Tag Archive | "film"

Tymczasowi gliniarze

Tags: , ,

Film „Tymczasowi gliniarze”

Posted on 01 lutego 2012 by admin

Tymczasowi gliniarze

Czasami przychodzi taki wieczór, że nie bardzo chce się coś zrobić. Najlepiej byłoby usiąść na czterech literach i odpocząć. Dla mnie osobiście wtedy na pierwszym miejscu jest książka, ale i dobry film też może być. Najlepiej komedia, bo dla rozrywki. Z drugiej strony nie w amerykańskim stylu, gdzie każdy robi z siebie idiotę i to podobno ma być śmieszne. Wśród kiedyś kupionych filmów za 9,99 wygrzebałem Tymczasowych gliniarzy. Bez większego przekonania, mimo że nie-amerykański, odpaliłem.

Minęło 10 lat od rozstania pary gliniarzy René Boironda i François Lesbuche’a. Temu pierwszemu została tylko garść wspomnień, klepie biedę i ucieka przed dłużnikami, bo jest nieuleczalnym hazardzistą. Od znajomego dostaje radę, na kogo postawić w najbliższej gonitwie. Postanawia pożyczyć pieniądze od Chena, właściciela chińskiej knajpki, będącej przykrywką dla prania brudnej forsy. Pech chce, że policja robi najazd na lokal.

Tak film się zaczyna. Nie byłoby w tym nic wielkiego, gdyby nie fakt, że akcja się komplikuje, pląta i przez zbieg różnych wypadków zaczyna wywoływać najpierw uśmiech na twarzy, a potem coraz głośniejsze wybuchy śmiechu. Tymczasowi gliniarze mają ten typ humoru, który mi się podoba. Bohaterowie nie robią z siebie idiotów, to nie kabaret. Oni są poważni, czasem wręcz śmiertelnie. Natomiast różne zbiegi okoliczności, czasami sytuacje, w których jako widzowie wiemy więcej niż postaci filmy, humor sytuacyjny itp. powodują, że człowiek ogląda go ubawiony po pachy. Oczywiście nie należy się spodziewać żadnej psychologicznej głębi i nic innego w tym stylu. Ten film ma służyć rozrywce, dobrej zabawie i taką funkcje spełnia. Chwała za to jego autorom. Dzięki nim ów wieczór, kiedy sięgnąłem po Tymczasowych, spędziłem bardzo mile, mimo początkowego braku przekonania.

Comments (0)

hobbit-poster_1-maly

Tags: , , ,

Jest zwiastun „Hobbita”

Posted on 21 grudnia 2011 by admin

Po miesiącach oczekiwania pojawił się w końcu zwiastun filmu The Hobbit: An Unexpected Journey. Jak zapowiada się film? Ten sam reżyser, zwiastun bardzo mocno kojarzy się z Władcą Pierścieni. Można się więc spodziewać fantastycznych efektów specjalnych. Potwierdzają to sceny zawarte w trailerze. Martin Freeman jako Bilbo Baggins zapowiada się jak najbardziej hobbicko (no, może jest ciut za szczupły). Krasnoludy natomiast bardzo krasnoludzko. Do tego ich śpiew! Trzeba usłyszeć „Far over the Misty Mountains” i człowiek od razu zakocha się w tym niesamowitym wykonaniu. Problem z tym jest jedynie taki, że na myśli na nowo wracają do tematów tolkienowski. Nawał różnych obowiązków spowodował, że opuściłem już w pewnym sensie Śródziemie. Czas tam wracać, bo tam jest trochę mego serca i domu!

Książki Tolkiena można nabyć w atrakcyjnych cenach w internecie!

