Archive | Premium

Przyzwyczajenia

Tags: , ,

Przyzwyczajenia

Posted on 22 lutego 2012 by admin

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wczoraj po raz pierwszy coś tam się zepsuło w moim samochodzie. Minęło już ponad trzy i pół roku jego używania i 60 tys. kilometrów nim zrobionych, więc ma prawo coś tam pójść nie tak. Sprawa niewielka i będzie zrobiona na gwarancji. Problem w tym, że po sprawdzeniu co dokładnie się stało, zostałem poinformowany, że samochód nie wyjedzie tego samego dnia z warsztatu. Miała być tylko wymiana paska klinowego, okazało się coś więcej. No i pojawił się problem, bo trzeba było poszukać kogoś kto mnie stamtąd odwiezie. Przy okazji zdałem sobie sprawę z prostej, choć często niezauważanej w codziennym życiu kwestii. Otóż niesamowicie łatwo przyzwyczajamy się do wygody. Do tego choćby, że mam swój samochód który wszędzie mnie zawiezie. Ale to nie jedyny przykład przyzwyczajenia do wygody.

Pamiętam czasy, kiedy telefony komórkowe były dobrem nieistniejącym w powszechnej świadomości. Istniały jedynie jako walizkowe urządzania, którym nie miał prawie nikt. Dzwoniło się więc z domu, ewentualnie z budki telefonicznej. Do tego liczyło się dokładnie czas, bo impuls trwał 3 minuty. Długie nasiadówki na telefonie w domu kończyły się awanturą o wysokość rachunku. Często bywało tak, że nie było albo skąd zadzwonić, bo do domu daleko, a budki w okolicy jakoś wszystkie się pochowały, albo osoby, do której się dzwoniło, nie było akurat w miejscu, gdzie się dodzwoniliśmy. Dzisiaj takimi problemami nikt nie zaprząta sobie głowy. Telefon zawsze jest pod ręką, każdy chodzi z komórką, więc nie musimy się martwić gdzie jest. Wielu nie wyobraża sobie życia bez telefonu komórkowego. Takie małe urządzenie, a ma taką siłę oddziaływania, że z przyzwyczajenia do tej wygody nikt by nie chciał chyba rezygnować.

Samochody, telefony, internet… Gdyby dołożyć do tego te mniej oczywiste – prąd, gaz, bieżącą wodę. Jeżeli w XXI w. dostęp do internetu jest traktowany prawie jak jedno z praw człowieka, co by było gdybyśmy zostali kompletnie odcięci od prądu! Niezwykle łatwo przyzwyczajamy się, zaczynamy traktować jako oczywistość to, co jeszcze nie tak dawno było nowinką techniczną. Jak tu się nie pogubić?

Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i nie ubóstwiać tego, co jest dziełem ludzkim. Właściwa hierarchia wartości sprzyja szczęściu w życiu. Stąd może ten wielkopostny pomysł małych i większych wyrzeczeń nie jest taki głupi? To co ważne w tej sprawie to m.in. nasze szczęście. Jeżeli zależy ono od rzeczy zewnętrznych, takich jak dostęp do prądu czy internetu, znaczy że brakuje nam czegoś w życiu. Istotniejsze są przecież dobre relacje między ludzkie, w rodzinie czy z przyjaciółmi. O wiele istotniejsze jest też moje życiowe powołanie, czy idą tą właściwą dla mnie ścieżką. Najistotniejsze wreszcie jest to czy Bóg jest obecny w moim życiu. Wydaje mi się, że warto nad tym pomyśleć na początku Wielkiego Postu…

Comments (0)

SOPA, ACTA i wolność słowa

Tags: , ,

SOPA, ACTA i wolność słowa

Posted on 20 stycznia 2012 by admin

Data 20 stycznia 2012 roku może (niestety) przejdzie do historii. Zamknięty został serwis Megaupload. Federalni oskarżyli Megaupload o narażenie właścicieli praw autorskich na straty o wysokości ponad 500 milionów dolarów. Oskarżeni bronią się tym, że firma szybko reagowała na wszelkie informacje o pirackim materiale zamieszczonym w ich serwisie. Cała sprawa jest powiązana z wprowadzeniem SOPA, czyli Stop Online Piracy Act, prawa mającego chronić właścicieli praw autorskich. Skoro chodzi o obronę własności intelektualnej to dlaczego sprawa wzbudza tyle emocji?

