Ioannes Oculus

Jakiś kościół w Anglii...**

Jakiś kościół w Anglii...**

Od jakiegoś czasu, zwłaszcza gdy już nie ma o czym pisać, media donoszą o rozwijaniu się w naszym kraju zjawiska churching’u. Ten językowy potworek oznacza wyszukiwanie sobie najbardziej odpowiadającego kościoła na niedzielną mszę św., rekolekcje, czy też ślub. Zjawisko może niezbyt obecne na wsiach czy w małych miasteczkach, gdzie wyboru albo nie ma albo jest prawie żaden, dużo częstsze w dużych miastach, gdzie czasami w promieniu pięciu minut jazdy samochodem dostępnych jest kilka kościołów. Proboszczowie zazwyczaj pomstują na wszystkich, którzy stali się wiernymi niewiernymi swojej parafii*. Dla innych, np. kościołów prowadzonych przez zakony, a nie będących parafiami, to wyznacza w ogóle sens istnienia. Mimo, że temat jest w dużych mediach raczej tematem sezonu ogórkowego, warto się nad nim chwilę zastanowić. Czy owego „wiernego niewiernego” potępiać, bronić? Czy mamy prawo wyboru kościoła, do którego chodzimy czy powinniśmy twardo chodzić do swojego, parafialnego, nawet pod groźbą utraty wiary po spotkaniu z miejscowym księdzem?

Jak to często bywa, odpowiedź nie jest łatwa i prosta. Więź z parafią jest oczywiście ważna, to jest miejsce, gdzie wg prawa kanonicznego parafianie przyjmują sakramenty (chrzest, bierzmowanie, małżeństwo itp.) a więc w konsekwencji tam też powinni uczestniczyć we mszy św. W ten sposób lokalną społeczność zaczyna łączyć w lokalną wspólnotę chrześcijan nie tylko wspólne zamieszkanie, ale i wspólna modlitwa, zaangażowanie przy parafii.

Z drugiej strony należy zadbać o swoje zbawienie, drogę duchową itp. Bywają parafie, w których jest forowana taka a nie inna duchowość. Duchowość to coś w rodzaju drogi do Boga, tych dróg jest wiele. Nie każdy musi iść każdą z nich. Co wtedy? Dla osób związanych z konkretną duchowością na pewno lepiej będzie iść do takiego kościoła, gdzie pogłębią właśnie tę drogę do Boga. Z drugiej strony, inni mogą nie czuć się najlepiej w tej duchowości, którą proponuje im proboszcz czy wikarzy. Czy ma się męczyć niepotrzebnie, czy raczej znaleźć swoje miejsce tam, gdzie odnajdzie swoją drogę? Co zrobić w sytuacji, gdy miejscowi księża nie mają daru głoszenia kazań, odprawiania mszy, nie mówiąc już o sytuacjach gorszącego stylu życia? Czy wtedy można znaleźć miejsce, gdzie właśnie przykład duchownych, sposób podania przekazu ewangelicznego pociągną nas do Boga?

Z trzeciej strony pojawia się ryzyko lenistwa. Idzie się tam, gdzie szybciej, mniej się wymaga, a może po prostu jest lepsza rozrywka i nudny obowiązek staje się bardziej strawny. Wtedy wybór kościoła to nie wybór dobra duchowego, tylko pójście na łatwiznę, a nie o to chyba chodzi w wierze.

Trzy strony medalu, a jakie rozwiązanie? Może właśnie to, żeby głównym wyznacznikiem był mój wzrost duchowy? Jeżeli w mojej parafii wzrastam duchowo, chociaż ten wzrost może nieraz być trudny, to nie warto uciekać? Przecież, żeby iść pod górę, trzeba się zmęczyć i napracować. Jeżeli nie wzrastam, wtedy szukam miejsca, gdzie będę. Nigdy natomiast nie powinno to wynikać z lenistwa, bo wtedy nie o wzrost duchowy chodzi, tylko o to, żeby szybciej z tej góry się stoczyć…

* Sformułowanie zgapione z Rzepy: http://www.rp.pl/artykul/20,747382.html.

** Nie chcę umieszczać konkretnego kościoła w Polsce, żeby komuś nie przychodziły niepotrzebne czy fałszywe skojarzenia.

Comments (1)

heart_sky_4_

O Panie mój i Boże!

Posted on 07 listopada 2010 by Ioannes Oculus

Święty Boże!

Ty znasz Mnie Panie! Wiesz kiedy siedzę i wstaję! Ty, Boże wszechmogący.

Bóg jest Miłością, kocha każdego z nas i wie o nas wszystko. Przed Nim nie ma nic ukrytego. Ale nie bójmy się, On nie ma złych zamiarów. To Zły najpierw kusi nas do grzechu, a potem każe się ukrywać. Bóg natomiast ciągle mówi: „Przyjdź moje dziecko, moje kochane, nie bój się”. Przed Nim nikt z nas nie jest bez winy, ale też Jego miłosierdzie nie zna granic. Nie bójmy się więc Boga, przychodźmy do Niego tacy, jacy jesteśmy. Poranieni, słabi, różni od naszych wyobrażeń o samych sobie. On przebaczy grzechy, On pokaże drogę. Jest bowiem na świecie tylko jedna droga światła – Bóg, On sam jest drogą.