Comments (0)

„Ostatni Egzorcyzm”, opinia

Tags: , ,

„Ostatni Egzorcyzm”, opinia

Posted on 13 listopada 2010 by admin

Szczerze mówiąc stanąłem przed dylematem. Dziś jest premiera filmu Daniela Stamma „Ostatni Egzorcyzm”. Miałem okazję go zobaczyć w Warszawie. Opowiada historię pastora – egzorcysty, który zajmuje się swoim fachem od najmłodszych lat. „Fachem” gdyż w miarę upływu czasu staje się to pracą, źródłem utrzymania, Marcus Cotton (pastor) bowiem traci wiarę. W pewnym momencie postanawia zerwać z obłudą i nakręcić dokument ukazujący całą prawdę o egzorcyzmach. Wybiera się do niewielkiej miejscowości na południu USA. Tam odprawia „egzorcyzmy”, w pełni przez niego samego spreparowane. Coś jednak zaczyna się wymykać spod kontroli…

Więcej nie powiem, aby nie zdradzić (choć i tak już sporo opowiedziałem). „Ciekawy scenariusz, dobra realizacja”, jak napisała moja znajoma. Zgadzam się z jej opinią, choć jednak… Do pełni szczęścia czegoś mi w tym filmie zabrakło, jakieś wisienki na torcie… Trudno mi określić, co to jest konkretnie. Choć może jest to spowodowane widownią. Niby stolica, niby wysoki poziom. Jednak kultura nakazuje, że jeżeli film się nie podoba to się wychodzi, a nie głośno komentuje, czy śmieje. Tak więc prawdopodobnie właśnie to mogło spowodować, że mój odbiór filmu jest taki jaki jest.

Jednak sam film polecam. Myślę, że warto go zobaczyć, a może także przemyśleć swoje podejście do spraw zadawania się ze złymi duchami. Nie da się wszystkiego wytłumaczyć psychologią…

Comments (4)

lotr

Tags: , ,

Hobbit w Nowej Zelandii

Posted on 27 października 2010 by admin

BBC przyniosło dzisiaj informację o świeżo zawartej zgodzie z rządem Nowej Zelandii (The Hobbit will be made in New Zealand, PM confirms). Wszystko więc wskazuje na to, że filmu się w końcu doczekamy, mimo protestów oraz trudności prawnych, nie wspominając o innych produkcyjnych problemach.

Przy okazji warto się zastanowić, na ile ten film odda książkę. Wydaje mi się, że zadanie przy kręceniu Władcy Pierścieni było dużo trudniejsze. Wtedy niestety wiele wątków umknęło lub zostało przekręconych, a w rezultacie film nie oddawał nie tylko powierzchni dzieła (czyli przebiegu akcji), ale także nie oddał pewnej głębszej myśli, która jest obecna we Władcy. Było to bardzo trudne zadanie, co może być wytłumaczeniem dla producentów, gdyż wiele tej myśli było zawarte niejako między linijkami. Może przy produkcji Hobbita będzie lepiej? Okaże się…

To co mniej jednak bardzo cieszy to fakt, że może dzięki temu filmowi, wiele osób sięgnie po książki Tolkiena (a potem i nie tylko jego). Chciałbym by Śródziemie znów zachwyciło miliony, wyrwało ich z szarej egzystencji i wprowadziło do ich życia kolory honoru, sławy, odwagi i tego, czym żyły wolne ludy. Może będzie to jeden z tych filmów, który zmobilizuje ludzi, zwłaszcza młodych, aby sięgali po książki. Jeżeli to się uda, to bez względu na jego wierność książce, będzie to film cenny. Teraz pozostaje więc czekać i zobaczyć, co będzie…

Comments (0)

The Social Network

Tags: , , ,

Film o Facebooku

Posted on 19 października 2010 by admin

The Social Network

The Social Network

Jak powstał Facebook? Szczerze mówiąc wiem tylko tyle, ile pokazał mi nowy fejsbukowy film „The Social Network” w reż. Davida Finchera. Pokazuje on drogę Marka Zuckerberga od studenta Harvardu do prezesa Facebook’a. Zaczyna się od zwariowanego pomysłu po tym jak rzuciła go dziewczyna. Okazało się, że je jest w stanie w ciągu jednej nocy (po pijaku) stworzyć prostą, atrakcyjną stronę, która zawiesiła sieć Harvardu. Od tego momentu zaczną się jego pierwsze kłopoty, ale i sukcesy. Nie będę zdradzał szczegółów, bo naprawdę warto ten film zobaczyć.