SOPA i jemu podobne akty prawne (jak ACTA, które ma zostać podpisane przez Polskę 26 stycznia) stanową bowiem potencjalną broń w walce z niepokornymi, czyli dają możliwość cenzurowania internetu. A internet wszak to bodajże ostatnie miejsce, gdzie słowo cieszy się jeszcze w miarę pełną wolnością. Już teraz np. w Polsce obserwujemy pewną stronniczość głównych mediów, próby zablokowania prywatnej telewizji w nadawaniu nieprzychylnych treści. Wolność słowa natomiast zakłada, że mam prawo wypowiadać swoje poglądy, nawet niezgodne z tymi mainstreamowymi. Jeżeli do tego mam pieniądze to nic nikomu do tego, że zakładam do tego celu telewizję, stronę internetową czy cokolwiek podobnego. Jak świat światem ludzie mają różne poglądy i mają prawo je wyrażać, dyskutować, spierać się na ich temat itd.

Czy istnieją granice wolności słowa? Z pewnością jakieś muszą być, nie należy ich jednak szczególnie zacieśniać. Namawianie do zbrodni, nawet w imię głoszenia własnych poglądów, nie powinno mieć miejsca. Granicą mojej wolności jest bowiem drugi człowiek. Jeżeli więc namawiam do zabicia czy tym podobnych czynów to nadużywam wolności słowa. Jeżeli jednak głoszę, że ktoś myli się w jakiejś dziedzinie i jego poglądy są z takich czy innych powodów absurdalne, to mam do tego prawo. Każdy ma oczywiście prawo przestać mnie słuchać lub czytać, ma też prawo skontrować na moją wypowiedź.

Dodatkowo SOPA, ACTA nakładają obowiązek inwigilacji użytkowników przez dostawców internetu. Przesyłanie plików, rozmowy itp. mają być poddane kontroli. Rozumiem, że teoretyczni chodzi o uniemożliwienie przesyłania kradzionych dóbr intelektualnych. Jednak sama podstawa tego prawa wydaje się być mocno nie w porządku. Traktuje się tutaj każdego obywatela jako przestępcę. Jeszcze nic nie zrobiłeś, nie padł na ciebie cień podejrzenia, ale już jesteś inwigilowany, już ciebie ktoś sprawdza. Czy tak cywilizowane państwo traktuje swoich obywateli? Jest to potężne narzędzie, które bardzo łatwo użyć do zwalczania przeciwników. Wyobraźmy sobie, że Kowalski jest zwykłym obywatelem. Na kogo zagłosował nikt nie sprawdzi. Jednak, jeżeli ACTA wejdzie w życie, ktoś będzie miał wgląd do tego co robi Kowalski, z kim rozmawia, o czym rozmawia i czy jest poprawny politycznie. Komunizm wykorzystywał wiedzę pochodzącą z inwigilacji obywateli, aby niepokornym zablokować dostęp do lepszej pracy, zwalczać opozycję, zmusić do współpracy (np. przez szantaż). Nikt z nas nie jest bez grzechu i zdarza się, że grzeszymy w internecie. Takie grzechy i grzeszki mogą być wykorzystane, aby zastraszyć Kowalskiego i zmusić go do współpracy.

Kolejną budzącą obawy przesłanką jest fakt, że nad ACTA pracowano trzy lata. Specjalny zespół opracowywał to prawo, z tego co wyczytałem, unikając jakiejkolwiek dyskusji. Skoro te przepisy mają tak mocno ograniczyć swobodę obywateli, to czy nie powinny być z nimi wpierw przedyskutowane?

Wypadki ostatnich lat sprawiają wrażenie, że pewnej grupie zamyka się usta. Uniwersytety nie przyjmują niektórych naukowców, bo głoszą kontrowersyjne poglądy, polityczna poprawność skazuje niektórych na społeczną alienację. Kiedyś przeczytałem, że w socjalizmie należało tak ukształtować człowieka, aby nawet myśląc samodzielnie zawsze wybierał socjalizm. Czy więc pluralizm i demokracja, którą tak szczycą się Stany Zjednoczone i Europa należy odłożyć do lamusa? Pożyjemy, zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że ten dzień do historii nie przejdzie. Bo wolność słowa, to jedno z podstawowych praw człowieka. Mam nadzieję, że SOPA i ACTA (o ile wejdą, od czego uchowaj Boże) będą tylko i wyłącznie dbać o zabezpieczenie dóbr intelektualnych autorów. Obawiam się jednak, że taką nadzieję można włożyć wyłącznie między „pobożne życzenia”…

