Archive | Społeczeństwo

szkola-prl

Tags: , ,

Aby uczeń samodzielnie myśląc zawsze wybrał socjalizm…

Posted on 25 kwietnia 2012 by Ioannes Oculus

Kto jest najwspanialszym człowiekiem świata i dlaczego właśnie Lenin?

Dawno, dawno temu, kiedy chodziłem do szkoły… W czasach, kiedy nauczyciel nie miał do wypełniania stosu dokumentów na temat jak uczyć i wychowywać ucznia, o dostosowaniu programu do jego potrzeb, tylko miał czas uczyć…

W tych odległych czasach śmialiśmy się z rzekomego pytania zadawanego na szkolnych wypracowaniach w ustroju słusznie minionym. Pytanie Kto jest najwspanialszym człowiekiem świata i dlaczego właśnie Lenin? jest chyba idealną karykaturą rzeczywistości indoktrynacji dokonywanej od najmłodszych lat. Wydawało mi się śmiesznym, że w ogóle ktoś mógłby mieć takie podejście do edukacji. Później okazało się, że byłem w będzie, że w socjalizmie taka forma pytania miała nie świadczyć o rzekomym braku samodzielnego myślenia. Pozwolę sobie zacytować wypowiedź Henryka Jabłońskiego, który jako członek KC PZPR miał powiedzieć:

Człowiek, którego my chcemy wychować, to świadomy swej ludzkiej wartości twórca, umiejący samodzielnie myśleć… rozumiejący, że socjalizm stwarza mu perspektywę coraz pełniejszego rozwoju jego osobowości… Sam nasz ustrój tworzy innego, o wyższych wartościach człowieka, ale rzeczą pedagogów jest ten naturalny proces przyspieszać, zwalczając wszystko to, co jest obcą socjalizmowi penetracją wrogiej ideologii.

Wniosek jest prosty. Edukacja ma dążyć do tego, aby uczeń samodzielnie myśląc zawsze wybrał socjalizm. Jednocześnie należy zwalczać wszystko co jest temu przeciwne. Trudno się więc dziwić, że podręczniki szkolne przedstawiały jedną poprawną wizję wszystkiego, że państwo miało monopol wydawniczy itd. Wszystko byłoby pięknie, gdyby to była tylko przeszłość…

Niestety, to co znajduję dzisiaj w internecie nie napawa optymizmem. Pojawia się bowiem podręcznik, który w sposób nachalny przedstawia mocno subiektywną wizję historii. Co więcej, niezgodną z podstawami warsztatu historyka, który powinien na ile to możliwe zachowywać obiektywizm. Wiadomą sprawą jest, że historia najnowsza zawsze będzie budzić emocje i gorące dyskusje, że jej ogląd jest obciążony mocno subiektywizmem. Rolą jednak podręcznika jest starć się zachować umiar i obiektywizm, a już na pewno nie sugerować jaka odpowiedź jest jedyną poprawną w kwestii oceny zjawisk historycznych. Jednak Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918-2006 autorstwa Andrzeja Brzozowskiego i Grzegorza Szczepańskiego, wydawnictwo Stentor, nie bardzo się przejmuje takimi głupstwami. Na s. 258 uczeń ma dostaje następujące zadanie:

Scharakteryzuj rolę „Gazety Wyborczej” od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety.

Owa najbardziej poczytna gazeta miała jednak drugie miejsce w lutym 2012 jeżeli chodzi o średnią dzienną ilość sprzedanych egzemplarzy. Wyniosła ona 248 803 egzemplarzy, co jest najgorszym wynikiem w historii. Na pierwszym miejscu jest bijący ją pod tym względem na głowę „Fakt” ze średnią liczbą 403 754 sprzedanych egzemplarzy dziennie. Jakoś do najpoczytniejszej wiele „Wyborczej” brakuje. W miarę wysoki wynik może też wynikać z wielu dodawanych do niej gadżetów. Znam osoby, które kupują ją tylko ze względu na jakąś książkę czy płytę CD lub DVD. Oczywiście, gratulacje dla marketingowców GW, jednak poczytność wtedy musi być mniejsza, bo niektórzy jej nie przeczytają, mimo że kupili. Kwestia ilości jest jednak drugorzędna. Bardziej drażnią mnie słowa „atrakcyjna dla szerokiej publiczności”. Nie chodzi mi o to, czy to prawda czy fałsz. Problem w tym, że jest to sugestia odpowiedzi. To już jest subiektywna ocena, a nie obiektywne stwierdzenie faktu. Jej anty-fanów wydaje się być co najmniej tyle samo, wielu zarzuca jej mocno subiektywne przedstawianie rzeczywistość. Jak więc autor podręcznika może tak nachalnie sugerować jedyną poprawną wizję historii? Czyżby powrót do komuny? Podręcznik wydaje się być tendencyjnym nie tylko w tej jednej kwestii. Zachęcam do lektury artykułu Z takich podręczników będzie nauczana historia od nowego roku szkolnego. Manipulacje, przekłamania, przemilczenia.

To jednak nie wszystko. Gdyby bowiem chodziło tylko o tę sprawę, mogłoby chodzić o przypadek marginalny. Jednak symptomów podejrzanego „majstrowania” przy szkolnictwie jest więcej. Powszechnie znany jest fakt usuwania lekcji historii z programu nauczania szkół średnich. Dobra historia uczy krytycznego myślenia o źródłach, uczy o istnieniu i stosowaniu propagandy, buduje więź z Ojczyzną. Czyżby ktoś chciał się pozbyć tych owoców historii?

Rząd ma jeszcze jeden dziwny pomysł. Można o tym poczytać w najnowszym „Uważam Rze” (Cyfryzacja na papierze), gdzie opisany jest pomysł cyfryzacji szkolnictwa. Podręczniki miałby być darmowe i w formie elektronicznej. Brzmi pięknie? Szkoda, że wg obecnych projektów sprzęt elektroniczny kupić muszą rodzice. Poza tym darmowe podręczniki dostarczać ma ministerstwo. Łącznie ma ich być 18 (sic!) do 14 przedmiotów. Koniec z możliwością wyboru, będzie obowiązywał jeden podręcznik z jedyną słuszną wersją – rządową. Do tego wszystko oparte na licencji Creative Commons, czyli podręczniki miałyby zawierać tylko teksty nie objęte prawami autorskimi. Mickiewicz – tak, Słowacki – tak, ale już nie Herbert czy Twardowski. Szekspir pewnie też tak, ale w oryginale bo do tłumaczeń zapewne też byłoby potrzebne wykupienie praw do publikacji. Kalendarz prac wskazuje, na co zwraca uwagę autorka artykułu, na chęć przypodobania się wyborcom, aby dzieci dostały darmowe podręczniki tuż przed wyborami. Cóż z tego, że zaledwie 7 procent nauczycieli popiera ten pomysł, że Holandia wdraża go już od jakiegoś czasu i robi to o wiele spokojniej i ostrożniej, że Korea Południowa się w ogóle z tego pomysłu wycofuje? Niektórzy wiedzą najlepiej i nie potrzebują z nikim konsultować swoich pomysłów.

System edukacji w Polsce od kilku lat schodzi na psy, a dokładniej od początku rządów jedynej słusznej partii. Mnoży się biurokracja, zmieniane są podstawy programowe tak, aby zadowolić wydawnictwa, które wydają nowe wersje podręczników. Nowe w tym, że ten sam materiał znajduje się dwie strony dalej niż w poprzednim. Nauczyciele zamiast poświęcać czas uczniowi muszą tworzyć coraz więcej dokumentacji. Tak było z tzw. godzinami karcianymi, czy też zwanymi gdzieniegdzie „hallówkami” od nazwiska minister Katarzyny Hall. Miało to rozszerzyć ofertę edukacyjną dla uczniów przez przymus organizacji dodatkowych zajęć dla uczniów. Jednak wyszło nie najlepiej. Nauczyciele, którzy wcześniej robili coś w tym kierunku robili to dalej, choć czasem mniej, bo należało bawić w biurokrację, a na to nie każdy ma ochotę. Ci, którzy nie bardzo kwapili się do roboty podciągali pod to poprawy sprawdzianów i kartkówek. Wyszło na to samo albo i gorzej, bo mniej było w tym chęci pracy, a więcej przymusu. Inne pomysły byłej minister, jak wprowadzenie sześciolatków do szkoły też okazują się być niewypałem.