Świetnie jest w nim pokazana podstawowa prawda o życiu. Nie jest to jednak banał, że aby odnieść sukces musisz być pierwszy albo musisz mieć pomysł. Dlaczego nie? Bo to nie wystarcza. Trzeba swoim pomysłem żyć. Nie robić tego jako dodatkowe hobby. Przykładem są bracia Winklevoss i ich pomysł na HarvardConnections. Rzecz była podobna do FB, ale oni tym nie żyli. Zajmowało ich wiele innych spraw, stąd nie czerpali pełnymi garściami z inspiracji, które niesie samo życie. W czasie, gdy Mark pracował nad FB oni ćwiczyli się w wioślarstwie. Fakt, że Mark miał z nimi początkowo współpracować. Jednak moim zdaniem miało to bardziej wyglądać na zlecone zadanie niż na wspólny projekt. Poza tym nie było to coś, co tak bardzo odpowiadało na codzienne potrzeby ludzi. Drugi przykład osoby, która nie żyła pomysłem to Eduardo Saverin, współtwórca Facebooka. Kierował się po części schematami, a po części po prostu interesowało go zupełnie co innego – robienie pieniędzy. Stąd szukał reklamodawców, a nie rozwoju samego Facebooka. Był od niego tak daleko, że będąc z dziewczyną nie zmienił statusu związku z „wolny” na „związany”. Jako współtwórca pokazał tym samym, że to nie jego dziecko, że nie jego życie.

To co najważniejsze dla mnie w tym filmie to prosta prawda o życiowej pasji. Kiedy to co robisz jest twoją pasją, ona sama ciebie niesie i jednocześnie staje się sensem życia. Inna ciekawa rzeczy to słowa rektora Harvardu, że studenci zamiast szukać pracy powinni ją sobie stworzyć. Sądzę, że takiego myślenia trochę nam brakuje. My ciągle szukamy pracy, nie żyjemy pasją, ideałami, a przez to zatracamy się w szarości i monotonni. Dobrze, że ten film powstał. Może doda skrzydeł młodym ludziom. Już słyszę wiele głosów, które drwiącym tonem komentują to co piszę. Kiedy jednak widzę ludzi, którzy narzekają na brak pracy, ale palcem nie kiwną, żeby to zmienić, a swoje żale wylewają przed telewizorem lub przy piwku z kolegami czekając na telefon z urzędu pracy, to są chyba sami sobie winni. Gdyby Polacy w Polsce włożyli tyle wysiłku w szukanie pracy, co wtedy gdy wyjadą za granicę, byłoby im dużo łatwiej. Przede wszystkim, gdyby zaś zaryzykowali i włożyli w swoje życie pasję, mogło by być lepiej. Tylko gdzie w dzisiejszym świecie pasja? Gdzie zamiłowanie do czegoś, oddanie sprawie? Chyba czegoś nam brakuje…

Sam film natomiast gorąco polecam, bo bardzo dobrze się ogląda. Choć może nie wszystkie zachowania tam są najbardziej godne naśladowania, ale pewne idee są bardzo, ale to bardzo trafione.

Comments (0)

Dorian Gray

Tags: ,

Dorian Gray, gdy przyjemność odbiera szczęście…

Posted on 02 października 2010 by admin

Dorian Gray

Dorian Gray

Młody, czysty, dziewiczy Dorian Gray przybywa do Londynu. Tu kończy się sielanka jego życia. Zaczyna bowiem pragnąć tego, czego nie powinno się pragnąć. Co gorsze, dostaje to.