Comments (6)

Kolejny Nowy Rok

Tags: ,

Kolejny Nowy Rok

Posted on 31 grudnia 2011 by admin

Kolejny rok mija, kolejne życzenia i nadzieje. Wypadałoby podsumować to co się stało w tym Starym i jakie ma się plany na ten Nowy. Proszę, oszczędźcie mi szczegółowych raportów, mój wewnętrzny leń nie ugnie się w tej kwestii i nie zrobi milionów zestawień i statystyk. Kilka spraw wydaje mi się istotnych.

Pod koniec 2010 roku pewien klasyk powiedział „Po marzenia trzeba sięgać”. Tym klasykiem jest Tomasz S., „magik promocyjny i marketingowy kłapacz” w pewnym wydawnictwie. Rzecz działa się dokładnie 5 listopada 2010 roku, a chodziło o dostanie do recenzji od tego pewnego wydawnictwa Dożywocia Marty Kisiel (na pewno teraz nikt się nie domyśli co to za wydawnictwo ;) ). Tak się zaczęło, jeszcze 2010 roku dostałem przedpremierowy egzemplarz Wampira z M-3 Andrzeja Pilipiuka. Rok 2011 był wspaniałą realizacją tych marzeń, po które wtedy się sięgnęło. Strona o książkach - Kocham Książki rozrosła się bardzo mocno. Nie spodziewałem się takiego sukcesu, na targach w Warszawie zatkało mnie, gdy usłyszałem: „Kocham Książki? Tak, kojarzę was”. W grudniu 2010 roku mieliśmy raptem 1987 wejść na stronę, w grudniu 2011 ponad 11 tysięcy. To oczywiście nie byłoby możliwe bez niezastąpionej miłośniczki (fanatyczki? uzależnionej od?) książek – Agnieszki i innych znajomych i przyjaciół. Ten wielki sukces to wspólna zasługa.

Rok 2012? W planach obecnie jest utworzenie portalu miłośników książek, nad którym już ciężko się pracuje. Jedyną bolączką, którą trzeba będzie rozwiązać to kwestie finansowe. Utrzymanie strony, promocja itd. kosztuje. Reklamy na stronie póki co nie zarabiają na jej utrzymanie ani rozwój. Przydałby się jeszcze większy ruch czytelników, więcej zakupów w księgarni internetowej przy użyciu naszych linków partnerskich. Być może w przyszłym roku znajdzie się strategiczny inwestor całego przedsięwzięcia?

Drugą radością mijającego roku były wakacje na Ukrainie i Mołdawii. W sumie miesiąc pobytu, nowe doświadczenia, pierwsze zorganizowanie dużej wycieczki – cały autobus na dwa tygodnie. Po czymś takim wręcz mówi się powstaniu biura podróży Oko Travel. Zobaczyłem kilka miejsc po długim czasie. Chodzi o np. Kamieniec Podolski i Chocim, gdzie byłem ostatnio w 2005 roku. Kilka miejsc zobaczonych po raz pierwszy w życiu, jak niektóre zamki w okolicy Lwowa czy Bielce na Mołdawii. Do tego na obu wyjazdach kapitalna atmosfera i kapitalni ludzie.

Poza radościami była trudna zmiana miejsca zamieszkania i pracy. Kilka ważnych decyzji podjętych będzie czekać na realizację. Ale więcej o życiu osobistym nie będę pisał, niech pozostanie osobistym ;)

Ogólnie rzecz biorąc uważam rok 2011 za udany. Wam i sobie życzę, żeby 2012 był jeszcze lepszy :)

Comments (4)

Czas wyruszyć ze swojej norki!

Tags: ,

Czas wyruszyć ze swojej norki!

Posted on 18 grudnia 2011 by admin

Gra "Hobbit"

Gra "Hobbit"

W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie hobbit. Ów hobbit nazywał się Bilbo Baggins, a jego norka, zwana Bag End, to była prawdziwa nora z wygodami. Mieściła się w pobliżu Hobbitonu. Hobbici, jak pewnie słyszeliście, to małe, wesołe stworzenia, o połowę mniejsze od ludzi. Przepadają za jedzeniem i piciem, za to zupełnie nie przepadają za przygodami.