W jakim kierunku idzie więc szkolnictwo w naszym kraju? Moim prywatnym zdaniem od jakiegoś czasu dąży do wyprodukowania POprawnego absolwenta, który będzie…

…świadomy swej ludzkiej wartości twórca, umiejący samodzielnie myśleć… rozumiejący, że socjalizm PO stwarza mu perspektywę coraz pełniejszego rozwoju jego osobowości …

Obym się mylił.

Comments (0)

Chorobliwe zamknięcie

Tags: ,

Chorobliwe zamknięcie

Posted on 21 kwietnia 2012 by Ioannes Oculus

Dziś poprzez wykop natrafiłem na wpis z jednego z blogów: Nie kupuj zdjęć od Piotra Augustyniaka. Byłem tak zaskoczony tym co tam znalazłem, że aż mi się wierzyć nie chciało. Okazuje się bowiem, że w pewnej codziennej gazecie zwanej wybiórczą ukazał się zaiste kuriozalny artykuł o zamykaniu zawodów. Autor likowanego wpisu jest temu przeciwny, z czym zupełnie się zgadzam. O co chodzi? Piotr Augustyniak, fotograf, napisał artykuł do dodatku owej gazety, że optuje za zamknięciem swojego i innych zawodów. Wyjaśnia swoje intencje „kawa na ławę”:

Chciałbym, żeby mój zawód był zamknięty. Żeby prawo do zarabiania na robieniu zdjęć miały osoby, od których wymagany byłby chociaż jakiś kurs lub egzamin. Chciałbym mieć pewność, że nie tylko znają podstawy fotografii i naszej etyki zawodowej, ale również wiedzą, na czym polega prowadzenie własnej firmy. Jeśli ktoś lubi i chce fotografować, niech to robi, ale niech nie robi tego za darmo lub w barterze, bo w ten sposób psuje rynek i odbiera źródło dochodu innym.

Intencje są więc jasne. Dlaczego należy ograniczyć innym możliwość odpłatnego robienia zdjęć? Bo pan Piotr Augustyniak więcej zarobi! Gdy zawód zostanie zamknięty trudniej będzie odebrać autorowi artykułu „źródło dochodu”. Bardziej na przykrywkę czy listek figowy wyglądają słowa o wiedzy czy etyce zawodowej. Czy ma prawo do pisania takich tekstów? Owszem ma o tyle, o ile każdy dba o swoją kieszeń. Stara się uchronić swoje zarobki. Szkoda, że nie przez gwarancję jakości swojej pracy i zadowolenie jego klientów, a przez niszczenie konkurencji. Co więcej, przyjęcie w praktyce jego pomysłów świadczyłoby o chorobie psychicznej władzy (społeczeństwa) lub o chęci wzmocnieniu totalitarnych praktyk w naszym państwie.

Wolny rynek polega wymianie dóbr, która „dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie” (Wikipedia). Czy owym dobrem będą usługi takie jak fotografia czy ręcznie wyrabiane laleczki dla dzieci czy cokolwiek innego to kwestia mniej ważna. Mam jakieś dobro i mogę je sprzedać komu chcę, o ile ktokolwiek zechce je kupić. Jego jakość i cena, to inna rzecz. To klient decyduje czy chce mieć dobry towar, który zapewne będzie droższy, czy tańszy, ale gorszej jakości. Do konsument decyduje co i czy w ogóle cokolwiek kupi. Trzymając się przykładu fotografii wyobraźmy sobie Kowalskiego, który organizuje swoje wesele. Kowalski nie jest szczególnie bogaty i widzi, że nie stać go na profesjonalnego fotografa. Może więc zdecydować się na nieprofesjonalnego fotografa, który ma już jakieś doświadczenie, bo robił niezłe zdjęcia u znajomych i ma sprzęt, którego nie ma nikt w rodzinie Kowalskiego. Może też poprosić wujka Kazia lub innego członka rodziny, który swoim zwykłym aparatem cyknie kilka totalnie amatorskich fotek. Co wybierze Kowalski? Nie mając pieniędzy na profesjonalistę, a nie chcąc się martwić czy w ogóle jakieś zdjęcie wyjdzie, zatrudni zapewne owego nieprofesjonalnego fotografa. Jeżeli temu półamatorowi zabronić tej formy dorabiania (swoją drogą, ciekawe w jaki sposób), to Kowalski wcale nie pójdzie do drogiego profesjonalnego fotografa. Pozostanie mu wujek Kazik, kto pstryknie parę fotek i nadzieja, że choć jedna wyjdzie na tyle dobrze, aby stać się pamiątkowym zdjęciem ślubnym. W takiej sytuacji na zamknięciu zawodu wcale nie zarabiają więcej zawodowcy. Właściwie to nikt nie zarabia, jedynie para młoda zaoszczędzi trochę pieniędzy. Zamknięcie nie wydaje się więc szczególnie dobrym wyjściem.

Autor nie uniknął też pewnego rodzaju manipulacji czytelnikiem (nie wiem na ile świadomej). Najpierw mówi o potrzebie zamknięcia zawodu fotografa, co każdy rozsądnie myślący uzna za bzdurę. Jednak chwilę później pisze o fizjoterapeutach, którzy kierując się dobrem pacjentów optują za takim zamknięciem swojego fachu. Źle wykonywany zawód fizjoterapeuty może zaszkodzić zdrowiu, czyli mamy zamknąć zawód fotografa, dobrze zrozumiałem? Nie można porównywać zdjęć ślubnych i ratowania życia.

Istnieje jeszcze jedno zagrożenie zamykania kolejnych zawodów. Kto będzie decydował o tym kogo dopuścić a kogo nie? Łatwo to wykorzystać do faworyzowania „swoich” lub dyskredytowania wrogów. Wystarczy, że ktoś narazi się wpływowym osobom, a będzie mu można odebrać licencję. Fotograf z licencją tracąc licencję traci możliwość zarabiania. Co jeżeli stałoby się to z powodów niemerytorycznych, osobistych urazów albo poglądów politycznych? Prosta droga do uciszania niepokornych. A że taki tekst w wybiórczej…

O ile można dyskutować o zamykaniu zawodów, w których chodzi o zdrowie i życie ludzi, o tyle uważam zamykanie wszelkich innych za chorobliwe. Jestem za wszelkimi certyfikatami i dyplomami. Państwo powinno czuwać, aby to co napisane na tych dokumentach pokrywało się z prawdą, aby wyraźnie było napisane o czym dany certyfikat świadczy. Takim certyfikatem będzie mógł się pochwalić fotograf czy ktokolwiek inny. A klient wybierze kogo woli i za jaką cenę. Czy certyfikowanego profesjonalistę z dobrym portfolio i renomą czy kogoś innego. Konkurencja wymaga działań, a nie spoczywania na laurach. Pan Piotr Augustyniak nie powinien się martwić o pracę. Jeżeli jest dobry i będzie oferować swoje usługi za rozsądną cenę, to przecież przetrwa i będzie się rozwijał. Jeżeli natomiast chce walczyć z konkurencją nie przez jakość, a przez podkładanie innym kłód pod nogi w postaci zamkniętych zawodów, to świadczy to nie o jego kompetencji, a raczej słabości i kompleksach.

Comments (3)

Charytatywne zło, czyli rozwój społecznego pasożytnictwa.

Tags: ,

Charytatywne zło, czyli rozwój społecznego pasożytnictwa.

Posted on 19 kwietnia 2012 by Ioannes Oculus

Pomoc charytatywna czy karmienie pasożytnictwa?