Zastanawiamy się często dokąd iść i przez własne gdybania gubimy drogę. A wystarczy zaufać, wystarczy przyjść do Niego. Nie bójmy się, niech ja sam się nie boję stawać przed Jego obliczem, obliczem pełnym miłosierdzia i łaski..

Comments (0)

Świętych można spotkać wszędzie

Tags: ,

Świętymi bądźcie!

Posted on 30 października 2010 by Ioannes Oculus

Świętych można spotkać wszędzie

Świętych można spotkać wszędzie

Arka Noego ma w swoim repertuarze piosenkę, w której refrenie są następujące słowa:

Taki duży taki mały może świętym być;
Taki gruby taki chudy może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być.

Czy możemy być rzeczywiście świętymi? Hmmm… patrząc na ten świat, przecież tylu ludzi… Stop! Święty to nie ten co patrzy na innych. Święty to ten co patrzy na Boga i czyni Jego wolę czy to się komuś podoba czy nie, bez względu na uznanie bądź odrzucenie świata. Bóg daje wolność od tego patrzenia na ludzi i zastanawiania się „co o mnie pomyślą”. Tylko wtedy w wolności można iść służyć człowiekowi, gdy Bóg jest najważniejszy. Nie straszne są wówczas drwiny czy wyzwiska.

Bez względu na to kim jesteś, jaki jesteś, jesteś powołany do świętość. Nie ma osoby, która by tego powołania nie miała. Dlatego rozwijajmy je. Nie czekajmy aż samo się stanie. Zostań świętym już dziś! Jak? Najpierw zapomnij o swoim pomyśle na świętość. Tak, dokładnie. Zapomnij o tym jak sobie wyobrażasz świętego. Potem weź i pomóż sąsiadce wnieść zakupy na czwarte piętro, wieczorem się za nią pomódl. Przyjdź do kościoła spotkać się z Bogiem w Eucharystii, a potem spotkaj się z przyjaciółmi. Wszędzie niech twoja obecność niesie radość i zgodę. Gdy widzisz, że wokół ciebie coś idzie nie tak – módl się. Ucz się dostrzegać przede wszystkim dobro wokół siebie i w drugim człowieku. Dziękuj Bogu za nie. Nie pytaj się czy to jest możliwe, abym był świętym. Po prostu żyj w każdej chwili tak, jakbyś nim był.

Comments (0)

Pan Bóg?

Tags: ,

Moja złota rybka – Pan Bóg

Posted on 10 października 2010 by Ioannes Oculus

Pan Bóg?

Pan Bóg?


Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła. (Łk 17,11-19)

Kim jest dla mnie Pan Bóg?

Szatan zrobi wszystko, spełni każdą naszą zachciankę, byle tylko nas zniewolić, aby zniszczyć nasze dusze. Bóg przeciwnie, chce naszego szczęścia. Dlatego nieraz nie może spełnić naszych zachcianek, bo są one samolubne, pyszne, szkodliwe dla innych i nas samych, a w ten sposób prowadzą nas do potępienia. Czasami wtedy obrażamy się, że Bóg nie dał nam tego, co sobie zażyczyliśmy. Potrafimy długo prosić i modlić się, aby nasze szkodliwe pragnienia zostały spełnione. Czasami jednak modlimy się o to, co dobre. Tylko wtedy po godzinach modlitw nasze „dziękuje” trwa raptem pół sekundy. Gdy nie dostaniemy – obrażeni, gdy dostaniemy – jakby nam się to należało. Kim jest dla mnie Bóg? Złotą rybką spełniającą setki życzeń, maszynką do spełniania zachcianek, czy może Kimś kto chce dać wieczne szczęści, Stwórcą moim, któremu powinienem się paradoksalnie poddać całkowicie, aby być na wieki wolnym i szczęśliwym? Kim On jest dla mnie?

Comments (1)

Tags:

Nie zabijaj Boga!

Posted on 03 lipca 2010 by Ioannes Oculus

„Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego”. Człowiek ma być bogiem? Czyżby jakaś nowa herezja? Skądże te słowa? Nie skądinąd tylko z Pisma Świętego, a konkretnie z Psalmu 82, wers 2. Jak więc je rozumieć? Po odpowiedź trzeba sięgnąć znów do Pisma Świętego, tym razem do księgi Rodzaju. Jak czytamy tam, człowiek zostaje stworzony na boży obraz i podobieństwo. Jakie to ma znaczenie? Mamy w sobie coś boskiego, coś co odróżnia nas od zwierząt, które tego czegoś nie mają. Cóż więc takiego to jest? Odpowiedzi może paść wiele, sięgnijmy więc do najbliższego kontekstu.

„Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi»” (Rdz 1,28). Zadaniem człowieka jest czynić sobie ziemię poddaną. Dodatkowym kontekstem jest fakt, że Bóg jest przedstawiany w tym momencie jako Stwórca świata. Najbliższym więc sposobem naśladowania Boga, jest w jakiś sposób uczestniczyć w akcie stwórczym. Jak więc ten obraz i podobieństwo boże ma się realizować w praktyce? W jaki sposób kontynuować dzieło stworzenia i czynić sobie ziemię poddaną?

Potrzeba jeszcze wyjaśnić sobie co znaczy „czynić poddaną”. Jezus będzie mówił, że panowanie jest służbą. Dobry władca nie jest tyranem, ale pomaga swoim poddanym rozwijać i bogacić się. Jest powołany do tego, do opieki nad swym ludem. W takim kontekście moim zdaniem należy rozumieć słowa „czynić poddaną”.