Przygoda przyszła na spotkanie Bilba w osobie wędrownego czarodzieja Gandalfa i 13 krasnoludów. Krasnoludy, pod przewodnictwem Thorina Oakenshielda, postanowiły odzyskać skarb zrabowany im wiele lat wcześniej, strzeżony w pieczarze w Samotnej Górze przez niezwykle okrutnego smoka imieniem Smaug” (fragment wstępu w instrukcji do gry).

Pierwszym szokiem było zderzenie z Thorinem Oakenshieldem, bo w tłumaczeniach spotykałem się z Dębową Tarczą. Niby drobny szczegół, ale po Łozińskim takie eksperymenta zapalają ostrzegawczą lampkę. Całe streszczenie fabuły Hobbita w instrukcji jest średnie, choć na potrzeby gry wystarczające. Bo gra to po prostu powtórka z akcji znanej książki J.R.R. Tolkiena Hobbit. To był wystarczający powód dla mnie, aby ją zakupić i zagrać.

Gra rozpoczyna się w Bag End, skąd wyrusza Bilbo wraz z krasnoludami, aby pokonać Smauga i odzyskać skradziony skarb. Po drodze natknie się na różne przygody, w których drużyna może się wykazać z jednej strony współpracą, z drugiej strony może okazać się, że każdy z jej członków będzie łasym na zbieranie klejnotów. Bowiem celem gry, po uratowaniu Miasta na Jeziorze przed Smaugiem, jest zebranie jak największej liczby bogactw. Jeżeli w kolejnych przygodach graczom powinie się noga, to Smaug będzie zbliżał się stopniowo do miasta. Jeżeli uda się im wszystkie przejść pomyślnie uprzedzą go i odbiją Samotną Górę z jego szponów. W tej drugiej opcji o zwycięstwie konkretnego gracza decyduje właśnie owa ilość zgromadzonych klejnotów.

Mimo że po planszy drużynę reprezentuje jeden pionek, każdy z graczy ma swoją kolejkę gry, w której albo przesuwa całą drużynę naprzód albo wykonuje kolejne przygody. Z tego powodu w pierwszej chwili wydaje się, że nie zapowiada się większa rywalizacja. Jednak po dojściu do pierwszej przygody, czyli Bitwy z Goblinami, wiadomo, że nie będzie tak sielankowo. Graczy charakteryzują trzy różne wskaźniki (inicjatywy, przebiegłości i siły), które w trakcie gry będą maleć bądź rosnąć. Ich początkowe ustawienie będzie decydować o poziomie trudności rozgrywki. Proponowane w instrukcji początkowe ustawienia to dosyć niski poziom trudności, dobry na zapoznanie się z zasadami, jednak warto szybko podnieść sobie poprzeczkę.

Hobbit - zestaw do gry

Hobbit - zestaw do gry

Gra jest bardzo estetycznie wykonana. Figurki, karty, żetony i inne akcesoria stoją na wysokim poziomie estetycznym. Ilustracje do gry powstały na bazie prac John’a Howe, co mnie osobiście bardzo ucieszyło. Męczące są kolejne adaptacje pochodzące z filmu Władca Pierścieni nawet w miejscach, które z ani z filmem, ani z książką nie mają nic wspólnego. Zamawiając grę bałem się, że wizerunki hobbita, krasnoludów czy innych postaci będą właśnie zdjęciami z filmu. Rozczarowanie w tej kwestii było bardzo miłe.

Hobbit jest grą stosunkowo prostą. Wydawca umieścił na okładce informację, że nadaje się już dla 8-letnich dzieci, co wydaje się zgodne z prawdą. Mimo prostoty może jednak ona zainteresować i starsze osoby, niekoniecznie znające świat Śródziemia. Moim jednak zdaniem przydałoby się troszkę więcej ‘komplikacji’. Rozgrywka jest liniowa i trochę za szybko staje się nieco rutynowa. Nie znaczy to, że jest to jedna z tych gier, w które się gra raz i nigdy do nich nie wraca. Brakuje jednak tego czegoś, jakiegoś elementu zaskoczenia, dzięki któremu trzymała uczestników w napięciu i oczekiwaniu na to, co będzie dalej. Hobbit nie zajmuje też dużo czasu, rozgrywka nie powinna trwać dłużej niż godzinę, a można całość ukończyć nawet w 30 minut. W sam raz na wieczór, kiedy nie ma wiele czasu, a potrzebna jest odmiana od telewizora. Dla fanów tolkienaliów pozycja oczywiście obowiązkowa, dla fanów Tolkiena polecam przynajmniej raz zagrać (i solidnie skrytykować autora za miliony nieścisłości w porównaniu z dziełem Tolkiena). Dobry pomysł na prezent, spotkanie z przyjaciółmi. Moim zdaniem warta pieniędzy na nią wydanych.