Kiedy na Bogucicach można najtaniej kupić żywność? W dzień wydawania tejże żywności najuboższym przy bogucickiej parafii św. Szczepana. Jeżeli wydawany jest cukier, już po kilku godzinach można go nabyć od „obdarowanych” za symboliczną złotówkę. Dlaczego tak? Bo jedzenie jedzeniem, a pić i palić trzeba. Prawdziwi potrzebujący wręcz uciekają z miejsca owej pomocy, gdyż nie chcą brać udział w czymś co bardziej przypomina podział łupów niż prośbę o pomoc materialną. Podziwiać należy panie z parafialnego Caritas, które w tym piekle żądań, walk i pretensji znajdują się przez cały dzień i próbują w ten chory system wprowadzić minimum racjonalności. Tak dzieje się co miesiąc. Wszystko dzięki ludzkiej naiwności, pomocy z Unii Europejskiej dla potrzebującej ludności i zaświadczeniom z MOPS’u dla owych biedaków, który nie mają za pić żyć.

Czyżbym był nie czuły na potrzeby biednych? Sam bym tak pomyślał, gdyby nie przypadek sprzed kilku miesięcy, gdy młoda matka chora na raka prosiła mnie, abym zorganizował kogoś, kto jej tą pomoc (jedzenie, ubrania) przyniesie do domu. Mówiła, że była tam raz z sąsiadką, ale gdy zobaczyła co się tam dzieje szybko uciekła, bo i tak nie miałaby sił walczyć o zupę w puszce… Wniosek nasuwa się sam, naprawdę potrzebujący nie przychodzą, bo mają jeszcze trochę godności. Przychodzą natomiast ci, od których można jedynie usłyszeć: wy to już chyba nic tam nie macie, bo znowu była pomidorowa albo wyzwiska i obelgi.

Co więcej, moim zdaniem, taki system jest z gruntu chory i umacnia patologię. Tak rodzi się społeczne pasożytnictwo. Jasno i wyraźnie daj się do zrozumienia, że nie trzeba robić, nie trzeba dawać nic od siebie. MOPS, parafia i inne instytucje wyręczą we wszystkim. Nauczyliśmy część społeczeństwa, że wędka jest niepotrzebna, skoro zawsze można wyciągnąć rękę po rybę, którą na pewno się dostanie.  Życie z opieki społecznie stało się sposobem utrzymania. Ja pracując, płacąc podatki, ZUS itd. muszę dodatkowo utrzymać tych, którym się nie chce. Chore! Co gorsza, wielu tych ludzi nie da się już uratować i nie porzucą tego pasożytniczego stylu życia.

Nie jestem przeciwko pomocy najuboższym, pokrzywdzonym przez los. Ludzie słabi, chorzy muszą mieć wsparcie ze strony społeczeństwa. Są ludzie naprawdę nie zdolni do pracy, potrzebujący pomocy. Szkoda tylko, że często to wsparcie trafia nie tam gdzie trzeba, służy rozwojowi pasożytnictwa społecznego. Po co z moich podatków mają iść pieniądze na pomoc dla tych, którzy jej nie potrzebują lub wypaczają jej sens? Z tym trzeba coś zrobić, inaczej grozi nam poważna choroba.

Konieczna więc wydaje mi się reforma systemu. Nie powinno się wspierać możliwości żerowania na innych, za to powinno się ułatwiać samodzielną działalność. Obecne rządy doprowadzają nasz kraj do ruiny, młodzi nie chcą próbować rozwijać działalność gospodarczej, bo to się nie opłaca. Przez nieudolność planowania, wysokie podatki i inne utrudnienia rośnie bezrobocie. Trzeba zmienić system na bardziej przyjazny. Co więcej, należy zająć się edukacją! Gruntowna reforma powinna doprowadzić do sytuacji, gdy większość uczniów, a potem absolwentów będzie potrafiła samodzielnie i kreatywnie myśleć. Wtedy jest szansa, że młode pokolenia nie będą wchodzić w tą patologiczną spiralę uzależnienia od pomocy, tylko nauczą się korzystać z wędki.

Walka z taką chorobą nie jest łatwa. Wymaga pracy na wielu płaszczyznach. Jak to bywa w chorobie, trzeba przejść ten niezbyt przyjemny czas leczenia. Jeżeli jednak nie zdecydujemy się na leczenie, to pasożytnictwo będzie się rozwijać, aż w końcu zabije resztki zdrowego organizmu.

Comments (0)

Grzecznie… za grzecznie…

Tags: , ,

Grzecznie… za grzecznie…

Posted on 19 kwietnia 2012 by Ioannes Oculus

Czasami tak się czuję...

Wczoraj obejrzałem krótki film dokumentalny pt. Blogersi. Pierwszą myślą było to, że… nie jestem blogerem. To co nazywam swoim blogiem, czyli strona którą teraz czytasz, nie może aspirować do miana bloga z prawdziwego zdarzenia! Dlaczego? Powód jest prosty – została ocenzurowana i to przez nikogo innego, jak jej twórcę, czyli piszącego te słowa. „Nam więcej wolno ponieważ nie mamy kagańca” powiedział na koniec filmu Artur Brzeziński.

Na czym polega ta autocenzura? Proste, na tym „co ludzie powiedzą”. Zdarzyło mi się być księdzem, co powoduje automatycznie ogromne oczekiwania wobec mojej osoby. Najjaskrawiej widać do na przykładzie polityki. Duchowny popierający miłościwie nam panującą PO i premiera D. Tuska? To człowiek apolityczny, wyważony. Ksiądz za Kaczyńskim? Zgroza! Fanatyzm! Ciemnogród! No i koronny argument, że księża mają się nie mieszać do polityki. Nie trzeba nawet popierać Kaczyńskiego, wystarczy jawnie nie popierać Tuska, wtedy już się jest kaczystą, a kaczysta to wiadomo gorszy od terrorysty jest… Wniosek jest taki, że ksiądz to politycznie apolityczny jest tylko, gdy popiera jednych albo zupełnie w tej kwestii milczy. Chcąc mieć święty spokój tematy polityczne albo bliskie politycznym odsunąłem na bok.

Sprawy kościelne? Mało kto sobie zdaje sprawę, jak w tym środowisku ksiądz może otrzymać swoją szufladkę. Zbytni liberał, trydencka konserwa itp. Znów najlepiej popierać aktualne trendy i się nie wychylać. Wtedy przynajmniej ma się święty spokój. No o też tak się stało na blogu…

Po obejrzanym dokumencie zmieniłem jednak zdanie. Dla świętego spokoju to ja się mogę położyć na kanapie. Blog jest mój i będę pisał tutaj to, co mi po głowie chodzi i w duszy gra, a niekoniecznie daje święty spokój. Nie wypowiadam się tutaj w imieniu Kościoła czy partii politycznej. Wypowiadam się tutaj jako Jan Oko, człowiek i tyle. Bez tytułów, grup społecznych. Jeżeli się ze mną ktoś nie będzie zgadzał to świetnie. W dyskusji i polemice człowiek rozwija i koryguje swoje poglądy. Jednak mam prawo ignorowania wypowiedzi, nie odpowiadania na komentarze, choćby dlatego że nie mam zamiaru całego dnia spędzać na blogu.

Było grzecznie, za grzecznie moim zdaniem. Co będzie po takim tekście? A kto to wie? Może się ugnę pod presją ‘politycznej poprawności’ a może nie. Oby wyszło na to drugie. Mam przede wszystkim nadzieję, że znajdę na to czas! Życzę sobie, aby grzecznie już nie było. Będzie to bliższe mojemu myśleniu i patrzeniu na świat. Zresztą i tak jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.

Comments (3)

Tags:

Pięć prawd Polaka

Posted on 26 marca 2012 by Ioannes Oculus

Niedawno natknąłem się na Pięć prawd Polaka. Zostały one uchwalone na I Kongresie Polaków w Niemczech, który rozpoczął się 6 marca 1938 w Theater des Volkes w Berlinie. Oto one:

  1. Jesteśmy Polakami
  2. Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci
  3. Polak Polakowi Bratem!
  4. Co dzień Polak Narodowi służy
  5. Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!.

Wśród uczestników kongresu byli  m.in. przedstawiciele ze Śląska. I może przydałoby się, żeby te postulaty trochę bardziej weszły nam w krew… Pozostawiam do przemyślenia.