Jeden z moich ulubionych pisarzy XX w. przedstawił to, moim zdaniem, genialnie. J.R.R. Tolkien określił tą zależność jako creator – subcreator. Człowiek jest substwórcą (trudno jest ten termin oddać w języku polskim). Jego praca, dzieła są kontynuacją dzieła stworzenia. Pisarz będzie wyrażał to tworząc świat powieści i w takim kontekście użył tego termin Tolkien. Jednak każdy, kto realizuje swoje powołanie, staje się tym, który współtworzy z Bogiem. Od najprostszych po najbardziej wysublimowane powołania, których nie da się zredukować li tylko do zawodu, człowiek realizuje w swoim życiu to fundamentalne zadanie. Teraz łatwiej może zrozumieć będzie przypowieść o talentach i to dlaczego ten, który zakopał powierzony mu majątek, został ukarany.

Skąd więc tytułowe „Nie zabijaj Boga”? Ilekroć widzę ludzi, którzy poddają się w życiu, którzy rezygnują z rozwijania tego, co dał im Bóg na rzecz spraw mniej istotnych, a przede wszystkim z lenistwa, chce mi się krzyczeć. Krzyczeć: „Człowieku, nie marnuj się, nie zabijaj tego, co tobie dał Bóg”! Panuj nad sobą, nie daj, aby świat nad tobą zapanował. Panuj i rozwijaj swoje talenty, panuj i wspieraj innych w rozwijaniu ich talentów.

Comments (0)

Całun Turyński

Tags: , ,

Kim jest Jezus?

Posted on 20 czerwca 2010 by Ioannes Oculus

Całun Turyński

Fragment Całunu Turyńskiego

„Za kogo mnie uważacie”? Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus? Iluzjonistą? Psychoterapeutą? Człowiekiem? Bogiem? Pytanie jest niezwykle ważne, ponieważ od odpowiedzi na nie zależy całe nasze ustosunkowanie się do Jego osoby i nauczania. Dzisiejsze czytanie z Ewangelii każe nam się zastanowić nad tym fundamentalnym pytaniem. Odpowiedź tkwi w słowach znanych, choć takich na które może nie często zwracamy uwagę. Jest to fragment wyznania wiary: „Wierzę w jednego Pana, Jezusa Chrystusa”.

Wierzę w [...] Jezusa [...]. Pierwszy element to zaczepienie historyczne. Jezus, o którym mówimy jest przecież postacią historyczną, człowiekiem z krwi i kości. Wiemy z różnych przekazów historycznych o Jego istnieniu, o tym że był nauczycielem oraz o Jego śmierci na krzyżu. Jezus – człowiek konkretnego momentu historii staje się podstawą. W ten sposób mamy komu zawierzyć, komu zaufać. Na pytanie o to, kim jest Jezus uzyskujemy pierwszą odpowiedź – człowiekiem, postacią historyczną. Dalej istotnym okazuje się fakt, że nasza wiara nie jest oparta na abstrakcie, zbiorze idei, ale na osobie. Jest więc Jezus kimś komu zawierzamy (bądź nie), a nie zbiorem pomysłów na życie czy jakąś filozofią.

Wierzę w [...] Chrystusa. Ten człowiek, Jezus, był kimś wyjątkowym. Słowo christos – namaszczony kieruje nas na Jego wyjątkową funkcję. Namaszczało się królów, proroków i kapłanów. On jest właśnie każdym z nich, On jest Mesjaszem wyczekiwanym przez Izraela. Staje się w tym momencie dla nas nie tylko postacią z historii, jednym z wielu, ale kimś wyjątkowym. To On właśnie wypełnia wszystkie zapowiedzi, które odnosiły się do Mesjasza, ze Starego Testamentu. W ten sposób wyznanie wiary prowadzi nas i pokazuje, że dla chrześcijan Jezus to nie tylko zwykły człowiek, ale ktoś więcej. Jezus jest dla nas Chrystusem, a więc Mesjaszem, tym w którym wypełniły się obietnice Boga.

Wierzę w [...] Pana [...]. Tutaj chyba dokonuje się największa rewolucja. Dotychczas bowiem, mimo wielkości, szczególnego wybrania i roli, Jezus mógł pozostać tylko człowiekiem. Słowo „Pan” kieruje nas na coś więcej. Odnosi się bowiem do hebrajskiego Adonay, czyli słowa używanego przez Izraelitów w miejsce imienia Jahwe, aby nie pogwałcić przez przypadek drugiego przykazania Dekalogu. Wyraźnie stwierdza, że w tym człowieku, w Jezusie, który jest Chrystusem, widzę Boga. Wyznając więc wiarę deklarujemy, że ten Jezus jest naszym Bogiem. Nie zatrzymujemy się tylko na poziomie ludzkim. Jego cuda, nauczanie, a przede wszystkim zmartwychwstanie wskazuje właśnie na ten fakt. Jezus jest Bogiem. Obiektywnie i subiektywnie, bo jest także moim Bogiem, w którego chcę wierzyć, któremu chcę wierzy i który może mnie zbawić.

Wierzę w jednego [...]. Ostatnie rozważane przeze mnie słowo jest klamrą zamykającą całość i ściśle związane z pierwszym przykazaniem. Bóg jest jeden, nie ma innego zbawiciela. Jezus nie jest jednym z wielu, lepszą lub gorszą ofertą z religijnego supermarketu, gdzie możemy dowolnie przebierać, wybierać i zmieniać ofertę. Pojawia się wybór: albo – albo. Albo Jezus jest moim jedynym Bogiem, albo nie jest nim wcale. „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Mt 6,24). Słowo „jeden” podkreśla także łączność wszystkich wymiarów, gdyż nie można traktować Jezusa rozdzielnie, ale jako jedną osobę.