Dzisiaj, a właściwie wczoraj (bo 1 października, choć piszę te słowa zaraz po powrocie z kina), wszedł na ekrany kin w Polsce film będący ekranizacją powieści Oscara Wilde’a Portret Doriana Gray’a. Zaczyna się spokojnie. Młody, niedoświadczony człowieczek przybywa skądś do Londynu objąć spadek. Widzimy nawet jak zostaje bezczelnie okradziony tuż po przybyciu. Jego wygląd przyciąga uwagę malarza Basila Hallwarda, który zaczyna malować jego portret. Jednocześnie na przyjęciu Dorian poznaje Henry’ego Wottona. Henry staje się jego kusicielem, który wychwala mu uroki życia wypełnionego przyjemnościami. Gdy portret zostaje ukończony okazuje się być arcydziełem, najdoskonalszym wytworem Basila. Dorian również podziwia dzieło oraz samego siebie na nim, własną urodę. Wtedy też padają słowa, które zaważyły na jego życiu, słowa w których oddaje swoją duszę za wieczną młodość. Dzięki temu może korzystać z uciech życia bez jakichkolwiek ograniczeń. Początkowo czuje pewien niepokój, pojawiają się wyrzuty sumienia, ale Henry wszystko łagodzi. Jednocześnie sączy mu do uszu truciznę dla duszy. Dorian wyjeżdża w świat poszukując nowych wrażeń. Gdy wraca po 25 latach okazuje się, że nic się nie zmienił. Czy oby na pewno?

Film Olivera Parkera fantastycznie pokazuje głęboką prawdę. Przyjemność wcale, ale to wcale nie musi mieć jakiegokolwiek związku ze szczęściem. Wręcz odwrotnie, ustawiczna pogoń za tym, co powinno przemijać prowadzi do tragedii. Akcja mogła by mieć równie dobrze miejsce w XXI w. Nasze społeczeństwo zapatrzone w chwilowe doznania stało się więźniem własnych żądz. Nigdy nie nasycone, zawsze głodne nowych wrażeń i przyjemności gubi szczęście. Czy dusza człowieka XXI w. jest podobna do duszy Doriana?

Gorąco polecam ten film. Nie jest to z pewnością bajka dla dzieci na dobranoc. Ogląda się świetnie, trzyma w napięciu. Co więcej, daje do myślenia o granicy pogoni za chwilą. Film naprawdę warto zobaczyć. Ja poza tym postaram się sięgnąć po książkę, bo skoro ekranizacja jest zawsze gorsza od oryginału, a ta ekranizacja jest świetna, to jaka musi być powieść?

Comments (0)

Ostatni Władca Wiatru

Tags: ,

Ostatni Władca Wiatru, oby…

Posted on 08 września 2010 by admin

Ostatni Władca Wiatru

Ostatni Władca Wiatru

Zostałem wyciągnięty do kina. W sumie bardzo fajnie. Zamiast treningu (którego nie było) obejrzeć film na dużym ekranie? Czemu nie. Wyjechaliśmy do Silesii, odwiedzili Empik (niestety znowu kupiłem książki…), wypili kawę i udali się na film pod tytułem „Ostatni Władca Wiatru”. Nie wiem dlaczego, ale jakoś spontanicznie zacząłem przekręcać ostatnie słowo w tytule używając liczby mnogiej… Zasiedliśmy w kinie. Pokaz był w modnej teraz technologii 3D, która zaczyna mnie irytować ze względu na okulary, zmęczone oczy i co chyba najważniejsze – przerost formy nad treścią. Producenci filmów skupiają się chyba bardziej na efektach specjalnych niż na treści. Niestety nie inaczej było z filmem, który oglądaliśmy. Seans o godzinie 21:15 budził nadzieję, że nie trafimy na dobranockę, a i w tej kwestii się rozczarowaliśmy.