Comments (0)

Św. Patryk

Tags: ,

Na dzień św. Patryka

Posted on 17 marca 2012 by Ioannes Oculus

Św. Patryk

Św. Patryk

Dzisiaj obchodzimy dzień św. Patryka. To podobno jedna z najweselszych i z najchętniej obchodzonych świąt na całym świecie. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że wiąże się z dobrą zabawą, wypija się hektolitry piwa (najlepiej irlandzkiego Guinness’a), puby są pełne gości. Świętu często też towarzyszy koniczyna, choć mało kto z świętującego towarzystwa wie, co ona oznacza.

Imię Świętego Patryka nadane mu po jego urodzeniu brzmiało Maewyn Succat. On urodził się pod koniec czwartego stulecia, w 386 r. Należy zacząć od tego, że on nie był Irlandczykiem, jak wielu zapewne uważa. Urodził się w dzisiejszej Szkocji, w czasach, kiedy ona była obszarem zarządzanym przez pogańskich królów i wojowników. Choć wtedy nie byłą nazywana jeszcze Szkocją (ta nazwa odnosiła się wtedy do… Irlandii!). Jego rodzice byli Rzymianami, prawdopodobnie pracowali jako kupcy lub administratorzy Rzymskiej Kolonii. Pierwszy raz do Irlandii przybył jako niewolnik porwany z domu rodzinnego przez piratów i sprzedany na wyspie. Tam musiał pracować jako pastuch. To był czas jego religijnej przemiany. Gdy wiele lat później powrócił do Irlandii już jako Patryk, właśnie to głębokie religijne doświadczenie miało stać u fundamentów jego misji. Aby wytłumaczyć pogańskim mieszkańcom Zielonej Wyspy trudną doktrynę o Trójcy Świętej posłużył się prostym obrazem koniczyny, która ma trzy osobne liście, a nadal jest jedną koniczyną, a nie trzema. Jego zaangażowanie doprowadziło do ewangelizacji północnej, środkowej i zachodniej części wyspy. On to wprowadził inną od kontynentalnej  organizację kościelną opartą na klasztorach. Sam założył ich bardzo wiele, choć dzisiaj trudno dociec, które z nich zostały przez niego naprawdę założone. Zasłynął także cudami. Według legend przywracał wzrok ślepcom, ożywiał zmarłych i uwolnił Irlandię od plagi węży. Zmarł prawdopodobnie w 461 r. O jego życiu dowiadujemy się z jego własnych Wyznań i Listu do Korotyka.

Dzień św. Patryka powinien być więc nie tylko dniem zabawy przy piwie. Mógłby także i powinien być dniem radości z faktu, że poznaliśmy Jezusa. Surowość życia św. Patryka i jego naśladowców dobrze wpisuje się w czas Wielkiego Postu i przypomina, że radość płynie przede wszystkim z ducha oddanego Bogu, a nie z ziemskich przyjemności. Warto przynajmniej mieć jakąś podstawową świadomość o osobie, której dzień się obchodzi.

Krótka i przystępną historię św. Patryka przedstawia ten filmik:

Proponuję także zapoznanie się z Lorica, czyli Pancerzem Świętego Patryka. Zaczerpnąłem to z forum Oaza.

Jest to irlandzka modlitwa pochodząca z V wieku. Wymieniane elementy pobudzają wyobraźnię osoby modlącej się, aby zwiększyć jej świadomość dostrzegania Bożej mocy. Ufność pokładana we Wszechwładnym i pokorna prośba umożliwiają uświadomienie sobie własnego bezpieczeństwa, jeśli podąża się ścieżką Światłości. Zgodnie z maksymą Gdy Bóg z nami, któż przeciwko nam, Lorica stwarza możliwość poczucia Bożej opieki, która jak pancerz chroni przed złem i przyjęcia tej opieki w sposób dobrowolny, uzbrojenia się w miłość i siłę Światłości w sposób przywodzący na myśl zbrojenie się wojowników przed bitwą.

Powstaję dzisiaj
Poprzez potężną moc wezwania Imienia Trójcy,
Poprzez wiarę w Trzy Osoby,
Poprzez wyznanie Jedności
Stworzyciela stworzeń.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc Chrystusowego narodzenia i chrztu,
Poprzez moc Jego ukrzyżowania i Jego złożenia do grobu,
Poprzez moc Jego zmartwychwstania i wniebowstąpienia,
Poprzez moc Jego zstąpienia na ziemię
Na ostateczny sąd przeznaczenia.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc miłości cherubinów,
W posłuszeństwie aniołów,
W posłudze archaniołów,
W nadziei na zmartwychwstanie i spotkanie z nagrodą,
W modlitwach patriarchów,
W naukach apostołów,
W wierze wyznawców,
W niewinności dziewic,
W uczynkach prawych ludzi.

Powstaję dzisiaj
Poprzez moc Niebios;
Światło słońca,
Blask księżyca,
Splendor ognia,
Szybkość błyskawicy,
Śmigłość wiatru,
Głębinę morza,
Stabilność ziemi,
Twardość skały.

Powstaję dzisiaj
Poprzez Bożą moc wiodącą mnie;
Bożą moc podtrzymującą mnie,
Bożą mądrość prowadzącą mnie,
Boże oko patrzące przede mną,
Boże ucho słuchające mnie,
Boże słowo mówiące do mnie,
Bożą rękę strzegącą mnie,
Bożą drogę ścielącą się przede mną,
Bożą tarczę chroniącą mnie,
Boże zastępy aby obronić mnie
Przed zasadzkami diabła,
Przed pokusami występków,
Przed każdym, kto życzy mi źle
Z daleka czy z bliska,
Samotnie czy w tłumie.

Wzywam dziś wszystkie te moce pomiędzy mnie a zło,
przeciwko każdej okrutnej, bezlitosnej sile
zagrażającej memu ciału i duszy,
Przeciwko inkantacjom fałszywych proroków,
Przeciwko czarnym praktykom pogaństwa,
Przeciwko fałszywym prawom heretyków,
Przeciwko działąniom bałwochwalstwa,
Przeciwko zaklęciom czarownic, kowali i czarnoksiężników,
Przeciwko każdej wiedzy
która znieprawia ciało i duszę człowieka.

Chryste chroń mnie dziś
Od trucizny, od spalenia,
Od utopienia, od zranienia,
Dopóki nie nadejdzie ma nagroda w obfitości.

Chrystus ze mną, Chrystus przede mną,
Chrystus za mną,
Chrystus we mnie, Chrystus pode mną,
Chrystus nade mną,
Chrystus po prawicy, Chrystus po lewicy,
Chrystus gdy się kładę, Chrystus kiedy siadam,
Chrystus w sercu każdego, kto o mnie myśli,
Chrystus w ustach każdego, kto o mnie mówi,
Chrystus w oczach każdego, kto mnie widzi,
Chrystus w uszach każdego, kto mnie słyszy.

Powstaję dzisiaj
Poprzez potężną moc wezwania Imienia Trójcy,
Poprzez wiarę w Trzy Osoby,
Poprzez wyznanie Jedności
Stworzyciela stworzeń.
Zbawienie jest w Panu.
Zbawienie jest w Panu.
Zbawienie jest w Chrystusie.
Pozwól, o Panie, aby zbawienie było zawsze z nami.
Amen.

Comments (0)

Stara płatna autostrada

Tags: ,

Stara płatna autostrada

Posted on 27 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Ze zgrozą przeczytałem kilka dni temu, że już lada moment odcinek autostrady A4 między Gliwicami a Wrocławiem ma być płatny. Dla samochodów osobowych ma to być prawie 30 zł w jedną stronę. Z A1 mają się wstrzymać, aż będzie gotowa w całości (chodzi o całość jakiegoś kawałka, ale nie pamiętam jakiego). Dlaczego ze zgrozą? Ponieważ ostatnio drożeje wszystko „jak leci”. Gdyby chociaż te opłaty np. za autostrady przekładały się konkretnie na jakość życia (w tym wypadku jakość dróg), może nie byłoby jeszcze tak najgorzej. Niestety jedyne na co zdają się przekładać, to na zwiększającą się grubość portfeli rządzących polityków. A jakość życia? Znany wielu mieszkańcom Śląska i Małopolski płatny odcinek autostrady A4 między Mysłowicami a Krakowem będzie teraz droższy. Czy lepszy? Dotychczas za chyba 16 zł w jedną stronę można było doświadczyć pasma remontów, przebudów i tym podobnych, autostrady już rzadziej. Mój anty-rekord średniej prędkości między bramkami wynosi ok. 30-40 km/h… Przypominam, że to autostrada! Jak ma się rozwijać w Polsce transport samochodowy, jeżeli na każdym kroku stara się go dobić?