Kim więc jest Jezus dla mnie? Kim powinien być dla chrześcijanina? Podsumowując można odpowiedzieć, że Jezus to człowiek wyjątkowy, wybrany przez Boga, wypełniający zapowiedzi Mesjańskie, przynoszący nam zbawienie, który jest jednocześnie naszym Bogiem. On jest naszym jednym przewodnikiem w życiu, który może doprowadzić nas do szczęście i dać zbawienie.

Comments (0)

Bł. Jolanta

Tags: , ,

Czy każdy może być świętym?

Posted on 15 czerwca 2010 by Ioannes Oculus

Bł. Michał Kozal

Bł. Michał Kozal

Tytułowe pytanie wydaje się być retorycznym. Wszak nie od dziś wiadomo, że każdy człowiek jest powołany do świętości. Niestety często spotykam ludzi, którzy mimo wszystko uważają, że świętość jest zarezerwowana dla niektórych albo są potrzebne jakieś szczególne warunki, okoliczności. Stąd wyciągają wniosek, którego głównym celem jest usprawiedliwienie się z starania się o świętość z powodu niemożności jej osiągnięcia. Może być to zawód, który się wykonuje, a który rzekomo nie pozwala być uczciwym („bo trzeba kraść, żeby coś mieć” albo „trzeba kombinować, aby utrzymać się na powierzchni”). Może być też środowisko („wśród tych ludzi nie da się inaczej”). Ktoś jest albo za bogaty albo za biedny na to, aby być świętym, za mało ważny albo za bardzo i tak dalej… Czy tak rzeczywiście więc jest, że w jakiś sposób jesteśmy predestynowani przez otoczenie do bycia świętym (bądź nie-świętym)?

Wczorajsze wspomnienie bł. Michała Kozala, biskupa i dzisiejsze bł. Jolanty zdają się przeczyć takiemu podejściu. Bł Michał osiągnął swoją świętość m. in. w czasie, gdy był osadzony w obozie koncentracyjnym w Dachau. Tam też zmarł. Mimo trudnych warunków potrafił zdobyć się na pomoc innym ludziom, niesienie nadziei, pociechy. Warunki skrajnego cierpienia i nędzy, a mimo to był otwarty na drugiego człowieka. Bł. Jolanta nie miała takich problemów. Żyła w XIII w. i była córką węgierskiego króla, wyszła za mąż za księcia Bolesława i zamieszkała w Kaliszu. Otoczona splendorem i bogactwami, a także zanurzona w świat ówczesnej polityki. Potrafiła w tych warunkach dążyć do ideału świętości. Otaczała troską ubogich, poświęcała wiele czasu Bogu, a miała taki wpływ na męża, że historia nadała mu przydomek Pobożnego. Michał Kozal i Jolanta zostali świętymi mimo skrajnie różnych warunków, w których drogę do świętości musieli odbyć.

Bł. Jolanta

Bł. Jolanta

Warto więc się jednak nie usprawiedliwiać się, ale spróbować. Nie będziemy świętymi za życia, ale warto wyruszyć w tą drogę, która do świętości prowadzi. Tyle energii i zaangażowania, ile wkładamy w kombinowanie, kradzieże, mniejsze lub większe grzechy, postarajmy się teraz skierować ku dobremu. Może nie będzie łatwo, bo to będzie coś nowego dla nas. Może spotkamy się z oporem znajomych, bo znali nas zupełnie innego. Jednak tylko płynąc pod prąd można osiągnąć w życiu coś, co nie przeminie, a jednocześnie dokądś prowadzi. Co więcej nasze świadectwo, przykład życia mogą spowodować, że także inni spróbują iść tą drogą. Warto tych innych do tego zachęcać. W ten sposób krok po kroku jesteśmy w stanie zmieniać świat, a przynajmniej torować w nim drogę, która może poprowadzić tych, którzy zechcą nią iść, do lepszego świata, do Boga. To jest nasze zadanie, nas wszystkich, którzy jesteśmy w Bożym Kościele.

Comments (1)

Znudzony pies

Tags: ,

„Co robić jak się nudzi”?

Posted on 06 czerwca 2010 by Ioannes Oculus

Znudzony piesKiedyś usłyszałem tytułowe pytanie, a było to całkiem niedawno. Wywołało ono u mnie zastanowienie, skąd mogło ono powstać. Od dłuższego bowiem czasu nie nudziłem się. Pamiętam, że miewałem takie chwile w czasach szkolnych, ale były one przelotne, krótkotrwałe. Świat jest na tyle ciekawy, że chyba trudno jest się nudzić. Jednak fakt jest faktem, pytanie zostało postawione nie z chęci prowadzenia czysto teoretycznej dysputy, ale z życiowego problemu. Zacząłem się zastanawiać, co powoduje, że jedni się nudzą, a drudzy nie.