Idąc na film miałem pozytywne nastawienie. Dobry humor i towarzystwo dało niezły grunt. Z plakatu film zapowiadał się na jedną z licznych dziś produkcji w klimatach fantasy, co mi osobiście odpowiada. Początek nawet niezły, ciekawie zarysowany świat (cztery żywioły, itd.), choć zastanawia mnie skąd ta japońsko-chińska stylizacja. No, ale licentia poetica. Mamy cztery narody przyporządkowane czterem żywiołom. W każdym z nich rodzą się magowie, jednak tylko jeden – Avatar – może panować nad wszystkimi czterema. Avatar odradza się w nowych reinkarnacjach, za każdym razem w innym narodzie. Niestety sto lat przed akcją filmu zaginął, a ludzkość została poddana pod panowanie narodu ognia. Oczywiście na początku się odnajduje i się zaczyna dziać to co ma się dziać. Film staje się niesamowicie przewidywalny, nie zaskakuje. Sam pomysł wydaje mi się bardzo ciekawy, jednak jego rozwinięcie jest delikatnie mówiąc średnie. Całość jest okraszona oczywiście masą efektów specjalnych, które autorom filmu wyszły całkiem dobrze. Niestety, nie zdradzę zakończenia, bo jego nie ma. Jest to dopiero pierwsza część (z ilu?), więc nie wiemy co się stanie dalej. Wracając ze znajomymi wymyśliliśmy ciąg dalszy bazując na najprostszych schematach. Drugą część zobaczę chyba tylko po to, żeby sprawdzić czy trafiliśmy i z kim ożeni się syn króla ognia.

Filmu raczej bym nie polecał. Może z małymi dziećmi tak, ale poza efektami specjalnymi w 3D, nie ma prawie nic więcej do zaoferowania. Zastanawiam się więc, czy dzisiejsze produkcje kinowe muszą coraz bardziej koncentrować się na efektach? A może właśnie słowo „produkcja” jest tu kluczem. Produkcja, a nie sztuka… Oby, to był ostatni taki film. To pozostanie chyba jednak tylko naiwnym życzeniem…

Comments (8)

Rolka filmu

Tags: , ,

Sposób na nudę: 3. Film

Posted on 25 czerwca 2010 by admin

Rolka filmuTrzecim moim sposobem na nudę jest film. Jednak nie każdy, nie zawsze. Nie chodzi mi tu również o oglądanie telewizji, gdyż jest to jeden z najgłupszych moim zdaniem sposobów spędzania wolnego czasu. Film trzeba dobrać ze starannością, jak i to co jemu towarzyszy. Najlepiej aby oglądanie filmu odbywało się w gronie przyjaciół, którzy nie wykazują pewnej cechy dość denerwującej (przynajmniej mnie osobiście). Chodzi mianowicie o milczenie podczas oglądania. Dla niektórych osób jakiekolwiek słowo podczas jest co najmniej zbrodnią. Jest to zrozumiałe w kinie, ale dla mnie nie do pojęcia, jeżeli film oglądamy we własnym domu. Cała przyjemność to właśnie te rozmowy i komentarze na temat wydarzeń z ekranu.

Przy tym rozwiązaniu problemu nudy zalecam jednak ostrożność. Film bowiem może być ciekawym uzupełnieniem, ale też niestety łatwo przeradza się w główną rozrywkę. Dzieje się tak, bo nie wymaga od nas tyle kreatywności w działaniu. Stąd moje zalecenie, aby nie oglądać filmów samotnie, ale w towarzystwie chętnym do kreatywnej dyskusji na temat oglądanego/obejrzanego filmu. Jednocześnie nie polecam filmów będących adaptacją książek. Na ogół przekręcają treść dzieła, a przede wszystkim to lepiej sięgnąć po prostu do książki (co nie oznacza, że nie ma udanych adaptacji, ale te można oglądać tylko po przeczytaniu oryginału). Dobry film jest dziełem samym w sobie. Lubię osobiście obejrzeć dobry film, przy którym można pomyśleć, zrelaksować się, a przede wszystkim potraktować jako okazję do spotkania się z przyjaciółmi. Tak rozumiem film, jako sposób na nudę.

Poprzednim sposobem było pisanie bloga, a następny będzie…

Comments (1)

RELATED SITES