Wielu przedsiębiorców ma coraz większe problemy, aby związać koniec z końcem. Rząd w szale dbania o emerytury podnosi im minimalne składki ZUS. Podobnie jak w przypadku autostrad nijak ma się to do wysokości emerytury czy jakości leczenia. Chodzi o łatwą i szybką kasę. To że część będzie musiała zawiesić działalność, zwolnić ludzi, to już „góry” nie interesuje. Przedsiębiorca staje się nieomal wrogiem państwowym, który jeżeli chce egzystować musi płacić horrendalny podatkowo-zusowski haracz, a na deser przedzierać się przed legislacyjne buble. A podobno to właśnie przedsiębiorcy są kołem napędowym gospodarki…

Odpowiedzią mogą być rzekomo wielkie inwestycje z zagranicy. Problem w tym, że ich nie ma za wiele. Mamy w końcu kryzys i kto się będzie pchał nad Wisłę, jak u siebie ma problemy. Poza tym owe inwestycje nie przynoszą długofalowych zysków u nas, ponieważ zarobione pieniądze idą do centrali firmy/korporacji za granicę. Jeżeli więc wielcy z Zachodu pojawią się u nas, to dadzą sobie. Nasi, mniejsi, już mogą mieć problemy…

Gdzie tu sens, gdzie logika? Jeżeli dobija się swoich, promuje cudzych, to znaczy, że „swoi” przestali być „swoimi”. W sytuacji, gdy rząd zdaje się dobijać polską gospodarkę, podnosić koszty życia w naszym pięknym kraju, popierać obcych, co więcej utrudniać wszystkim życie przez choćby ustawę refundacyjną, ograniczać wolność słowa (próba wprowadzenia ACTA, niedopuszczenie do multipleksu telewizji Trwam z niejasnych powodów), ogłupiać przyszłe społeczeństwo przez zaniżanie poziomy edukacji, pytam się o jedno: dlaczego jeszcze tak mało ludzi wyszło na ulice? Czy Polacy to tylko pokorne barany przeznaczone na rzeź? Ja chciałbym żyć w normalnym kraju, a niestety póki co na to się nie zapowiada…

W tej całej sytuacji pojawia się wiele przebłysków na zmianę. Internet daje jeszcze swobodę wypowiedzi, ludzie łączą się, edukują. Tworzy się drugi obieg informacji, w którym przedstawiana jest nie-propagandowa rzeczywistość. Może dzięki temu uda się coś wskórać. Niestety brakuje ciągle w naszym kraju solidarności i zaangażowania. Lubi ciepełko, a może i dajemy sobie wmówić oglądając TVN, że wszystko jest dobrze. Jakiekolwiek działanie wydaje się być lepsze od niedziałania. Dzieje się sporo. Mam nadzieję, że te różne, rozproszone inicjatywy zaczną współpracować. Czas już odrzucić spory i waśnie, czas spróbować zrobić coś dla kraju, w którym przyszło nam żyć.

Comments (6)

Przyzwyczajenia

Tags: , ,

Przyzwyczajenia

Posted on 22 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wyobraź sobie świat bez prądu...

Wczoraj po raz pierwszy coś tam się zepsuło w moim samochodzie. Minęło już ponad trzy i pół roku jego używania i 60 tys. kilometrów nim zrobionych, więc ma prawo coś tam pójść nie tak. Sprawa niewielka i będzie zrobiona na gwarancji. Problem w tym, że po sprawdzeniu co dokładnie się stało, zostałem poinformowany, że samochód nie wyjedzie tego samego dnia z warsztatu. Miała być tylko wymiana paska klinowego, okazało się coś więcej. No i pojawił się problem, bo trzeba było poszukać kogoś kto mnie stamtąd odwiezie. Przy okazji zdałem sobie sprawę z prostej, choć często niezauważanej w codziennym życiu kwestii. Otóż niesamowicie łatwo przyzwyczajamy się do wygody. Do tego choćby, że mam swój samochód który wszędzie mnie zawiezie. Ale to nie jedyny przykład przyzwyczajenia do wygody.

Pamiętam czasy, kiedy telefony komórkowe były dobrem nieistniejącym w powszechnej świadomości. Istniały jedynie jako walizkowe urządzania, którym nie miał prawie nikt. Dzwoniło się więc z domu, ewentualnie z budki telefonicznej. Do tego liczyło się dokładnie czas, bo impuls trwał 3 minuty. Długie nasiadówki na telefonie w domu kończyły się awanturą o wysokość rachunku. Często bywało tak, że nie było albo skąd zadzwonić, bo do domu daleko, a budki w okolicy jakoś wszystkie się pochowały, albo osoby, do której się dzwoniło, nie było akurat w miejscu, gdzie się dodzwoniliśmy. Dzisiaj takimi problemami nikt nie zaprząta sobie głowy. Telefon zawsze jest pod ręką, każdy chodzi z komórką, więc nie musimy się martwić gdzie jest. Wielu nie wyobraża sobie życia bez telefonu komórkowego. Takie małe urządzenie, a ma taką siłę oddziaływania, że z przyzwyczajenia do tej wygody nikt by nie chciał chyba rezygnować.

Samochody, telefony, internet… Gdyby dołożyć do tego te mniej oczywiste – prąd, gaz, bieżącą wodę. Jeżeli w XXI w. dostęp do internetu jest traktowany prawie jak jedno z praw człowieka, co by było gdybyśmy zostali kompletnie odcięci od prądu! Niezwykle łatwo przyzwyczajamy się, zaczynamy traktować jako oczywistość to, co jeszcze nie tak dawno było nowinką techniczną. Jak tu się nie pogubić?

Najważniejsze to zachować zdrowy rozsądek i nie ubóstwiać tego, co jest dziełem ludzkim. Właściwa hierarchia wartości sprzyja szczęściu w życiu. Stąd może ten wielkopostny pomysł małych i większych wyrzeczeń nie jest taki głupi? To co ważne w tej sprawie to m.in. nasze szczęście. Jeżeli zależy ono od rzeczy zewnętrznych, takich jak dostęp do prądu czy internetu, znaczy że brakuje nam czegoś w życiu. Istotniejsze są przecież dobre relacje między ludzkie, w rodzinie czy z przyjaciółmi. O wiele istotniejsze jest też moje życiowe powołanie, czy idą tą właściwą dla mnie ścieżką. Najistotniejsze wreszcie jest to czy Bóg jest obecny w moim życiu. Wydaje mi się, że warto nad tym pomyśleć na początku Wielkiego Postu…

Comments (0)

Słuchowisko

Tags: , ,

Słuchowsko „Wszystko czerwone”

Posted on 17 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Słuchowisko "Wszystko czerwone"

Słuchowisko "Wszystko czerwone"

Teatr Polskiego Radia w „Bibliotece Bluszcza” wydał serię ciekawych słuchowisk opartych na powieściach Joanny Chmielewskiej. Jednym z ostatnio odsłuchanych przeze mnie jest Wszystko czerwone oparte na motywach powieści pod tym samym tytułem. Bohaterką powieści jest Alicja Hansen, roztargniona kobieta, mieszkająca samotnie na przedmieściach Kopenhagi w Allerød. Jej dom staj się miejscem prawdziwej fali zabójstw. Tajemniczy morderca na początku zabija Edka, by następnie próbować pozbawić życia jeszcze kilkanaście osób. Duński policjant, bardzo śmiesznie mówiący po polsku, zajmuje się śledztwem. Śledztwa nie ułatwia mu sama Alicja, która ukrywa fakt posiadania listu, którego treść może rzucić nowe światło na całą sprawę. Listu, który niestety gdzieś zagubiła i musi teraz zostać odnaleziony. Przez dom ciągle przewijają się jacyś goście, którzy utrudniają śledztwo. Z czasem okazuje się, że celem mordercy jest sama Alicja…

Fabuła ot taka, do posłuchania. Zdziwiony byłem pewną obojętnością postaci na rozgrywające się dramaty. Alicja sprawiała wrażenie jakby nie działo się nic aż tak strasznego. Tymczasem w jej domu padło trupem kilka osób. Postacie nie zachowują się moim zdaniem stosownie do sytuacji. Nie można jednak odmówić autorce pomysłowości i ciekawych rozwiązań. Takie sytuacje jak ta z winogronami nadają akcji tego czego wymaga się, aby zainteresować odbiorcę.