Ilustracje pochodzą ze strony polskiego wydawcy: krainaplanszowek.pl

Comments (0)

Jakiś kościół w Anglii...**

Tags: , ,

Zły i niedobry churching…

Posted on 13 listopada 2011 by admin

Jakiś kościół w Anglii...**

Jakiś kościół w Anglii...**

Od jakiegoś czasu, zwłaszcza gdy już nie ma o czym pisać, media donoszą o rozwijaniu się w naszym kraju zjawiska churching’u. Ten językowy potworek oznacza wyszukiwanie sobie najbardziej odpowiadającego kościoła na niedzielną mszę św., rekolekcje, czy też ślub. Zjawisko może niezbyt obecne na wsiach czy w małych miasteczkach, gdzie wyboru albo nie ma albo jest prawie żaden, dużo częstsze w dużych miastach, gdzie czasami w promieniu pięciu minut jazdy samochodem dostępnych jest kilka kościołów. Proboszczowie zazwyczaj pomstują na wszystkich, którzy stali się wiernymi niewiernymi swojej parafii*. Dla innych, np. kościołów prowadzonych przez zakony, a nie będących parafiami, to wyznacza w ogóle sens istnienia. Mimo, że temat jest w dużych mediach raczej tematem sezonu ogórkowego, warto się nad nim chwilę zastanowić. Czy owego „wiernego niewiernego” potępiać, bronić? Czy mamy prawo wyboru kościoła, do którego chodzimy czy powinniśmy twardo chodzić do swojego, parafialnego, nawet pod groźbą utraty wiary po spotkaniu z miejscowym księdzem?

Jak to często bywa, odpowiedź nie jest łatwa i prosta. Więź z parafią jest oczywiście ważna, to jest miejsce, gdzie wg prawa kanonicznego parafianie przyjmują sakramenty (chrzest, bierzmowanie, małżeństwo itp.) a więc w konsekwencji tam też powinni uczestniczyć we mszy św. W ten sposób lokalną społeczność zaczyna łączyć w lokalną wspólnotę chrześcijan nie tylko wspólne zamieszkanie, ale i wspólna modlitwa, zaangażowanie przy parafii.

Z drugiej strony należy zadbać o swoje zbawienie, drogę duchową itp. Bywają parafie, w których jest forowana taka a nie inna duchowość. Duchowość to coś w rodzaju drogi do Boga, tych dróg jest wiele. Nie każdy musi iść każdą z nich. Co wtedy? Dla osób związanych z konkretną duchowością na pewno lepiej będzie iść do takiego kościoła, gdzie pogłębią właśnie tę drogę do Boga. Z drugiej strony, inni mogą nie czuć się najlepiej w tej duchowości, którą proponuje im proboszcz czy wikarzy. Czy ma się męczyć niepotrzebnie, czy raczej znaleźć swoje miejsce tam, gdzie odnajdzie swoją drogę? Co zrobić w sytuacji, gdy miejscowi księża nie mają daru głoszenia kazań, odprawiania mszy, nie mówiąc już o sytuacjach gorszącego stylu życia? Czy wtedy można znaleźć miejsce, gdzie właśnie przykład duchownych, sposób podania przekazu ewangelicznego pociągną nas do Boga?

Z trzeciej strony pojawia się ryzyko lenistwa. Idzie się tam, gdzie szybciej, mniej się wymaga, a może po prostu jest lepsza rozrywka i nudny obowiązek staje się bardziej strawny. Wtedy wybór kościoła to nie wybór dobra duchowego, tylko pójście na łatwiznę, a nie o to chyba chodzi w wierze.

Trzy strony medalu, a jakie rozwiązanie? Może właśnie to, żeby głównym wyznacznikiem był mój wzrost duchowy? Jeżeli w mojej parafii wzrastam duchowo, chociaż ten wzrost może nieraz być trudny, to nie warto uciekać? Przecież, żeby iść pod górę, trzeba się zmęczyć i napracować. Jeżeli nie wzrastam, wtedy szukam miejsca, gdzie będę. Nigdy natomiast nie powinno to wynikać z lenistwa, bo wtedy nie o wzrost duchowy chodzi, tylko o to, żeby szybciej z tej góry się stoczyć…

* Sformułowanie zgapione z Rzepy: http://www.rp.pl/artykul/20,747382.html.