Pytanie to wydaje się z pozoru banalne, ale sięga dosyć głęboko, do wnętrza człowieka. Nuda jest bowiem brakiem zajęcia, niemożnością zorganizowania sobie czas lub jak podaje słownik języka polskiego: „uczuciem przygnębienia, zniechęcenia, spowodowanym bezczynnością, monotonią życia”. Skąd więc bierze się owa bezczynność i monotonia? Czyżby tylko z faktu monotonni życia? Obserwuję ludzi w podobnych środowiskach, wieku i innych podobnych cechach. Jedni nudzą się, inni nie. Czy więc to „życie” jest monotonne i poddaje nas nieuchronnie nudzie? Czy też w tej kwestii należy położyć akcent na naszą odpowiedzialność za nasze nudzenie się bądź nie? Wydaje mi się, że większa odpowiedzialność spoczywa na nas.

Bóg – Stwórca stworzył nas na swój obraz i podobieństwo (por. Rdz 1,27). Zostaliśmy więc stworzeni na obraz Stwórcy, z czego by wynikało, że „twórczość” jest wpisana w nas samych. Wydaje mi się, że tu tkwi sedno problemu. Nuda to niewykorzystanie swoich możliwości twórczych (zawinione bądź nie). Zawiniona nuda, być może wynikająca też z lenistwa, byłaby wręcz grzechem, gdyż byłaby sprzeciwem wobec Stwórcy. Stąd wydaje mi się, że odpowiedzialność za nudę często ponosimy sami i sami mamy szukać dróg wyjścia z niej. Sposobów, aby zrealizować to boże wezwanie do bycia „twórczym” są prawdopodobnie setki i tysiące. Trzeba tylko je odkryć, bo w każdym z nas tkwią one jako niepowtarzalne dary.

Niekiedy jednak nuda jest niezawiniona przez nas. W odkrywaniu bycia twórczym potrzebna jest bowiem pomoc drugiego człowieka, gdyż od czasów Upadku pierwszych ludzi, utraciliśmy coś z tego boskiego podobieństwa. Chrzest odnowił w nas to podobieństwo, wielu rzeczy trzeba nam się jednak uczyć, wiele rozwijać. Stąd rodzice pokazują swoim dzieciom świat, rozbudzają zainteresowania i uczą (a przynajmniej powinni) bycia twórczym. Gdy jednak okazuje się, że to nie wystarcza, to co wtedy robić? Postaram się w najbliższym czasie podsunąć kilka propozycji. Może ktoś znajdzie tutaj coś dla siebie, może dzięki moim nieporadnym słowom odkryje swój własny talent? Chcę też przy okazji podsunąć kilka sposobów, dzięki którym młodzież, z którą się spotykam, będzie mogła prowadzić ciekawsze życie.

Comments (2)

Św. Patryk

Tags: , , , , ,

Jeden? Trzech? Koniczyna :)

Posted on 29 maja 2010 by Ioannes Oculus

KoniczynaAch! Uroczystość Trójcy Świętej jest dla mnie wyjątkowa od dwóch lat. To w ten dzień bowiem odprawiłem pierwszą Mszę św. Ach, co to był za dzień. Na chwałę Trójjedynego Boga złożyłem Ofiarę Chrystusa na ołtarzu! Trójca święta, tajemnica Boga, nieprzenikniona dla nas, nie do odkrycia ludzkim rozumem, została nam objawiona przez Chrystusa. Bóg jeden, ale trzy Osoby. Jakże to możliwe?

Św. Patryk na początku każdej misji mówił o koniczynie. Koniczyna jest jedna, a przecież ma trzy liście. W ten sposób pokazywał, kim jest Trójca, jednością trzech osób. Trzy osoby boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Co łączy ich w jedno? Odpowiedzią są słowa św. Jana: „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Tym więc, co nierozerwalnie łączy Osoby Boskie, jest miłość.

Bóg powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1,26). Skoro tak, to w nas też jest coś z Trójcy. „Bóg jest miłością, kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16). Jesteśmy więc powołani do tworzenia jedności miłością. My, wyznawcy Chrystusa, zgromadzeni w Jego świętym Kościele katolickim, mamy za zadanie miłością łączyć ludzi ze sobą niosąc pokój i zgodę. Mamy przyprowadzić ich do Chrystusa, który wyzwala nas z grzechów, czyli tego co nas dzieli.

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.

(J 17,20-23)

Ut unum sint, aby wszyscy stanowili jedno. Odkrywać Boży obraz i podobieństwo w nas samych, rozwijać tą miłość, która łączy nas z Bogiem od chrztu świętego i przyprowadzić innych, by odnowić w nich to Boże podobieństwo. Niech zapanuje radość między nami, niech zapanuje miłość do Chrystusa i między nami. To jest zadanie Kościoła, aby ludzie widząc nas, aby widząc miłość, która nas łączy, odkrywali obecnego między nami Boga.

Trójca Święta – jakże wielka i jakże wspaniała tajemnica. Jakże wspaniały dar, że Bóg zechciał tą tajemnicę nam ukazać. Może dlatego też najważniejszym przykazaniem jest to:

Św. Patryk

Św. Patryk

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

(Mt 22,34-40)

Comments (0)

Tags:

Bierzmować czy nie?

Posted on 28 maja 2010 by Ioannes Oculus

W ciężkiej sytuacji zostałem dzisiaj postawiony. Przygotowując młodzież do bierzmowania można nieraz załamać ręce, ale to co się dzisiaj działo, tego nie byłbym sobie w stanie wyobrazić. Duch Święty, który umarł i zmartwychwstał, Jezus rozmawiający z palącym się krzakiem w Ogrójcu. Do tego nauka jak zrobić znak krzyża albo jak się przyklęka. Jakby trzeba było cofnąć się do podstawówki… Co najgorsze, to często nie jest ich wina!