Wszystko czerwone to przede wszystkim słuchowisko. W tym względzie wydaje mi się kapitalne. Główne role zostały zagrane przez Annę Seniuk, Ewę Zientek, Joannę Jeżewską i Magdalenę Różczkę. Dla moich uszu to była czysta przyjemność. Czy to talent aktorski odgrywających role czy kunszt samej Chmielewskiej, nie wiem, ale słuchało się wspaniale. Często w samochodzie słucham audiobooków, jednak dzięki Teatrowi Polskiego Radio jeszcze nie raz sięgnę, jak tylko będę miał możliwość, bo ich wspaniałe słuchowiska.

Comments (0)

Tags:

Przepraszam, ale nie rozumiem…

Posted on 05 lutego 2012 by Ioannes Oculus

Gdybym coś podpisał, potem to przeczytał to uznano by mnie za idiotę. Gdybym zadecydował, a potem pytał o radę, pukaliby się w czoło na mój widok. Gdybym odwołał coś, co ode mnie nie zupełnie zależy, uznaliby mnie za wariata…

Tymczasem w sprawie ACTA ktoś najpierw to podpisał, potem powiedział, że przeczyta literka po literce. Nie wiem czy przeczytał, skoro i tak już było podpisane. Podpisane, czyli decyzja podjęta, a więc można zapytać innych o opinię, to i tak już nic nie zmieni. No i na końcu mówi się o odłożeniu ratyfikacji o rok, kiedy to zależy już od 460 osób, a nie tylko tego człowieka…

I tak wyjdzie na to, że to ja jestem nienormalny…

Comments (0)

nie-acta

Tags: ,

Świadomość obywatelska po podpisaniu ACTA

Posted on 26 stycznia 2012 by Ioannes Oculus

Ostatnie dni niektórych przyprawiają o ból głowy. Wszystko za sprawą ACTA, porozumienia na mocy, którego będą chronione prawa wielkich korporacji nawet kosztem wolności obywatelskich. Niestety ambasador Polski w Japonii Jadwiga Rodowicz podpisała w czwartek ten dokument. Dla niektórych powód do radości, choćby dlatego, że będzie spokój, temat nie będzie wylewał się z portali społecznościowych, forów itp. Osobiście mam nadzieję, że temat nie zostanie jednak zamieciony pod dywan. Jeszcze nic nie jest przesądzone, gdyż ACTA musi jeszcze przejść przez Sejm, Senat i Prezydenta. Choć wszędzie tam władzę trzyma jedna partia, jednak naciski społeczne mogą zmusić polityków do zmiany decyzji premiera.

Najgorszym grzechem premiera jest właśnie aroganckie podejście do obywateli, a jeden z przedstawicieli rządzące partii nazywa protestujących idiotami. Czy tak ma wyglądać dialog publiczny? Jeżeli tysiące ludzi w całym kraju wychodzi na ulice, jeżeli wśród internautów wrze sprzeciw, to gdzie podziała się idea demokracji? Czyżby nasza władza była aż tak arogancka, że nawet nie podjęła próby nawiązania symbolicznego dialogu? Nikt nawet nie udawał, że ma ochotę na dialog z ludźmi! Jako obywatel jestem zawiedziony postawą rządu.

Natomiast w tym wszystkim cieszy mnie zaangażowanie wielu młodych ludzi w sprawę. Pobudki były co prawda różne, czasem nie za wysokie, prowadziły jednak w stronę większej świadomości obywatelskiej. Młodzi ludzie uczą się, że politykom trzeba patrzeć na ręce. Nie wystarczy postawić raz na jakiś czas krzyżyk przy takim czy innym nazwisku. Trzeba być choćby w minimalnym stopniu „na bieżąco”, a w razie potrzeby reagować. Co więcej, sądzę, że wielu zauważyło dziwny fakt nikłej obecności tematu w mainstreamowych mediach. Upada więc mit obiektywności współczesnych środków masowego przekazu.Pozytywnym wynikiem całej sprawy może być właśnie to, że młodzi ludzie zaangażują się świadomie w życie społeczne, będą krytyczniej podchodzić do polityków i ich działań. Nie łudzę się, że wszyscy się zmienią. Jednak w części, zwłaszcza wśród młodych, może nastąpić przełom, zmiana. Większe poczucie odpowiedzialności w szerszych kręgach społeczeństwa za to co się dzieje w kraju wróży dobrze na przyszłość.

Wracając do ACTA Gdzieś wyczytałem, że zanim to przejdzie całą drogę legislacyjną to minie przynajmniej rok. Mamy więc trochę czasu. Nie możemy jednak spać spokojnie, bo walczyć trzeba dalej! To wolność rozwija cywilizację, a nie państwowo sterowany obywatel!

Comments (0)

SOPA, ACTA i wolność słowa

Tags: , ,

SOPA, ACTA i wolność słowa

Posted on 20 stycznia 2012 by Ioannes Oculus

Data 20 stycznia 2012 roku może (niestety) przejdzie do historii. Zamknięty został serwis Megaupload. Federalni oskarżyli Megaupload o narażenie właścicieli praw autorskich na straty o wysokości ponad 500 milionów dolarów. Oskarżeni bronią się tym, że firma szybko reagowała na wszelkie informacje o pirackim materiale zamieszczonym w ich serwisie. Cała sprawa jest powiązana z wprowadzeniem SOPA, czyli Stop Online Piracy Act, prawa mającego chronić właścicieli praw autorskich. Skoro chodzi o obronę własności intelektualnej to dlaczego sprawa wzbudza tyle emocji?

SOPA i jemu podobne akty prawne (jak ACTA, które ma zostać podpisane przez Polskę 26 stycznia) stanową bowiem potencjalną broń w walce z niepokornymi, czyli dają możliwość cenzurowania internetu. A internet wszak to bodajże ostatnie miejsce, gdzie słowo cieszy się jeszcze w miarę pełną wolnością. Już teraz np. w Polsce obserwujemy pewną stronniczość głównych mediów, próby zablokowania prywatnej telewizji w nadawaniu nieprzychylnych treści. Wolność słowa natomiast zakłada, że mam prawo wypowiadać swoje poglądy, nawet niezgodne z tymi mainstreamowymi. Jeżeli do tego mam pieniądze to nic nikomu do tego, że zakładam do tego celu telewizję, stronę internetową czy cokolwiek podobnego. Jak świat światem ludzie mają różne poglądy i mają prawo je wyrażać, dyskutować, spierać się na ich temat itd.

Czy istnieją granice wolności słowa? Z pewnością jakieś muszą być, nie należy ich jednak szczególnie zacieśniać. Namawianie do zbrodni, nawet w imię głoszenia własnych poglądów, nie powinno mieć miejsca. Granicą mojej wolności jest bowiem drugi człowiek. Jeżeli więc namawiam do zabicia czy tym podobnych czynów to nadużywam wolności słowa. Jeżeli jednak głoszę, że ktoś myli się w jakiejś dziedzinie i jego poglądy są z takich czy innych powodów absurdalne, to mam do tego prawo. Każdy ma oczywiście prawo przestać mnie słuchać lub czytać, ma też prawo skontrować na moją wypowiedź.