** Nie chcę umieszczać konkretnego kościoła w Polsce, żeby komuś nie przychodziły niepotrzebne czy fałszywe skojarzenia.

Comments (1)

Więzienie w austriackim Leoben.

Tags: ,

Umieć się cieszyć…

Posted on 02 marca 2011 by admin

Więzienie w austriackim Leoben.

Więzienie w austriackim Leoben.

„Kiedyś to było dobrze, za PRL’u” – na takie lub podobne słowa reaguję najczęściej alergicznie. Jak to za komuny miało być lepiej. Dzisiaj jednak usłyszałem, coś z czym choć trochę mogę się zgodzić. Mianowicie, z komuny ludzie częściej potrafili się cieszyć z tego co mają. Może dlatego, że nie było prawie nic. Zabawek, mieszkań, telewizorów, samochodów itd. Paczka z „Efu”, czy z Zachodnich Niemczech to był rarytas. Miałem to szczęście, że babcia paczki posyłała. Jednak i tak pamiętam radość z zabawy przy rowie za śmietnikiem, który raz był fosą zamku, raz stanowił element tajemnej twierdzy, a jeszcze innym razem był po prostu wyzwaniem, kto przeskoczy go w najszerszym miejscu. Nie było potrzeba wiele do szczęścia.

Dziś gonimy za szczęściem. Wydajemy na to coraz więcej, zaciągamy kredyty i tak naprawdę gubimy się. Chcemy coraz więcej, mamy coraz mniej. Bogatym okazuje się nie ten z milionem dolarów na koncie, ale ten co potrafi cieszyć się z tego co ma. Nie gra tu roli kwestia ile ma, tylko czy pogoń za „więcej” nie stała się bożkiem. Dziś dzieci muszą mieć komórkę, laptopa, telewizor, skuter i jeszcze mnóstwo innych gadżetów. Cierpią, gdy tego nie mają. Kiedyś wystarczył kijek i krzak, i była baza, kawałek podwórka i można było bawić się w chowanego. Nie uświadczysz tego jednak dzisiaj, gdy dzieci zostały zamknięte przez rodziców w więzieniu dobrobytu i telewizji, gdy rodzice dali dzieciom to czego im brakowało, ale odebrali to co tak naprawdę ważniejsze.

Takie społeczeństwo nam rośnie, bez szczęścia i radości. Społeczeństwo, które ciągle goni, ale czy jeszcze wie za czym?

Comments (1)

Zakochany w książkach – zarażam ;)

Tags: , ,

Zakochany w książkach – zarażam ;)

Posted on 03 grudnia 2010 by admin

Ten blog ostatnio przycichł. Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim mniej czasu. Zima, Adwent, a więc czas kolęd, więcej zajęć i nie ma kiedy pisać. Poza tym dłubie co nie co przy doktoracie oraz… rozwijam swoją pasję! Strona o książkach „Kocham Książki” to takie moje dziecko. Rozwija się całkiem nieźle. Poza tym bardzo mi zależy na promowaniu książek i czytania. Dlatego do strony dochodzą takie akcje:

Profil na NK.pl „Kocham Książki”: http://nk.pl/profile/35726371 – profil gromadzi osoby kochające książki (zapraszam do znajomych).

Grupa na NK.pl „Kocham Książki”: http://nk.pl/grupy/1511 – dołączajcie się, grupa daje możliwość dyskusji, polecania sobie książek.

Strona na FB „Libri – z miłości do książek”: http://www.facebook.com/pages/Libri-z-milosci-do-ksiazek/132479443443134 -podobnie jak powyżej, tyle że na Facebooku.