Dlaczego nie? Młodzież w trzeciej gimnazjum cierpi na chroniczny brak wzorców, szczególnie tych najważniejszych – płynących od rodziców. Tu się pojawia problem. Rodzice daleko od Kościoła, ale bierzmowanie musi być i pretensje, jeżeli „robi się problemy”. Dalej chore wzorce płynące z telewizji i internetu, które uczą, że wszystko się należy, szybko i łatwo. Kultura popularna spłycająca człowieka do wymiaru cielesnego, negująca ducha i wszelkie Boże życie.

Bierzmować więc czy nie? Liczyć na działanie sakramentu czy uchronić świętość przed profanacją? Szczerze mówiąc, nie wiem, który kierunek jest najlepszy. Na szczęści, mimo wszystko, ta młodzież jest kochana. Choć narozrabiają, poknocą co się da, to jednak potrafią się zebrać. Jak choćby klasa 3, którą uczę. Rozrabiaki nieziemskie, ale w sumie to kochani bardzo są.

Comments (3)

Tags: , , ,

Kościół polityczny?

Posted on 28 maja 2010 by Ioannes Oculus

Ostatnia dyskusja wokół in-vitro pokazuje dość dziwaczną doktrynę pt. „Kościół ma się nie mieszać do polityki”. Dlaczego dziwaczną? Dziwaczną, bo mocno nie precyzyjną, a przez to każdy kto tego chce, może pod to podczepić wszystko. Nie zdefiniowane są tu pojęcia „Kościół”, „polityka”, no i samo „mieszanie się”. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym pojęciom.

Kościół

Kościół może być rozumiany bardzo różnie. Kościół to wspólnota wierzących z Chrystusem jako głową. Wierzący to natomiast są ludzie ochrzczeni żyjący na ziemi oraz ci, którzy przebywają w chwale nieba. Biskupi, księża to tylko niektórzy z nich. Tak więc Kościół obejmuje bardzo szeroką grupę osób, ponad miliard osób żyjących na ziemi. W tym kontekście można się zapytać, dlaczego ten miliard ma nie mieszać się do polityki?

Polityka

Tu się zaczyna większy problem. Dlatego warto wrócić do źródeł. Jak podaje Wikipedia, Arystoteles twierdził, że jest to rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. Jeżeli więc jest to „rządzenie państwem” to przecież Kościół ma do tego prawo, a niejeden polityk jest przecież osobą wierzącą, katolikiem. Natomiast duchowni nie sprawują urzędów państwowych.

Miesza się

Co to znaczy mieszać się do czegoś? Wtrącać się, angażować, a do tego ma to słowo pewne negatywne nacechowanie. Wolałbym pozostać więc na pytaniu, czy Kościół ma prawo wpływać na politykę?

A więc?

Problem tkwi w tym, że Kościół to nie tylko świeczki na ołtarzu i odmawianie Różańca świętego. Kościół to cała rzeczywistość, którą się żyje. Nie można na serio być katolikiem i żyć niezgodnie w zasadami Ewangelii. Dlatego Kościół przypomina to, co głosił Chrystus, bo to jest jego podstawowym zadaniem, czy to się komuś podoba czy nie. Tym bardziej, że celem Kościoła jest także dobro wspólne! Wszak to Kościół od wieków dba o najsłabszych i bezbronnych, jak właśnie w dzisiejszych czasach, kiedy broni nienarodzonych przed zbrodnią aborcji, kiedy nie chce, aby doprowadzano do zapłodnienia kilku komórek jajowych, tworzeniu kilku ludzi, aby jednego z nich oddać matce, a resztę uśmiercić, nazywając cały zbrodniczy proceder in-vitro. Te tematy to nie tylko tematy polityczne, ale przede wszystkim społeczne, więc tym bardziej Kościół nie musi podlegać zasadom, wymyślonym de facto, przez jego wrogów i niczym za słusznie minionych czasów komunizmu, być spychanym „do zakrystii”. Kościół ma prawo być obecny w polityce przez swoich członków, ma prawo głosić naukę Chrystusa zawsze, także w czasie kampanii wyborczej. Ma prawo przypominać co jest, a co nie jest grzechem. Choćby w imię tak popularnej, a tak nierespektowanej przez lewicujące ideologie, zasady wolności słowa.

Comments (14)

Tags: , , , ,

Duchu Święty, przyjdź!

Posted on 23 maja 2010 by Ioannes Oculus

Dzisiejsza uroczystość Zesłania Duch Świętego powinna nam uzmysłowić bardzo ważną rzecz. Najpierw spójrzmy na fragment z Dziejów Apostolskich:

Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. [...] Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: «Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów!

Dz 2,1-6.11

Apostołowie po zesłaniu Ducha Świętego zaraz zaczęli głosić. Owocem Ducha Świętego jest świadectwo, jest energia i siła, która nieraz niesie nas w nieznane. Niesamowita siła i moc, której nikt inny nie zna, tylko ten kto pochodzi od Ducha, kto jest nim napełniony. Moc, która pozwala pokonywać strach, własną słabość i samego siebie. Dzięki niej apostołowie poszli na cały świat, dzięki niej ich następcy do dziś głoszą orędzie Chrystusa. Co więcej, ten Duch Święty jest ciągle w Kościele obecny poprzez dzieje. Mimo więc większej bądź mniejszej grzeszności poszczególnych jego członków nauka Chrystusa jest w nim zachowana wiernie. W ten sposób wypełniają się słowa Jezusa: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8). Być świadkiem na całym świecie, być świadkiem przez wszystkie dzieje.