Dodatkowo SOPA, ACTA nakładają obowiązek inwigilacji użytkowników przez dostawców internetu. Przesyłanie plików, rozmowy itp. mają być poddane kontroli. Rozumiem, że teoretyczni chodzi o uniemożliwienie przesyłania kradzionych dóbr intelektualnych. Jednak sama podstawa tego prawa wydaje się być mocno nie w porządku. Traktuje się tutaj każdego obywatela jako przestępcę. Jeszcze nic nie zrobiłeś, nie padł na ciebie cień podejrzenia, ale już jesteś inwigilowany, już ciebie ktoś sprawdza. Czy tak cywilizowane państwo traktuje swoich obywateli? Jest to potężne narzędzie, które bardzo łatwo użyć do zwalczania przeciwników. Wyobraźmy sobie, że Kowalski jest zwykłym obywatelem. Na kogo zagłosował nikt nie sprawdzi. Jednak, jeżeli ACTA wejdzie w życie, ktoś będzie miał wgląd do tego co robi Kowalski, z kim rozmawia, o czym rozmawia i czy jest poprawny politycznie. Komunizm wykorzystywał wiedzę pochodzącą z inwigilacji obywateli, aby niepokornym zablokować dostęp do lepszej pracy, zwalczać opozycję, zmusić do współpracy (np. przez szantaż). Nikt z nas nie jest bez grzechu i zdarza się, że grzeszymy w internecie. Takie grzechy i grzeszki mogą być wykorzystane, aby zastraszyć Kowalskiego i zmusić go do współpracy.

Kolejną budzącą obawy przesłanką jest fakt, że nad ACTA pracowano trzy lata. Specjalny zespół opracowywał to prawo, z tego co wyczytałem, unikając jakiejkolwiek dyskusji. Skoro te przepisy mają tak mocno ograniczyć swobodę obywateli, to czy nie powinny być z nimi wpierw przedyskutowane?

Wypadki ostatnich lat sprawiają wrażenie, że pewnej grupie zamyka się usta. Uniwersytety nie przyjmują niektórych naukowców, bo głoszą kontrowersyjne poglądy, polityczna poprawność skazuje niektórych na społeczną alienację. Kiedyś przeczytałem, że w socjalizmie należało tak ukształtować człowieka, aby nawet myśląc samodzielnie zawsze wybierał socjalizm. Czy więc pluralizm i demokracja, którą tak szczycą się Stany Zjednoczone i Europa należy odłożyć do lamusa? Pożyjemy, zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że ten dzień do historii nie przejdzie. Bo wolność słowa, to jedno z podstawowych praw człowieka. Mam nadzieję, że SOPA i ACTA (o ile wejdą, od czego uchowaj Boże) będą tylko i wyłącznie dbać o zabezpieczenie dóbr intelektualnych autorów. Obawiam się jednak, że taką nadzieję można włożyć wyłącznie między „pobożne życzenia”…

Comments (6)

lekarstwa

Tags: , ,

Jestem przeciwko refundacji leków!

Posted on 04 stycznia 2012 by Ioannes Oculus

Światło naszych czasów, Słońce Peru i jego doradcy od kilku lat fundują nam coraz lepszy „kabaret”. Prawdziwy kabaret byłby, gdybyśmy nie musieli w nim żyć. Ostatnio głośna jest sprawa refundacji leków, a właściwie jej braku. Wielu ludzi zostało okradzionych, gdyż po latach opłacania składek na ubezpieczenie, teraz nie mogą korzystać z profitów im przysługujących. Dlatego osobiście jestem przeciwny jakiejkolwiek refundacji leków.

Czy człowiek jest idiotą, który nie potrafi podjąć samodzielnej decyzji? Czy wszystko musi za niego robić ktoś „mądrzejszy”. System obowiązkowych ubezpieczeń jest wynikiem takiego myślenia. „Obywatelu, jesteś za głupi, żeby decydować o swoich pieniądzach, więc oddaj je nam, a my w swojej łaskawości coś co z nich oddamy”. Zabierają nam przez lata pracy dużą część naszych zarobków na emerytury, ubezpieczenia zdrowotne i tym podobne. Przy obecnym systemie pieniądze te tracą się w czarnej dziurze długów i starych zobowiązań i prawie nic z nich nie zostaje dla tego, który je wpłacił.

Stąd moja konkluzja – zostawcie moje pieniądze w spokoju. Będę chciał, to się ubezpieczę. Będę chciał odkładać pieniądze do skarpety, to tam je odłożę i wyjmę w razie potrzeby. Moje pieniądze i ja mam prawo o nich decydować, a nie poddawać się pod złodziejski system gospodarki centralnie sterowanej.

Comments (0)

J. R. R. Tolkien

Tags: ,

O przyjemności z uczenia się jezyków obcych płynącej.

Posted on 27 grudnia 2011 by Ioannes Oculus

J. R. R. Tolkien "Der Hobbit" mit Illustrationen von Alan Lee

J. R. R. Tolkien "Der Hobbit" mit Illustrationen von Alan Lee

Musiałem tak zacząć ten wpis, bo gdybym napisał, że dzisiaj przeczytałem ostatnich kilka stron książki Der Hobbit, za samo „der” przed swojskim słowem „Hobbit” niektórzy są gotowi mnie kamienować. Język niemiecki z pewnością nie jest tym, który najbardziej kochamy. Jednak tego lub innego musimy się nauczyć. Niejednemu nauka języków obcych kojarzy się z wielkim bólem, wręcz mękami przechodzenia przez kolejne stosy reguł i słówek. Moim skromnym zdaniem jest to chyba najgorsza metoda. Sam pamiętam jak na sprawdziany na kursie angielskiego wymagane były od nas słówka z całego rozdziału podręcznika, włącznie ze słówkami z poleceń. Moje listy miały kilka stron A4 i było dla mnie niemożliwością nauczyć się ich wszystkich. Do dzisiaj mam zresztą ogromne problemy z nauką słówek, czy wykuciem reguł gramatycznych. Są jednak na to sposoby i jednym z nich był właśnie Der Hobbit.

Chodzi mianowicie o połączenie przyjemnego (czytania przyjemnej książki) z pożytecznym (nauką języka) przy użyciu małego tricku (książka jest prosta i dobrze mi znana). Najważniejszy jest tak naprawdę ten trick. Jeżeli znam dobrze treść książki po polsku (nie ważne czy w oryginale czy w tłumaczeniu) to zrozumienie treści w języku obcym jest o niebo prostsze. Wielu słów, znaczenia zdań, przebiegu akcji można się po prostu domyślić. Im lepiej znamy książkę, tym łatwiej domyślamy się rzeczy, których nie rozumiemy. Czasem można zgadywać, i to całkiem trafnie, znaczenia słówek, z którymi spotykamy się po raz pierwszy w życiu. Dla mnie taką okazją do nauki jest właśnie Hobbit. Książkę czytałem już kilkanaście razy po polsku, parę razy w angielskim oryginale. Gdy więc wziąłem do ręki niemieckie tłumaczenie nie miałem żadnych problemów z nadążeniem za akcją. Wiele słów i zwrotów, które gdyby były pozbawione kontekstu, stały by się zupełnie niezrozumiałe, mogłem odgadnąć dzięki znajomości polskiego tłumaczenia. Do tego książka sama w sobie jest kapitalna. Dzięki skondensowaniu pozytywnych uwarunkowań nawet język niemiecki nie odrzucał tak bardzo, jak potrafi. Takie czytanie rozwija znajomość języka, przynajmniej bierną, ułatwia naukę. Polecam gorąco! Dla zainteresowanych fragmencik z Der Hobbit:

In einer Höhle in der Erde, da lebte ein Hobbit. Nicht in einem schmutzigen, nassen Loch, in das die Enden von irgendwelchen Würmern herabbaumelten und das nach Schlamm und Moder roch. Auch nicht etwa in einer trockenen Kieshöhle, die so kahl war, daß man sich nicht einmal niedersetzen oder gemütlich frühstücken konnte. Es war eine Hobbithöhle, und das bedeutet Behaglichkeit. Diese Höhle hatte eine kreisrunde Tür wie ein Bullauge. Sie war grün gestrichen, und in der Mitte saß ein glänzend gelber Messingknopf. Die Tür führte zu einer röhrenförmig langen Halle, zu einer Art Tunnel, einem Tunnel mit getäfelten Wänden. Der Boden war mit Fliesen und Teppichen ausgelegt, es gab Stühle da von feinster Politur und an den Wänden Haken in Massen für Hüte und Mäntel, denn der Hobbit hatte Besucher sehr gern. Der Tunnel wand und wand sich, führte aber nicht tief ins Innere des Berges hinein, den alle Leute viele Meilen weit rund im Lande schlechthin „den Berg” nannten. Zahlreiche kleine, runde Türen öffneten sich zu diesem Tunnel, zunächst auf der einen Seite und dann auch auf der anderen. Treppen zu steigen brauchte der Hobbit nicht : Schlafräume, Badezimmer, Keller, Speisekammern (eine Masse von Speisekammern), Kleiderschränke (ganze Räume standen ausschließlich für die Unterbringung seiner Garderobe zur Verfügung), Küchen, Eßzimmer – alles lag an demselben langen Korridor. Die besten Zimmer lagen übrigens auf der linken Seite (wenn man hereinkommt), denn ausschließlich diese hatten Fenster, tiefgesetzte, runde Fenster, die hinaus auf den Garten blickten und über die Wiesen, die sich gemächlich hinab bis zum Fluß neigten.

Comments (0)

Pierścień Władzy rodem z popcornu

Tags: ,

Pierścień Władzy w popcornie

Posted on 22 grudnia 2011 by Ioannes Oculus

Pierścień Władzy rodem z popcornu

Pierścień Władzy rodem z popcornu

Przy okazji świątecznego szturmu dekoracyjnego znalazłem przypadkiem gadżet sprzed 10 lat bodajże. Zagubiony wśród innych drobnych rzeczy pochowanych w różne pudełka akurat dzisiaj dał o sobie znać. Chodzi o Pierścień Władzy dołączany do jakiegoś tam zestawu popcornu i Coli w czasach gdy na ekranach kin leciała pierwsza część Władcy Pierścieni. Zgrozę budzi takie potraktowanie tego przedmiotu. Coś co jest największym zagrożeniem, co należy zniszczyć, bo w przeciwnym razie przyniesie zgubę Wolnym Ludom staje się dodatkową atrakcją, czymś wręcz pożądanym. Zestaw kupiłem bardziej z racji kolekcjonerskich niż chęci posiadania owego pierścienia, jednak podejrzewam, że wielu ludziom tego typu akcje wykrzywiają zupełnie sens dzieła Tolkiena. To co istotne zostaje wyrzucone z przekazu popularnego, co złowrogie staje się obiektem pożądania.

Przed Bożym Narodzeniem dzieje się niestety coraz częściej podobnie. To co nie jest ważne, staje się istotne. Mieszkanie wysprzątane na błysk, wielkie zakupy, mnóstwo przygotowań stają się prawie że celem samym w sobie. Prowadzą często do kłótni, przekleństw i złej atmosfery. Natomiast fakt, że wyrzuca się istotę Świąt przechodzi nie zauważony. Nie zauważamy, że Ktoś puka do naszych drzwi. W Wigilię chcemy się napychamy się jedzeniem (nie mówiąc niestety czasami o wódce), że do kościoła na pasterkę nie da rady pójść. Ważny staje się brzuch, nie dusza. Co więcej, rozpaczamy nad biednym losem karpia w sklepie i debatujemy jak go najbardziej humanitarnie zabić, a nie myślimy o ludziach, którzy cierpią i w tym czasie będą samotni. A co więc tu chodzi? Czy nie stało się ze Świętami czasem tak, jak z owym Pierścieniem? Odwrócone znaczenia, pojęcia i przeżywanie. Jednym słowem wielki cyrk, aby zagłuszyć głos, który już niedługo będzie się rozchodził wśród nocnej ciszy…

Comments (0)

Jakiś kościół w Anglii...**

Tags: , ,

Zły i niedobry churching…

Posted on 13 listopada 2011 by Ioannes Oculus

Jakiś kościół w Anglii...**

Jakiś kościół w Anglii...**

Od jakiegoś czasu, zwłaszcza gdy już nie ma o czym pisać, media donoszą o rozwijaniu się w naszym kraju zjawiska churching’u. Ten językowy potworek oznacza wyszukiwanie sobie najbardziej odpowiadającego kościoła na niedzielną mszę św., rekolekcje, czy też ślub. Zjawisko może niezbyt obecne na wsiach czy w małych miasteczkach, gdzie wyboru albo nie ma albo jest prawie żaden, dużo częstsze w dużych miastach, gdzie czasami w promieniu pięciu minut jazdy samochodem dostępnych jest kilka kościołów. Proboszczowie zazwyczaj pomstują na wszystkich, którzy stali się wiernymi niewiernymi swojej parafii*. Dla innych, np. kościołów prowadzonych przez zakony, a nie będących parafiami, to wyznacza w ogóle sens istnienia. Mimo, że temat jest w dużych mediach raczej tematem sezonu ogórkowego, warto się nad nim chwilę zastanowić. Czy owego „wiernego niewiernego” potępiać, bronić? Czy mamy prawo wyboru kościoła, do którego chodzimy czy powinniśmy twardo chodzić do swojego, parafialnego, nawet pod groźbą utraty wiary po spotkaniu z miejscowym księdzem?

Jak to często bywa, odpowiedź nie jest łatwa i prosta. Więź z parafią jest oczywiście ważna, to jest miejsce, gdzie wg prawa kanonicznego parafianie przyjmują sakramenty (chrzest, bierzmowanie, małżeństwo itp.) a więc w konsekwencji tam też powinni uczestniczyć we mszy św. W ten sposób lokalną społeczność zaczyna łączyć w lokalną wspólnotę chrześcijan nie tylko wspólne zamieszkanie, ale i wspólna modlitwa, zaangażowanie przy parafii.

Z drugiej strony należy zadbać o swoje zbawienie, drogę duchową itp. Bywają parafie, w których jest forowana taka a nie inna duchowość. Duchowość to coś w rodzaju drogi do Boga, tych dróg jest wiele. Nie każdy musi iść każdą z nich. Co wtedy? Dla osób związanych z konkretną duchowością na pewno lepiej będzie iść do takiego kościoła, gdzie pogłębią właśnie tę drogę do Boga. Z drugiej strony, inni mogą nie czuć się najlepiej w tej duchowości, którą proponuje im proboszcz czy wikarzy. Czy ma się męczyć niepotrzebnie, czy raczej znaleźć swoje miejsce tam, gdzie odnajdzie swoją drogę? Co zrobić w sytuacji, gdy miejscowi księża nie mają daru głoszenia kazań, odprawiania mszy, nie mówiąc już o sytuacjach gorszącego stylu życia? Czy wtedy można znaleźć miejsce, gdzie właśnie przykład duchownych, sposób podania przekazu ewangelicznego pociągną nas do Boga?

Z trzeciej strony pojawia się ryzyko lenistwa. Idzie się tam, gdzie szybciej, mniej się wymaga, a może po prostu jest lepsza rozrywka i nudny obowiązek staje się bardziej strawny. Wtedy wybór kościoła to nie wybór dobra duchowego, tylko pójście na łatwiznę, a nie o to chyba chodzi w wierze.

Trzy strony medalu, a jakie rozwiązanie? Może właśnie to, żeby głównym wyznacznikiem był mój wzrost duchowy? Jeżeli w mojej parafii wzrastam duchowo, chociaż ten wzrost może nieraz być trudny, to nie warto uciekać? Przecież, żeby iść pod górę, trzeba się zmęczyć i napracować. Jeżeli nie wzrastam, wtedy szukam miejsca, gdzie będę. Nigdy natomiast nie powinno to wynikać z lenistwa, bo wtedy nie o wzrost duchowy chodzi, tylko o to, żeby szybciej z tej góry się stoczyć…

* Sformułowanie zgapione z Rzepy: http://www.rp.pl/artykul/20,747382.html.

** Nie chcę umieszczać konkretnego kościoła w Polsce, żeby komuś nie przychodziły niepotrzebne czy fałszywe skojarzenia.

Comments (1)