Skąd to wszystko? Ano po to aby czytanie książek nie zaginęło, aby powróciło do łask. Do tej krucjaty włączyła się już moja znajoma, której jestem za to bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że będzie się ona rozwijać oraz że dołączą się nowe osoby. Czekam na każdego z was, moich przyjaciół, znajomych czy po prostu drogich czytelników mojego bloga. Uważam, że trzeba zrobić wszystko co w naszej mocy, aby czytanie było „trendy”, czyli po prostu modne. To się może udać tylko wtedy, gdy uda się wywrzeć wrażenie, że wszyscy dookoła czytają, że jest to masowe. Może nawet nie wrażenie, ale po prostu pokazać, że moli książkowych trochę na tym świecie ciągle chodzi. Wtedy ludzie sięgną po książkę choćby na zasadzie odruchu stadnego. W tym wypadku taki odruch może się okazać ze wszech miar korzystnym :)

Comments (3)

„Ostatni Egzorcyzm”, opinia

Tags: , ,

„Ostatni Egzorcyzm”, opinia

Posted on 13 listopada 2010 by admin

Szczerze mówiąc stanąłem przed dylematem. Dziś jest premiera filmu Daniela Stamma „Ostatni Egzorcyzm”. Miałem okazję go zobaczyć w Warszawie. Opowiada historię pastora – egzorcysty, który zajmuje się swoim fachem od najmłodszych lat. „Fachem” gdyż w miarę upływu czasu staje się to pracą, źródłem utrzymania, Marcus Cotton (pastor) bowiem traci wiarę. W pewnym momencie postanawia zerwać z obłudą i nakręcić dokument ukazujący całą prawdę o egzorcyzmach. Wybiera się do niewielkiej miejscowości na południu USA. Tam odprawia „egzorcyzmy”, w pełni przez niego samego spreparowane. Coś jednak zaczyna się wymykać spod kontroli…

Więcej nie powiem, aby nie zdradzić (choć i tak już sporo opowiedziałem). „Ciekawy scenariusz, dobra realizacja”, jak napisała moja znajoma. Zgadzam się z jej opinią, choć jednak… Do pełni szczęścia czegoś mi w tym filmie zabrakło, jakieś wisienki na torcie… Trudno mi określić, co to jest konkretnie. Choć może jest to spowodowane widownią. Niby stolica, niby wysoki poziom. Jednak kultura nakazuje, że jeżeli film się nie podoba to się wychodzi, a nie głośno komentuje, czy śmieje. Tak więc prawdopodobnie właśnie to mogło spowodować, że mój odbiór filmu jest taki jaki jest.

Jednak sam film polecam. Myślę, że warto go zobaczyć, a może także przemyśleć swoje podejście do spraw zadawania się ze złymi duchami. Nie da się wszystkiego wytłumaczyć psychologią…

Comments (4)

Świętych można spotkać wszędzie

Tags: ,

Świętymi bądźcie!

Posted on 30 października 2010 by admin

Świętych można spotkać wszędzie

Świętych można spotkać wszędzie

Arka Noego ma w swoim repertuarze piosenkę, w której refrenie są następujące słowa:

Taki duży taki mały może świętym być;
Taki gruby taki chudy może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być;
Taki ja i taki ty może świętym być.

Czy możemy być rzeczywiście świętymi? Hmmm… patrząc na ten świat, przecież tylu ludzi… Stop! Święty to nie ten co patrzy na innych. Święty to ten co patrzy na Boga i czyni Jego wolę czy to się komuś podoba czy nie, bez względu na uznanie bądź odrzucenie świata. Bóg daje wolność od tego patrzenia na ludzi i zastanawiania się „co o mnie pomyślą”. Tylko wtedy w wolności można iść służyć człowiekowi, gdy Bóg jest najważniejszy. Nie straszne są wówczas drwiny czy wyzwiska.

Bez względu na to kim jesteś, jaki jesteś, jesteś powołany do świętość. Nie ma osoby, która by tego powołania nie miała. Dlatego rozwijajmy je. Nie czekajmy aż samo się stanie. Zostań świętym już dziś! Jak? Najpierw zapomnij o swoim pomyśle na świętość. Tak, dokładnie. Zapomnij o tym jak sobie wyobrażasz świętego. Potem weź i pomóż sąsiadce wnieść zakupy na czwarte piętro, wieczorem się za nią pomódl. Przyjdź do kościoła spotkać się z Bogiem w Eucharystii, a potem spotkaj się z przyjaciółmi. Wszędzie niech twoja obecność niesie radość i zgodę. Gdy widzisz, że wokół ciebie coś idzie nie tak – módl się. Ucz się dostrzegać przede wszystkim dobro wokół siebie i w drugim człowieku. Dziękuj Bogu za nie. Nie pytaj się czy to jest możliwe, abym był świętym. Po prostu żyj w każdej chwili tak, jakbyś nim był.

Comments (0)

RELATED SITES