Dzisiaj to my jesteśmy tymi świadkami. To do nas jest skierowana łaska Ducha Świętego. To na nas On się wylewa. W świecie, gdzie Kościół spycha się z pola widzenia, musimy bronić prawdy. Białe jest białe, a czarne jest czarne, nieważne jak je nazwiemy. Dziś musimy bronić życia człowieka od samego początku, do naturalnej śmierci. Stąd nie możemy milczeć, gdy zabijane są niewinne dzieci czy to przez aborcję, tabletki antykoncepcyjne (wiele a nich nie blokuje zapłodnienia, a jedynie zagnieżdżenie w ściance macicy) czy in-vitro. Trzeba bronić godności człowieka, która jest deptana na wielu płaszczyznach, gdzie człowiek jest sprowadzany do zbioru instynktów, którym powinien ulegać. Kościół stoi na zadaniu obrony cywilizacji, kultury, obrony człowieka i tego, co on dotychczas osiągnął. Bez otwarcia na Ducha Świętego nie będzie to możliwe. A więc: Duchu Święty, przyjdź!

Comments (0)

Tags: , , ,

Tak już było w Rzymie…

Posted on 23 maja 2010 by Ioannes Oculus

Prześladowania chrześcijan istnieją od samego początku. Pierwsze są opisane w Dziejach Apostolskich, najnowsze choćby w zeszłotygodniowym Gościu Niedzielnym (raport o sytuacji Kościoła w Wietnamie). Prześladowania trwają i dziś na każdym kroku. Tak popularna dziś tolerancja, wbrew temu, co się potocznie przez nią rozumie, też jest elementem opresyjnym. Bo należy tolerować gejów i ich parady, nawet jeżeli dopuszczają się bezczeszczenia świątyń katolickich. Należy tolerować aborcję, eutanazję. Tolerować in-vitro, antykoncepcję oraz wiele innych. Jednak katolickiego ciemnogrodu – nigdy. Co więcej! „Postępowe” środowiska w swojej łaskawości dla katolickiego „ciemnogrodu” tolerancję wymyśliły. Bo one same nie muszą tolerować, one kochają, wspierają i są całym sercem za, nienawidząc wręcz chorobliwie myślących inaczej niż oni. Dla „katoli” natomiast wymyślili „tolerancję”, czyli sposób na wyjście z „ciemnogrodu”, jakiś stopień przejściowy. Jest więc owa „tolerancja” wartością od „postępowych” dla „ciemnogrodu” po to, aby się z „ciemnogrodu” wyzwolił. W ten sposób już u podstaw z tolerancją nie ma to nic wspólnego. Jest to gra, którą Szatan gra już od początku, kiedy w Raju kusił Adama i Ewę. Delikatne przesunięcie znaczeń, kłamstwo tak delikatne, że prawie nieuchwytne, prawie „nie-kłamstwo”, a budujące zupełnie fałszywy obraz rzeczywistości.

Co więc robić? Tak jak w starożytnym Rzymie, umacniać się w wierze na przekór światu. Nie poddawać się pod dyktat „postępowych”, ale postępować w wierze i miłości. Trudno, najwyżej przyjdzie oddać życie, pieniądze czy dobre imię. Czym to jednak jest wobec Boga samego?

Comments (0)

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Tags:

Kolejne karty z historii Kościoła

Posted on 16 maja 2010 by Ioannes Oculus

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Wniebowstąpienie, grafika z XIII w.

Ciekawie dobrane są dzisiejsze czytania mszalne. Pierwsze czytanie opowiadając o wniebowstąpieniu Chrystusa jest jednocześnie początkiem Dziejów Apostolskich. Czytanie z Ewangelii jest natomiast zakończeniem Ewangelii wg św. Łukasza. Ponieważ jedna i druga księga mają tego samego autora tworzy się nam ciekawa klamra. Oto Ewangelia opisuje dzieje, czyny i nauczanie Jezusa Chrystusa. Opisuje od czasów narodzin do wniebowstąpienia. Wraz z wniebowstąpieniem zaczyna się nowa karta, karta historii Kościoła. Oto aniołowie pytają uczniów: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Zaczyna się bowiem nowy etap, czas Kościoła. Ten etap u swoich początków będzie miał „uzbrojenie mocą z wysoka” (por. Łk 24,49), czyli zesłanie Ducha Świętego. Uzbrojeni, bo być prawdziwym wyznawcą, to być wojownikiem, być rycerzem, który walczy w szeregach Chrystusa. Walka ta nie jest zwyczajną walką. „Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). W tej walce Kościół odnosi od dwóch tysięcy lat duchowe zwycięstwo nie poddając się prześladowaniom, trwając wiernie przy Chrystusie, mimo pokus i mimo grup wiernych, którzy niejednokrotnie odchodzili od wspólnoty założonej przez Chrystusa na fundamencie Apostołów. Kościół, który na kartach swojej historii ma tak wiele wspaniałych działań, od obrony mieszkańców miast starożytnych przed barbarzyńską nawałą, przez budowanie cywilizowanego świata wśród królestw barbarzyńskich, rozpowszechnianie literatury, techniki, czy w ogóle wiedzy, przez działalność klasztorów i uniwersytetów, przez rozwijanie sprawiedliwych i coraz bardziej zbliżonych procesów sądowych, przez obronę człowieka wobec nieludzkich systemów totalitarnych. Jest wiele wspaniałych kart w historii Kościoła. Dziś piszą się kolejne. Pozostaje tylko zapytać, jaką my będziemy kartą?

Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i cia³u, lecz przeciw Zwierzchnoœciom, przeciw W³adzom, przeciw rz¹dcom œwiata tych ciemnoœci, przeciw pierwiastkom duchowym z³a na wy¿ynach niebieskich.

Comments (2)

Tags:

Uroczystość pierwszego laptopa?

Posted on 10 maja 2010 by Ioannes Oculus

„Sezon komunijny” trwa w najlepsze. Media donoszą o obecnych trendach komunijnych: laptopy, quady, operacje poprawiania uszu, suknie lepsze niż ślubne. Jak zwykle rodzi się pytanie po co to wszystko. Na szczęście, gdy ja zapytałem dzieci wczoraj: „Co dzisiaj jest najważniejsze?” odpowiedziały, że spotkanie z Jezusem. Jednak trend jest zatrważający nie tylko ze względu na dzieci, ale na rodziców, a jest to trend, który widać nie tylko podczas I Komunii Świętej, ale i na ślubach a także innych uroczystościach. Trend traktowania Kościoła jako instytucji obrzędowo-rozrywkowej.

Instytucja obrzędowa. Nie wierzy, nie chodzi do Kościoła, ale „ta zabawa przecież przynależy do dzieciństwa i nie można jej dziecku odmawiać”. Tak tłumaczył się jeden rodzic, dlaczego dziecko powinno pójść do I Komunii Świętej. W człowieku istnieje głęboka potrzeba spotkania ze swoim Stwórcą. Niestety spłycona w dzisiejszych czasach została do prymitywnej potrzeby obrzędu wynikającego ze zwyczaju. Żadnego przeżycia duchowego u rodziców, ale chęć pokazania się, a może tylko uspokojenia swojego sumienia? W tym kontekście jest też kwestia ślubu osób, które z Kościołem nie mają nic wspólnego, jednak „w kościele to jest przecież tak romantycznie”. Najlepiej drewnianym czy zabytkowym. Wracając do I Komunii Świętej. Rodzice pokazują tym samym swoją pustkę duchową, a co najgorsze przekazują ją swoim dzieciom. Ksiądz czy katechetka uczy dzieci, że to jest coś więcej, że spotyka się kogoś bardzo ważnego. Uczą także miłości i tego, że to nie ziemia jest naszą ojczyzną, naszym celem. Tymczasem jednak rodzice w praktyce dają silny przekaz o zupełnie przeciwnej treści. Nie ma modlitwy, nie ma chodzenia na nabożeństwa czy Msze św. po I Komunii św., za to w centrum stoi przyjęcie, strój, prezenty. Jasny i wyraźny przekaz dla dziecka: najważniejsze jest to co materialne. Co więcej przekaz ten sugeruje wręcz, że tam nie ma nic więcej poza tym, co materialne! Dodatkowo uczy się dziecko egoizmu: ty nic nie dajesz od siebie, ale tobie się należy to i tamto.

Ten trend, w połączeniu z innymi, które wypychają Boga poza margines zainteresowań, życia, jest przerażający. Rośnie coraz liczniejsze pokolenie osób skoncentrowanych na sobie, na swojej przyjemności, z postawą żądaniową (mi się należy), wypranych z religijności, z duchowości. Potem następuje zdziwienie, że dzieci nie słuchają rodziców. A przecież rodziców warto słuchać dopóki dają, zawsze dawali zabawki, pieniądze. W momencie, kiedy zaczynają cokolwiek wymagać dziecko się odwraca i bardzo ostro potrafi potraktować swoich rodzicieli. Rośnie pokolenie egoistyczne i bez wartości. Jedyną wartością jest „mieć” i „fajność”, bo przecież w życiu to trzeba przede wszystkim się bawić, doznawać przyjemności. Rośnie w tym też jakiś chory idealizm, który karze im szukać ideałów, idealnej przyjaźni, idealnej dziewczyny/chłopaka. Ideałów nie ma, więc prędzej czy później okazuje się, że ten (ta), o którym (-ej) się myślało, że jest ideałem i trzeba wymienić na lepszy model. Rodzą się rozczarowania i frustracje.

Co zrobić? Szczerze mówiąc nie wiem. Słyszałem, że nawet jeżeli w kościele obowiązuje jeden, skromny strój dla wszystkich, to niekiedy na przyjęcie już jest przygotowana droga sukienka. Na pewno nie można się poddać i wskazywać na prawdziwe ideały, wskazywać na tego, który jest najważniejszy (i to zawsze najważniejszy), czyli na Boga. Należy pracować z dorosłymi, ich uczyć, ich ewangelizować i nawracać w razie potrzeby. Nawet nie dzieci, bo Jezus nauczał dorosłych, a dzieci błogosławił. Moim zdaniem należy także wymagać, więcej wymagać niż teraz. Inaczej rozmyją się wartości i Kościół stanie się zakładem świadczącym usługi o charakterze religijnym dla ludności. Wymagać przede wszystkim od siebie, każdy z nas, bo wszyscy jesteśmy Kościołem. Wymagać od siebie i odważnie dawać świadectwo o Chrystusie.

Comments (0)